Historia o nich głucho milczy… wtorek, mar 1 2011 

Ile widziałeś drogi czytelniku filmów o wojnie domowej toczącej się w Twojej ojczyźnie końcem lat 40-tych? W ilu miastach w Twoim kraju są ulice Armii Ludowej  i Gwardii Ludowej,  a w ilu Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowej Organizacji Wojskowej, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość?

Dlaczego informacje o tym, że 1 marca to Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych są dzisiaj na marginesie głównych newsów, a niektóre wstydliwie usiłują je zmilczyć. Przecież żyjący członkowie antykomunistycznego podziemia  to dziś tylko niegroźni starcy, a Ci nieżyjący wiadomo- głosu nie mają.

No ale przecież i  gajowy Bronisław Maria graff von Zips und Arwa Komorowski bredzący do niedawna o szkodliwości bicia po łbie “maczugą pamięci historycznej”  składał dzisiaj wieńce pod tablicą Wyklętych na Mokotowie i bufetowa HGW coś tam złożyła. Więc niby wszystko jest ok?

To czemu to głuche milczenie o żołnierzach bohaterach? Czemu brak szkół imienia Zapory, Ognia, Zuba, Łupaszki? Czemu Salon przełyka Armię Krajową jako niemal protoplastę pierwszej “Solidarności” a tak panicznie boi się antykomunistycznego podziemia z lat 40tych i 50tych?

Żołnierze wyklęci tak jak niebezpieczni byli   za życia są też niebezpieczni po śmierci. To przecież w przeważającej liczbie Ci źli przedwojenni narodowcy. A skoro narodowcy, to getto ławkowe numerus clausus a stąd już blisko do Nocy Kryształowej, SA i parteitagów.

A ludzi o zlasowanych mózgach w kraju wiele. I tak – weźmy modny kryminał , reklamowany jako “krakowska odpowiedź na Krajewskiego”. Debiutujące  małżeństwo Kuźmińskich w utworze “Tajemnica Kroke” golą głowy przedwojennym “karkom z ONR” jakby w tęsknocie  za rodzimymi hitlerowcami. Jeśli tak , to łatwo strach przed karkami z ONRu z karabinem w ręku partyzanckim mundurze jest jak najbardziej usprawiedliwiony. Wszak to to strach przed rodzimymi wspólnikami Holokaustu, takim rodzimym Werwolfem. Tymi mitycznymi faszystami, których dzielnie zatrzymał Sewek Blumsztajn 11 listopada ubiegłego roku. Cóż autorzy książki są wszak młodzi i wykształceni (w przypadku autorki pochodzącej z Sandomierza określenie ” z wielkich miast” raczej nie przejdzie).

Każdy naród ma swoich tragicznych bohaterów. My mamy walczących do końca naszych wyklętych ostatnich żołnierzy Wielkiej Polski. To oni, cytując wieszcza Herberta:

“ponieważ żyli prawem wilka/ historia o nich głucho milczy/ pozostał po nich w kopnym śniegu/ żółtawy mocz i ten ślad wilczy”

W świecie gdy łatwiej by słabym i dyskryminowanym niż silnym i mężnym Żołnierze Wyklęci są bardzo nieżyciowi.  Niemniej cześc ich pamięci.

Requiem aeternam…

Krzyżowiec.

(prywatnie wnuk dwóch żołnierzy KBW)

Konserwatyzm czy ko-serwilizm? wtorek, mar 1 2011 

Motto: “Są ludzie, co złożyli przysięgę Republice jednej i niepodzielnej, potem przysięgę Dyrektoriatowi w pięciu osobach, potem Konsulatowi w trzech osobach, potem Cesarstwu w jednej osobie, potem pierwszej Restauracji, potem znowu Cesarstwu, wreszcie przysięgli Restauracji drugiej i coś jeszcze zachowali dla Ludwika Filipa. Ja tak bogaty nie jestem. Idę za orszakiem pogrzebowym starej monarchii jak pies nędzarza”. – François-René, wicehrabia de Chateaubriand (1768–1848)

 

Krzyżowiec’s back with the bang? No chwilowo na to wygląda! Korzystając z chwilowego bezrobocia i bezsenności zasiadam przed laptopem.

Tym razem pragnę podzielic się małą refleksją na temat współczesnego konserwatyzmu a raczej tego co z niego zostało.

A że współczesny “konserwatyzm” to najczęściej serwilizm wobec postępowego świata, ubrany w zatęchły, nibykonserwatywny kostium, to wymyśliłem takiego dziwoląga jak ko-serwizilm.

Weźmy taki przykład: frakcja Konserwatystów i Reformatorów (European Conservatives and Reformists ) w Parlamencie Europejskim. Jak czytamy na stronie internetowej tej szacownej partyi  kierować się ma ona  postanowieniami tzw. deklaracji praskiej , takim sobie nibykonserwatyznym dekalogiem.

Dekalog konserwatywnych reformatorów czy też może lepiej reformujących się konserwatystów nie powala. Co prawda jest trochę liberalizmu gospodarczego i indywidualizmu z jednej strony a z drugiej obrona państwa narodowego przed eurokratami i tradycyjnych społeczeństw lokalnych przed utopią multikulti

Konserwatysta na pierwszym miejscu dekalogu widziałby odwołanie do Boga Trójjedynego i Świętej Ąpostolskiej Wiary Katolickiej (biorąc pod uwagę obecność we frakcji anglikanów i innych protestantów zrozumiałbym że mogłoby tu znaleźć się co najwyżej odwołanie do Boga i chrześcijańskich korzeni Europy)

Niestety próżno szukać takich odniesień w całej deklaracji praskiej.

W pierwszych dwóch jej punktach mamy za to wyraźne wskazanie na liberalny model gospodarki i jakie-takie akcenty wolnościowe:

  1. Wolna przedsiębiorczość, wolny i uczciwy handel i konkurencja, minimum regulacji, niższe podatki i mniejszy udział rządu jako czynniki najlepiej zapewniające wolność osobistą i dobrobyt w wymiarze jednostkowym i narodowym.
  2. Wolność jednostek, większa odpowiedzialność osobista i większe poszanowanie zobowiązań wobec demokratycznych wartości.

Punkt trzeci to bełkot, w którym chodzi chyba o dywersyfikację dostaw energii i osławione bezpieczeństwo energetyczne europy, przy[prawione ekolewackim bełkotem o “czystej enrgii”. Mamy więc:

3. Trwałe dostawy czystej energii z naciskiem na bezpieczeństwo energetyczne.

No i gdzie ten konserwatyzm?

acha jest punkt 4:

4. Znaczenie rodziny jako fundamentu społeczeństwa.

I to tyle moi drodzy, w całej szumnej deklaracji.

Żeby oddać sprawiedliwość, dalej mamy sporo o Europie Ojczyzn i spowolnieniu owczego pędu euroentuzjastów (pkt 5,9), ograniczenie unijnej biurokracji (pkt. 10), nie dla multikulti tak dla zrównoważonego rozwoju społeczeństw lokalnych (pkt 7i8), zaakcentowanie sojuszu z USA (pkt6).

Może się czepiam, ale to wyraźne pominięcie konserwatywnych treści w programie partyi mieniącej się być ostoją konserwatyzmu jest znamienne. Widać to  chociażby po sprawie wyboru następcy M. Kamińskiego na stolec jej szefa. Mamy bowiem do czynienia z woborem dwóch podróbek . Konsekwentnych reformatorów konsekwentnie oszukujacych wszystkich, dookoła nie wykluczając siebie, że są konserwatystami.

Taki oto Jan Zahradil: autor projektu ustawy o związkach homoseksualnych i zwolennika legalizacji marihuany, który jeszcze do niedawna uznawał Polskę za kulę u nogi Czechów majacych euroaspiracje

No a weźmy drugiego faworyta Timothy’ego Kirkhope’a, który upiera się, by Konserwatyści i Reformatorzy poparli deklarację przygotowaną przez socjalistów, wzywającą do równego traktowania związków hetero i homoseksualnych.

Przypomina to José María Aznara, kumpla Leszka Millera. Ten też jest nibykonserwatystą, głownie dlatego, że pozostaje w opozycji do rządzącej Królestwem Hiszpanii partyi lewackiej – PSOE. To dzięki jego nowoczesnej i otwartej prawicy Hiszpania doświadczyła legalizacji związków partnerskich jeszcze przed szewczykiem Zapatero.

Jeszcze bardziej przypomina naszych dzielnych rycerzy Kolumba, na czele z posłem Rasiem, czy też redaktora Wołka (wszak z Kamińskimwoził ryngraf gen Augusto Pinochetowi i co z niego wyrosło – konserwatywna frakcja GazWybu)

Gdzie puenta? Ano jak to w wyliczance hrabiego ze wstępu – gdy cała niby prawica idzie na kompromis ze światem wolę by ultrasem. Choc moje pozycje jeszcze pięcdzisąt lat temu uchodziłyby za ledwo prawicowe, dziś są ultarprawicowe, za 20 lat mozna będzie za nie zaliczyc 10 lat łagru a za 20 dożywotni pobyt w psychuszce.

W końcu za 20 lat ciemny lud wybierze między socjalizmem z niebieską naklejką (kojarzy się ze statecznością) a socjalizmem z czerwona naklejką(kojarzy się z jakobińską ideowością). Zresztą czy dopiero za 20 lat czy już nie jesienią?

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.