Chwała przedsiębiorcom! poniedziałek, lis 26 2007 

W oficjalnych mediach w Polsce i na świecie dziwnie cicho w temacie incydentu dyplomatycznego, którego dopuścił się prezydent Izraela Szymon Peres.

Wg portalu “Bibuła” i “Infopatria“, opierających się na doniesiniach węgierskiego dziennika “Magyar Nemzet

Podczas konferencji ekonomicznej w Tel Awiwie, prezydent Peres powiedział:

“Izraelska ekonomia jest w stanie rozkwitu. Izraelscy biznesmeni inwestują wszędzie na świecie. Izrael może poszczycić się niespotykanym sukcesem. Na dzień dzisiejszy, wygraliśmy ekonomiczną niezależność i wykupujemy Manhattan, Polskę i Węgry. [...] Dla naszego małego kraju jak nasz, to jest naprawdę zadziwiające. Widzę, że wykupujemy Manhattan i wykupujemy Węgry i wykupujemy Rumunię i wykupujemy Polskę. To co widzę [pokazuje], że nie mamy z tym problemów. Dzięki naszemu talentowi, naszym kontaktom i naszemu dynamizmowi, [mamy] własności prawie wszędzie.” (wytłuszczenie – krzyżowiec)

Dal chętnych – dalsza część informacji

Nie chcąc urazić przywódcy Narodu -Którego – Imiena – Nie – Będziesz – Brał- Na Daremno i nie narazić się na przyszycie mi łatki z hakenkrojcem, od komentarza powstrzymam się.
Myślę jednak, że jest on zbędny!
Chwała przedsiębiorcom!

P.S.

dla osób znających hebrajski, polecam:

dla ośób znających węgierski polecam cytat z “Magyar Nemzet” , który przytaczam w oryginale:

“Újabb magyarázat Peresz kijelentésére
Simon Peresz izraeli államfő októberben Tel-Avivban elmondott beszédével senkit nem akart megbántani, csupán az ország gazdaságának helyzetére kívánta felhívni a figyelmet – közölte Izrael budapesti nagykövetsége. Hozzátették: természetes, hogy modern demokráciákhoz illően senkit nem akart arra buzdítani, hogy más országok életébe, belügyébe beleavatkozzon. Ismert: az elnök egy tel-avivi fórumon kijelentette, „felvásároljuk Manhattant, Lengyelországot és Magyarországot”. Peresz szóvivője később azt mondta, nem szólítottak fel az üzletembereket arra, hogy „úrrá legyenek egyik vagy másik államon”. (MN)”

Komisja Episkopatu przeprasza – znowu o gen. Franco czwartek, lis 22 2007 

“Przewodniczący Konferencji Episkopatu Hiszpanii biskup Bilbao Ricardo Blazquez poprosił o wybaczenie za niektóre „konkretne działania” hiszpańskiego Kościoła z czasów wojny domowej.

bp. Blazguez i Wałęsa

(na zdj. bp. Balzquez i Lech Wałęsa)

Według lewicowej gazety „El Pais“ wielu hierarchów „zaniemówiło“. Ten bezprecedensowy gest oznacza bowiem radykalną zmianę podejścia do tego okresu hiszpańskich dziejów. Dotąd Kościół uważał się za ofiarę konfliktu zbrojnego z lat 1936 – 1939, a w najgorszym razie za biernego świadka.

W przemówieniu otwierającym poniedziałkowe plenarne posiedzenie episkopatu biskup Blazquez poświęcił dużo miejsca rehabilitującej republikanów ustawie o pamięci historycznej, która budzi w Hiszpanii ogromne emocje. Mówił, że choć za wiele czynów i za wielu ludzi należy dziękować Bogu, to za inne „konkretne działania powinniśmy prosić o wybaczenie, nie uzurpując sobie prawa do osądzania bliźnich”.

- Oczyszczenie pamięci, do którego zachęcał nas Jan Paweł II, zakłada zarówno przyznanie się do ułomności i grzechów, jak też zmianę postawy i postanowienie poprawy – powiedział.- Każda grupa ludzi, społeczeństwo, Kościół, partie polityczne, związki zawodowe, ma prawo przypominać swą historię i pielęgnować własną pamięć – ciągnął biskup. Jednak – tu powtórzył główny zarzut prawicowej opozycji wobec ustawy o pamięci historycznej, będącej dziełem socjalistycznego rządu Jose Zapatero – nie trzeba przy tym „otwierać ran ani podsycać uraz”. Biskup mówił o wojnie domowej w przeddzień rocznicy śmierci Francisco Franco (20 listopada 1975 r.), którą sympatycy generała uczcili, między innymi pielgrzymując do jego mauzoleum w podmadryckiej Dolinie Poległych.

Była to prawdopodobnie ostatnia taka pielgrzymka, bo ustawa o pamięci historycznej, która wkrótce wejdzie w życie, wyraźnie nakazuje usunięcie wszelakich frankistowskich symboli z miejsc publicznych oraz „odpolitycznienie” Doliny Poległych. O tym, że nie wszystkim się to podoba, świadczyły okrzyki uczestników mszy odprawionej tam w sobotę za duszę Franco: „Zapatero, s… syn!”, „Niech żyje Franco!”

tekst za: http://www.rp.pl/artykul/70587.html

(wytłuszczenia moje – Krzyzowiec)

ode mnie: pytanie za 100 pkt, skąd supozycja autora donosu, że Kościół przeprosił? Przecież Konferncja Episkopatu to pozakanoniczny (s)twór, taki klub dyskusyjny biskupów, którego komunikaty i zarządzenia mają o tyle wiążaca moc prawną, o ile zatwierdzą go ordynariusze powszczegolnych decyzji.

Niemniej jednak zachowanie JE ks. bp Ricardo Blazqueza może dziwić, zwłaszcza w kontekscie ostatniej beatyfikacji męczenników hiszpańskiej rewolucji.Z jednej strony Pan nasz Jezus Chrystus nakazywał nadstawiać drugi policzek, z drugiej strony kapitulacja i służalczość Kościołowi nigdy nie wyszłą na dobre – vide przykład Francji porewoliucyjnej i w okresie wdrażania ustaw o rozdziale Koscio0ła od państwa.

Niestety Kościół przeszedł ostatnio długą drogę od Kościoła Wojującego, przez Kościół Piegrzymujący do Kościoła Przepraszającego.

P.S.A ja przepraszam że codziennie piszę o Hiszpanii, czas zmienic temat.

20N A.D.2007 – 32 rocznica śmierci gen. Franco wtorek, lis 20 2007 

Dziś będzie patetycznie, wzniosło, ciemnogrodzko i “faszystowsko”. :) 32 lata temu w stołecznym królewskim mieście Madrycie odszedł na wieczną wartę gen. Francisco Paulino Hermenegildo Teódulo Franco y Bahamonde Salgado Pardo, El Caudillo de la Última Cruzada y de la Hispanidad, El Caudillo de la Guerra de Liberación contra el Comunismo y sus Cómplices.

Postać do dzisiaj znienawidzona przez lewicowcó na całym świecie
oraz przez ich miękkokostnych sojuszników spod znaku chadeckiej pseudoprawicy. “Faszysta”, dyktator, klero-oszołom, morderca, dla jednych, dla innych mąż opatrznościowy zesłamny przez Boga na ratunek Hiszpanii przed losem Rosji Sowieckiej.

W testamencie Franco pisał: Pamiętajcie, że wrogowie Hiszpanii i cywilizacji chrześcijańskiej nie śpią. Czuwajcie zatem i Wy i przedkładajcie najwyższy interes Ojczyzny i ludu hiszpańskiego nad jakiekolwiek plany osobiste.

Niestety, system Franco nie przeżył jego twórcy. Wychowany na następcę reyes catolicos Jan Karol de borbon okazał się groteskowym królem- błaznem, zaiste godnym postepowej, izabeliańskiej linii Burbonów z której sie wywodził! Król, który złamał przysięgę skłądaną na świętą Eewangelię, ktory podpisuje ustawy zezwalające na parodystyczny spektakl “małzęństwa” chorych osób tej samej płci, król, który jest tylko wisienką na republiokańskim torcie.

Czy o takim władcy myślał caudillo Franco?

Musicie zdobywać sprawiedliwość społeczną i kulturę dla wszystkich ludzi zamieszkujących Hiszpanię i uczynić to swoim nadrzędnym celem. Zachowajcie jedność Hiszpanii, sławiąc w bogatej różnorodności jej regionów źródło jedności Ojczyzny.W chwili, gdy zbliża się moja ostatnia godzina, chciałbym połączyć w jedno takie słowa, jak Bóg i Hiszpania, a także wszystkich Was wziąć w ramiona, by stojąc u progu śmierci po raz ostatni wznieść z Wami okrzyk: Naprzód Hiszpanio ! Niech żyje Hiszpania !

Franciso Franco! ¡Presente!
¡Arriba Espana!

p.s. 71 lat temu, 20 listopada 1936 r. w różnych częsciach ogarniętych rewolucyjną pożogą Hiszpanii zginęły dwie różne postaci. Lewacki zbrodniarz Bonawentura Durutti i przywódca faszyzującej Falangi Jose Antonio Primo de Rivera. Pierwszy zastrzelony najprawdopodobniej przez własnego ochroniarza , drugi rozstrzelany na dziedzińcu więzienia w Alicante.
Jeden i drugi stali sie męczennikami swoich obozów.
W ten symboliczny dzień 20 listopada 1936 r. zginęły symbole dóch przeciwstawnych sobie wizji Hiszpanii. Kto z nich ostatecznie wygrał?

Podczas, gdy Hiszpania Franco i Jose Antonio jest systematycznie rugowana z ulic i placów hiszpańskich miast, zwycięża rozwrzeszczana, prymitywna i antyklerykalna Hiszpania Szewczyka Zapatero. Bonawentura Durruti musie być z niego dumny w 7 kręgu piekieł, wydzial polityczny, sekcja lewaków, komórka anarchistów.
Heroe del Pueblo nie słyszy okrzyków “Jose Antonio! ¡Presente!” w Valle de los Caidos. Zresztą, pewnie już w następnym roku nikt nie bezie krzyczał, a Durruti i jego wspólnicy zostaną oficjalnie “beatyfikowani” przez państwo szewczyka dratewki.

Koniec Kresów poniedziałek, wrz 17 2007 

pocałunek pokoju
W dniu 17 września 1939 r. w granice Rzeczpospolitej Polskiej pzostającej w stanie wojny z Rzeszą Niemiecką wkroczyła Armia Czerwona.

Kończący się 17 września to nie tylko symboliczna data przypieczętowania paktu Ribbentropp- Mołotow, nie tylko de facto koniec II RP ale przede wszystkim poczatek targedii Kresów, początek ich końca.

P.s. ogłoszenie dla porządku (i tak czytających jak na lekarstwo więc może trafi w próżnię, ale kultura wymaga: Bardzo dawno nie było mnie n tym blogu z wielu przyczyn. Powiedzmy że jeszcze nie powracamdefinitywnie, ale “się przymierzam”.Napewno po 15 października będę regularnie pisał.

przed wyrokiem TK w sprawie lustracji piątek, maj 11 2007 

W oczekiwaniu na wyrok TK w spraiwe lustracji w oderwaniu od żałosnego spektaklu jaki zafundowal Trybunał i strony w przedmiocie rozpatrywania wniosków o wyłączenie sędziów ze składu orzekającego podkreslić wypada, że po raz koljeny tzw autorytety probują wykazać, że lustracja jest szkodliwa i nieporrzebna z jednego prostego powodu.

Zdaniem Salonu bycie donosicielem było powodem życiowego dramatu nie dla ofiary konfidenta ale dla samego donosiciela.. Wyznawcy św. Spokoja pomstują zatem że lustracja to zamach na demokrację, że jest sprzeczna z zasadą demokratycznego państwa prawa etc etc.

Na przykładzie szacownego prof. Grzybowskiego , swoją drogą bardzo miłego na egzaminach w katedrze Prawa konstytucyjnego UJ, nasi rodzimi illuminati pokazują, że przecież nie mógł chłop nic złego ludowi pracującemu miast i wsi zrobić, skoro „Firma” zarejestrowała go w 1989 r. Drugi z sędziów podlegających wyłączeniu – sędzia Adam Jamróz został wyrejestrowany w 1978 r. przez wywiad PRL, bo “odmówił współpracy z powodów moralnych” – nikt nie dociekał przy tym, czy drugi iudex inhabilis wcześniej przysłużył się wywiadowi Ludowej Ojczyzny czy też nie. Jeśli odmówił współpracy to na pewno już na wstępie i od razu wziął gorącą kąpiel by zmyć brud pozostały po rozmowie ze smutnymi panami.

Idąc tym tokiem myślenia jeśli szmalcownik Hyzio rozpoczął współpracę z gestapo dopiero 1 maja 1945 r. to działał w warunkach kontratypu łutu szczęścia z opóźnienia, a zatem nie przypiszemy mu zbrodni kolaboracji, bo szczęśliwie tydzień później wojna się skończyła, a z uwagi na ów łut szczęścia Hyzio nie może mieć sobie nic do zarzucenia.

Po cichu liczę na to, że dzięki temu zamieszaniu powstanie ustawa otwierająca pełny dostęp do archiwów „Firmy” , najlepiej bezpłatnie i w Internecie. Naród i tak wybierze przyszłość oraz styl i rządy politycznego konkubiantu Olka i Bolka, ale o ileż będzie ciekawiej w tym naszym grajdole!

Według wszystkich znaków na niebie i ziemi TK uwzgędni (przynajmniej w części) połączone wnioski

I/ grupy posłów (w wiekszości z Klubu SLD) w sprawie zgodności:

- całości ustawy z dnia 18 października 2006 roku o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów, w brzmieniu ustalonym ustawą z dnia 14 lutego 2007 roku o zmianie ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów i ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z art. 1, art. 2, art. 5, art. 9, art. 10, art. 14, art. 20, art. 21, art. 22, art. 30, art. 31 ust. 3, art. 32, art. 42 ust.1, art. 42 ust. 3, art. 45 ust. 1, art. 47, art. 51 ust. 2 i 4, art. 53 ust. 7, art. 54, art. 61, art. 64, art. 65, art. 70 ust. 5, art. 73, art. 98, art. 99, art. 178 Konstytucji RP oraz z art. 6, art. 7, art. 8, art. 10 oraz art. 14 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności w związku z Rezolucją Nr 1096 (1996) Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy dotyczącej środków demontażu dziedzictwa po byłych totalitarnych ustrojach komunistycznych przyjętej w dniu 27 czerwca 1996 roku;

II/ Rzecznika praw Obywatelskich

w sprawie zgodności:

1) art. 4 ustawy z dnia 18 października 2006 roku o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów, w zakresie w jakim uznaje osoby, które nie wykonują władzy publicznej za osoby pełniące funkcje publiczne z art. 2 Konstytucji RP oraz art. 47 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP;

2) art. 52a pkt 5 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z art. 2 oraz art. 51 ust. 4 Konstytucji RP;

3) art. 4 pkt 52 powołanej w pkt 1 ustawy z art. 2 Konstytucji RP;

4) art. 21e ust. 1, art. 21h oraz art. 57 ust. 1 i 2 w związku z art. 4 pkt 52 powołanej w pkt 1 ustawy z art. 54 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności;

5) art. 21e ust. 1, art. 21h oraz art. 57 ust. 1 i 2 w związku z art. 4 pkt 44 lit. a powołanej w pkt 1 ustawy z art. 73 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP;

6) art. 57 ust. 1 i 2 powołanej w pkt 1 ustawy z art. 65 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz art. 57 ust. 3 powołanej w pkt 1 ustawy z art. 180 ust. 2 Konstytucji RP;

7) art. 30 ust. 2 ustawy powołanej w pkt 2 z art. 47 oraz art. 51 ust. 3 i 4 Konstytucji RP.

Bohdan Czerwak gra z ogniem sobota, maj 5 2007 

(od tłumacza – poniżej na razie robocza i niepoprawiona wersja artykułu Bohdana Czerwaka *- szefa kijowkiej OUN ale i kiedyś wysokiego rangą urzędnika ukraińskiej administarcji rządowej , zamieszczam w kontekście ostatniego bicia się w piersi i narodowej pokuty z okazji Akcji “Wisła”, autor artykułu komentuje skandaliczny jego zdaniem projekt budowy pomnika ofiar UPA w Warszawie, o dziwo dostaje się nawet tradycyjnie grającym rolę pożytecznych idiotów dziennikarzom “GazWybowi” , epigonom Jacka Kuronia, wybitnego specjalisty od wybielania band Bandery i Melnyka, na zdjeciu po lewej – pomnik ofiar UPA, ktorego projekt tak obraził autora tekstu)

 

Bohdan CZERWAK : “Gra z ogniem”

Do niedawna uważało się, że pytania o miejsce i rolę OUN i UPA we współczesnym życiu naszego kraju należy wyłacznei do kompetencji państwa ukrainskiego, a w szczególnoścvi jego rządu. Od niedawna wszystko uległo zmianie. Niepodziewanie temat OUN i UPA stał się „problemem” dla …Polski

Pod koniec lutego br. znane i opiniotwórcze polskie czasopismo „Gazeta Wyborcza” opublikowało artykuł „Czy w stolicy stanie pomnik ku czci pomordowanym przez UPA”?

(chodzi o artykuł “W stolicy stanie makabryczny pomnik ofiar UPA?”przyp. tłumacza)

Tytuł nie tylko daje do myśłenia ale również prowokuje.

Na początku krótkie streszczenie. W artykule ogłasza się, że niektórzy przedstawiciele polskiej inteligencji domagają się postawienia w centrum Warszawy monumentu ku czci ofiar tak zwanej „wołyńskiej tragedii” (w oryg. так званої Волинської трагедії) z lat 1943-1944. Gazeta opublikowała również fotografię przyszłego pomnika: pięciometrowe drzewo z brązu ze skrzydłami zamiast gałęzi, do którego pnia przybito trupy dzieci. Według autora artykułu właśnie taki pomnik wywoła „oburzenie” wśród ludzi i może stac się odpowiednią reakcją na żądania Światowego Kongresu Ukraińców, który domaga się od władz w Warszawie przeproszenia i odszkodaowań za akcję „Wisła” .

Można wyróżnić trzy aspekty problemu zarysowane w artykule znanej polskiej gazety.

Jak zaznacza jego autor, główną ideą postawienia pomnika jest uczczenie pamięci polskich ofiar „rzezi wołyńskich” z lat 1943-1944. To nie nowy problem dla Ukraińców. Nie tak dawno był on tematem szerokiej dyskusji w naszym kraju w związku z obchodami w 2003 r. 60-tej rocznicy ukraińsko – polskich walk na Wołyniu w czasie II wojny światowej. Przypominam, że wówczas polska strona domagała się od Ukrainy przeproszenia za śmierć swoich ludzi, którzy zginęli w wyniku świadomych działań nacjonalistów ukraińskich, w szczególności OUN i UPA. W odpowiedzi ukraińscy historycy oraz przedstawiciele organizacji patriotycznych dali przekonywujące dowody na to, że OUN i UPA broniły swoją ziemię przed polskimi okupantami, więc państwo Ukraińskie nie może i nie ma potrzeby prosić o wybaczenie.

W rezultacie głowy dwóch państw, wówczas byli nimi Leonid Kuczma i Aleksander Kwaśniewski podpisali wspólne oświadczenie Prezydenta Ukrainy i Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej „O uczczeniu 60-tej rocznicy tragicznych wydarzeń na Wołyniu”. W dokumencie zaznacza siew szczególności, że „pochylając głowy przed ofiarami zbrodni i wszystkich tragicznych wydarzeń które miały miejsce we wspólnej historii wyrażamy przekonanie, że wzajemne przebaczenie będzie pierwszym krokiem do pełnego pojednania młodego pokolenia Ukraińców i Polaków uwolnionego od uprzedzeń tragicznej przeszłości.” Jednocześńie prezydenci obu krajów zwrócili się do swoich rodaków by ci „zacieśnili te związki, które nas łączą”

Oczywiście, wspominany artykuł oraz zamiar niektórych polskich sił politycznych by postawić w Warszawie pomnik „ofiarom UPA” dają podstawę do uważania, że polska strona zgrzeszyła (w oryginale „лукавила”) kiedy ręką swojego prezydenta podpisywała cytowane wyżej oświadczenie oraz, że ma zamiar cofnąć koło historii. Z tego poglądu można tylko wyrazić żal oraz zapewnić Polaków, że Ukraińcom tak w 1943 r. Jak i w 2003 r. A także i dzisiaj wystarcza argumentów, by dowieść „swojej prawdy”. Ale dla kogo jest to dzisiaj wygodne? Niech wiec przede wszystkim polska strona da odpowiedź na to pytanie?

Jak stwierdza polska gazeta, wzniesienie pomnika to odpowiedź na ukraińską inicjatywę godnego uczczenia w następnym roku 60- tej rocznicy masowych deportacji ukraińskich mieszkańców z ich etnicznych ziem – Łemkowszczyzny, Chełmszczyzny, Podlasia i Posania. (c.d.n.)

źródło: http://www.ukrnationalism.org.ua/publications/?n=1129———————————————————————–

* Bohdan Czerwak – ur. 1964 w Drohobyczu, ukraiński polityk nacjonalistyczny i publicysta, z wykształcenia nauczyciel języka i literatury ukraińskiej, członek kierownictwa (provodu) Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, szef Kijowskiej Miejskiej OUN, w 2001 r. redaktor naczelny tygodnika „Ukraińskie Słowo”, pełnił wiele funkcji w rządzie Wiktora Juszczenki, a po pomarańczowej rewolucji został dyrektorem Departamentu Państwowej Polityki Informacyjnej i Integracji Europejskiej w Państwowym Komitecie Radiowo-Telewizyjnym Ukrainy, autor książek: „Naprzód Ukraińcy!”, „Olena Teliha – życie i twórczość” oraz monografii „ Bitwa o Wołyń” reklamowanej jako ukraiński pogląd zna problem obchodów 60- te rocznicy tak zwanej tragedii wołyńskiej (do nabycia pod adresem http://www.knyha.com/ukr/catalog/10423/), żonaty, ojciec dójki dzieci (cyt. za wikiepdią)

Chrystus neo-becny w dyskursie politycznym. środa, kwi 11 2007 

Jak informuje ulotka rewolucyjna – dziennik “Metro”:

Ot, i mamy kolejny już spis pomysłów polityków, którymi ma się kierować każda polska rodzina dla jej i państwa dobra. Dokument, do którego dotarło “Metro”, a który LPR nazwała Kartą Praw Polskich Rodzin, jest już w Sejmie i jutro zajmie się nim komisja rodziny i praw kobiet. Już wiadomo, że najgoręcej posłowie będą debatować nad słowami papieża Jana Pawła II”.

Ten faszystowsko – klerykalny dokument ma wg redaktorów zawierać takie przerażające treści:

• Rodzina powinna być oparta na małżeństwie kobiety i mężczyzny;

• jej misją jest przekazywanie życia i wychowywanie potomstwa;

• związki pozamałżeńskie nie mogą być stawiane na równi z zawartymi małżeństwami „we właściwy sposób”;

• rodzice mają prawo do wychowywania seksualnego w domu, a nie w szkole;

• w realizacji celu rodzinie może zaszkodzić sterylizacja, aborcja i antykoncepcja;

• rodzina nie powinna godzić się także na zapłodnienie in vitro i badania naukowe na ludzkim płodzie.

Straszne, prawda?

“Można bagatelizować, że to tylko pomysły” - ostrzegają czujni redaktorzy - ” zresztą co do których wątpliwości mają nawet koalicjanci”.

Na potwierdzenie tych słow redaktorzy sięgają po opinie ekspertów. Nic dziwnego, każdy “profesjonał” tak robi! To że ekspertami od spraw wiary u szechterystów są księża moderniści juz przerabialiśmy. W końcu Kościół musi być nowoczesny. Reszta to godny ogardy zaścianek i “przedwojnna pobożność” oraz “Jan Paweł II o horyzontach godnych “wiejskiego proboszcza” jak pisał wybitny teolog o. Obirek.

W tym kontekście wyważona acz pozytywan w treści jest wpowiedź ks. Bonieckiego z ”Tygodnika Powszechnego”:
Dobrze, że włączają się politycy w sprawy rodziny, interesują się jej rozwojem, bo ta niestety podlega destrukcji. Uchwalenie polskiej karty praw rodziny traktuję jako włączenie się w ideę uchwaloną przez Watykan. Nie jest to nic złego i dobrze, że zauważana jest nauka Jana Pawła II. Unikałbym jednak wpisywania tego wszystkiego do konstytucji. Forma uchwały w zupełności wystarczy”.

Tymczasem ”Ks. Dariusz Kowalczyk, prowincjał zakonu jezuitów” (tożsamy z ojcem Dariuszem Kowalczykiem prowincjałem Prowincji Polski Pólnocnej Towarzystwa Jzeusowego - przypis Krzyzowiec) ubolewa:

Karta Praw Rodziny to dokument watykański i jest uznawany przez wszystkich katolików. Wprowadzenie własnej Karty przez Polskę może mieć tylko wymiar symboliczny. Bo faktycznie, źle się dzieje z rodziną, ale nie podoba mi się, że zwłaszcza w polskim prawodawstwie w obronie trwałości rodziny od razu politycy chcą się odwoływać się do Jezusa i słów Jana Pawła II. 

Do kogo więc winniśmy się my, katolicy odwoływać w dyskursie polityczym, w preambule do Konstytucji R.P. i tzw. ”konstytucji ełropejskiej”? Pewnie do ”cywilizacji antycznej i oświecenia” ?

“Szukac i znajdować Boga we wszystkim” taka dewiza przyświeca stronie internetowej kierownej przez o. Dariusza prowincji.

Jezus nazywał siebie Drogą Prawdą i Życiem . Czy jest również Drogą Prawdą  Życiem dla ”prezbitera” drogi neokatechumenalnej o. Dariusza? Czy może jest nim inny ”absolu

t”? Ojciec Dariusz dakleruje, że “Lubi neokatechumenat“. Czy “lubi” Jezusa, czy chce jego marginalizacji?

Redaktorom ”Metra” fanom neo i o. Dariuszowi polecam zmówienie od czasu do czasu litanii do pewnego świetego -symbolu przedwojennej pobożności, której tak bardzo nienawidzą. Co ciewkawe ów symbol był także jezuitą a jego prochy znajdują się w kościele oo. jezuitów w Warszawie.

Maria Kaczyńska – studium pewnej partii poniedziałek, mar 19 2007 

Notowania Marii Kaczyńskiej idą w górę! Idą konsekentnie ku zdumieniu “ałtorytetuf” z lewej strony które zdążyły już wyszydzić Panią Prezydent za brak urody (na marginesie – pp. Środa, Waniek i Sierakowska też do urodziwych nie należą, ale de gustibus…) rzekome nie udzielanie się w życiu publicznym i brak medialnej ogłady, tak ukochanej u Wielkiej Matki Jolanty.

maria kaczynska

Cenię sobie Panią Przezydent za jej grację i urok osobisty (z zastrzeżeniem że “de gustibus ..” oczywiście). Cenię sobie jej polityczny instynkt i wpływ na męża, po kórym wnioskuje, że wbrew pozorom w Parze Przeydenckiej to Pani Prezydentowa gra pierwsze skrzypce.
Zastanawia mnie tylko, że notowania Pani Przeydnt idą w górę nie tylko u mnie, ale o zgorzo, u onych “ałtorytetuf” , o których mowa wyżej. Okazuje się bowiem że dla Salonu Pani Prezydentowa jest bardziej swoja (czytaj postępowa) niżby się wydawało.

Najpierw były komentarze wujów “dobra rada” zza Odry – Pani Prezydentowa jest “gut” bo z męża eurosceptyka zrobiła “ostrożnego euroentuzjastę”. W ogóle to Pani Prezydentowej nikt nie docenia, ale jeszcze chyba pokarze wszystkim że jest graczem prawie niezależnym.

No i przyszedł 8 marca, są wiązanki goździków i prezenty, jest spotkanie w Pałacu Preszydenckim, na które para Przedencka zaprasza czołowe postępowe dziennikarki na czele z oberredaktorką Osiecką. Pani Prezydentowa podpisuje w ich obecności apel do parlamentarzystów, by nie zmieniali ustawy zasadniczej tak, by w konsekwencji wprowadzić całkowity zakaz aborcji.. (cytuję za (der) Dziennikiem). Potem rozpętała się burza – o. T. Rydzyk wyraził zaskoczenie – bo swoja okazała się “cudza”, GazWyb – toże, ale w innym tonie, bo okazało się że “swoja”. Potem Pan Prezydnet był oburzony, że obrażono Pania Prezydentową, media postępowe łaczyły się w tym oburzeniu.

CZy można być konserwatystą i katolikiem tylko trochę? Widać można, pod warunkiem że się jest “chadekiem”. To modne określenie zrobiło karierę. Jest bardzo chwytliwe – zrobiło karierę o wiele większą niż takie wyrażenia jak “powiem prawie całą prawdę”, “kocham cię trochę”, “wierzę ci ale tylko częsciowo”. Być chadekiem to znaczy pokazywać się w kościele, głośno mówić o tym, że się jest katolikiem ale na każdym kroku podkreślać swoją postępowość i odcinać się od “przedwojennej pobożności” “Ciemnogrodu” i klerykalizmu.

Chadek może powiedzieć -” tak -jestem katolikiem, ale chcę by kobieta miała prawo wyboru co robi ze swoim ciałem” , ” Europa nie jest klubem chrześcijan. Jeżeli jest jakimś klubem, to klubem wartości podstawowych”, “wierzę gorąco, ale nie chcę narzucać się z krzyżem w miejscu publicznym, żeby nie obrazić uczuć religijnych innowierców i ateuszy. Chadek podchodzi do Kościoła w sposób instrumentalny, traktuje Go jak element a nie punkt orientacyjny w swojej ideologicznej układance.

Pani Maria Kaczyńska i w ogóle rodzina Pana Prezydnta to piękny przykład na to, czym jest w istocie środowisko skupione wokół braci Kaczyńskich.

Z jednej strony niby prawicowe – chętnie opowiadające się za obniżeniem podatków, uwolnieniem przedsiębiorców z kajdan fiskusa, walczace o ochronę życia występujące przeciwko promocji zboczeń i opowiadające się za przywróceniem kary smierci.

Z drugiej strony to środowisko lewicujące – obok promocji przedsiębiorczości – tzw. wrażliwość społeczna, rozdęte przywileje branżowe i dyktatura związków zawodowych.

Wreszcie Przezydent , który niby jest za karą śmierci i przeciwko pełzającej tęczowej rewolucji – ale nikomu nie zamierza narzucać swoich poglądów.

Konserwatysta, który opowiada się przeciwko wpisaniu ochrony życia do Konstytucji R.P. ?
Chyba jednak rację miał o. T. Rydzyk mówiąc o politycznej schizofrenii braci Kaczyńskich. Zresztą – zakłądając, że PiS jest chdecki mamy wreszcie pewność, że nic nie dzieje się przez przypadek i że posłowie Górski i Zawisza to tylko konserwartywan wisienka na torcie.

Patrząc na środowisko PiS zupełnie z boku, nie trudno odnieść wrażenia, że przypomina ono podwórkową ekipę Stefka Burczymuchy. Stefek to taka postać z bajki dla dzieci, który chwali się wszem i wobec jaki nie jest dzielny, ile to nie może ale w gruncie rzeczy to pokojowo usposobiona do świata poczciwina.

PiS rozpoczyna zawsze od wysokiego C – zlikwidujemy, rozliczymy, obniżymy, ułatwimy, zaostrzymy etc. Ktoś kto rzuca takie hasła winiem mieć nie tylko spójny i logiczny program ale nadto kadrę potrzebną do jego realizacji. Tymczasem nasze Stefki nakrzyczą się, zaczną robotę a potem zachowują się z gracją godną słonia w skłądzie porcelany.Finalny efekt jest tylko żałosnym odbiciem początkowego planu, konstrukcja jest chwiejna i rozwali się w drobny mak przy byle wietrze.

Przykład – reforma wymiaru sprawiedliwości i korporacji prawniczych. Czy nie lepiej było zagrać w większą gracją i nie prowadzić ofensywy na wszystkich frontach? Czy nie lepiej było przygotować całościowy plan naprawy trzeciej władzy a potem konsekwentnie go realizować bez wojny szarapanej i “podśmiechujek” ze szczyla – ministra na korytarzach sądowych, w zaciszach kancelarii w zadymionych pokojach sędziowskich i prokuratorskich?

Drodzy rządzący! Tak naprawdę cały ten Układ to tylko krzykliwa myszka udająca tygrysa. Proponuję więc lekturę ostatnich wersów przywołanego na wstępie wiersza Marii Konopnickiej.

Idzie ojciec, służba cała,
Patrzą… a tu myszka mała
Polna myszka siedzi sobie
I ząbkami serek skrobie!..

Rocznica śmierci śp. Ludwika XVI Króla Francji i Nawarry poniedziałek, sty 22 2007 

“Ja Ludwik Szesnasty, Król Francji będąc od ponad czterech miesięcy zamknięty razem z moja rodziną w wieży Temple w Paryżu przez tych, którzy byli moimi poddanymi, całkowicie pozbawiony jakiejkolwiek łączności z moja rodziną, ponadto wplatany w proces, którego wyniku z powodu zacietrzewienia ludzi nie sposób przewidzieć i który nie znajduje żadnego pretekstu ani środka w obowiązującym prawie, mając tylko Boga za świadka moich myśli, do którego mógłbym się zwrócić – deklaruję w Jego obecności Moje ostatnie wole oraz poglądy.”

testament Ludwika XVI

Król Ludwik XVI zmarł 21 stycznia 1793 r. o godzinie dziesiątej rano. Wraz z nim odeszła dawna Francja, córa Kościoła i ostoja Wiary. Wskrzeszona na krótko w okresie restauracji była tylko cieniem samej siebie, postrewolucyjną karykaturą przywróconą na bagnetach pruskich, rosyjskich i angielskich żołdaków.

Wile złego o “obywatelu Kapet” możemy przeczytać na łamach ksiązek historycznych i opracowań wychwalającyh pod niebiosa Rewolucję, która “ruszyła bryłę z posad świata”. Świadectwo o poglądach współczesnych na rodzinę króelwską i tamte brzemienne w skutkach wydarzenia 1793 r. daje najnowszy film “Maria Antonina” w reż. Sofii Coppola.

Pomijając jakim nieudolnym i słabym władcą był król Ludwik XVI, uwięziony od świata i zbuntowanych poddanych, jak Jezus w Ogrojcu podyktował swój polityczny testament będący świadectwem wielkiej wiary i gorliwości, godny arychrześcijańskiego króla. Być może ostatniego takiego monarchy w dziejach Europy.

Proces króla to również jak zauważył Piotr Semka w w felietonie z 16 stycznia 2003 r. zamieszczonym na stronach “Christainitas” przygrywka do innych procesów, w których rolę oskarżyciela i sedziego odgrywa Rewolucja, a podsądnym a potem skazanym jest osoba oskarżona o Wiarę, która najczęściej ponosi męczeńską smierć lub długoletnie więzienie.

Ostatni car Rosji Mikołaj II jest świętym prawosławnym (patronuje m.in. parafii prawosławnej w Białowieży

Módłmy się o beatyfikację króla – Męczennika Ludwika XVI Burbona!

Prawda nas wyzwoli… rzecz o J.E. abp. St. Wielgusie czwartek, sty 11 2007 

Pisze te słowa już w momencie gdy jes po wszystkim. Arcybiskup metropolita Warszawski Stanisław Wielgus był tajnym wpsólpracownikiem komunistycznej peerelowskiej bespieki. Już po Mszy Dziękczynej jaka odbyła się w miejsce ingresu, płomienej homlii J.Ekscelencji Prymasa kardynała Józefa Glempa i fali komentarzy jakie przeoczyły sę przez Polskę i Eurpę od prawa i lewa.
1. Prawda was wyzwoli.

Niestety, abp Wielgus nie zdobył się na szczerość i wyznanie win. Mało tego w agresywny sposób w naczelnym organie wyznawców herezji szechteryzmu-michnikizmu, niesławnej GazWybie wyrazi uznanie dla podejścia antylustracyjnych hungwejbinów do tematu, wyraził ubolewanie, że atak wyszedł od ludzi związanych z Kościołem. Monsigniore Wielgus żarliwie zadawał kłam plotkom o swej agenturalnej przeszłości, bił się w pierś, że owszem „coś tam” podpisał, ale i tak nikomu złego nic nie zrobił.

Jasne. Przecież współpraca , jak to miał się wyrazić „grey” niezależnego eksperta ze smutnymi panami z SB nie mogła nikomu zaszkodzić. Każdy TW” nie pisał przeciez rzeczowych raportów na konkretne osoby, tylko umiał , cytując nieśmiertelnego Jana Dobrowolskiego z serialu „Nie ma róży bez ognia” „ogólnie naświetlić sytuację międzynarodową”? Smutni panowie winni zatem zlikwidować opłacaną przez esort sieć agentury i zacząć czytać prasę i słuchać radia, również spoza krajów demokracji ludowej. Wyszłoby taniej, łatwiej i przyjemniej.

Czy aby kwestia „prawdy” w Kościele schodziła na dalszy plan? Nie mówię tu o publicznych ekspiacjach , przeprosinach za holokaust, inkwizycje, wyprawy krzyżowe a wreszcie za katolickość i ortodoksję Kościoła, co miało miejsce wielokrotnie po II Soborze Watykańskim.

Jak słusznie zauważył Adam Wielomski na marginesie ujawnionej współpracy ks. Czajkowskiego, „cechą charakteryzującą modernizm jest bowiem brak poczucia pewności posiadania przez Kościół prawdy. Duchowny tego rodzaju uważa, że prawda jedynie „trwa” w Kościele, ale rozsiana jest także po innych systemach religijnych i filozoficznych. Prawda jest przeto relatywna, ma charakter historyczny; nie jest pewna i niewzruszona, należy ją ustalać w procesie „dialogu” pomiędzy różnymi orientacjami. (…) Jeśli duchowny nie ma poczucia bezwzględnej prawdy głoszonej przez Kościół i „dialoguje” z herezją, to jak się będzie zachowywał w obliczu spotkania z komunistyczną SB? Naturalna jest tu także skłonność do „dialogu”. (por: http://prawica.net/node/3648).

Oczywiście pomiędzy modernistą ks. Czajkowskim a „konserwatystą” abp. Wielgusem leży przepaść nie do przeskoczenia, (no bo „gdzie Rzym a gdzie Kry…” przepraszam, „Izrael” drogi księże Czajkowski) ale czy to aby ten relatywizm prawdy nie był katalizatorem rozmaitych rozmów z diabłem, współpracy jako niezależny ekspert”?

Brak mi wiedzy na temat poglądów abp Wielgusa w okresie jego współpracy z Ubolami, więc to tylko moje spekulacje.

2.Prymas i nuncjusz apostolski.

J.E. ks. Prymas kard. Józef Glemp po raz kolejny dowiódł, że nie dorasta do pięt swojemu wielkiemu poprzednikowi Prymasowi Tysiąclecia. W godzinie próby dla Kościoła zupełnie niepotrzebnie uciął wszelką krytykę i zaatakował dziennikarzy którzy całą sprawę ujawnili w sposób mało ewangeliczny. W niedzielny kazaniu, po ukazaniu abp. Wielgusa w roli Hioba naszych czasów skrytykował ideę lustracji a akta esbeckie nazwał „świstkami papieru”.

Najprawdopodobniej, jak spekulując media Nuncjusz apostolski J.E. ks. abp. Józef Kowalczyk jest odpowiedzialny za próbę zamiecenia sprawy pod dywan.

„Grupa prymasowska” po śmierci Sługi Bożego papieża Jana Pawła II straciła „nadprymasa”, który z Watykanu kierował także Polskim Kościołem. Zarówno ks. Prymas jak i nuncjusz apostolski a tym bardziej kardynał metropolia krakowski nie mają choćby połowy charyzmy, instynktu politycznego i zdrowego rozsądku.

A przecież sprawa abp. Wielgusa byłą szansą na oczyszczenie Kościołą w spośób szybki i sprawny – na modłę starej dobrej inkwizycyjnej szkoły. Wyposażenie inkwizytorów – śledczych z Komisji Historycznej działających we współpracy z IPNem w szerokie kompetencje, zaangażowanie odpowiednich środków ludzkich (nie wierzę, że brak ich w Kościele o najsilniejszym liczbowo duchowieństwie w Europie!) i finansowych. Obyłoby się może bez śledztw i przesłuchań bo przecież nie o to chodzi. Trzeba tylko odwagi naszych pasterzy by powiedzieli głośno – tak paktowałem z diabłem, tak jestem winny, zdaję się a osąd Boga i Jego Oblubienicy Kościoła!

3. Wybaczenie

Ja osobiście wybaczam J.E. abp. Wielgusowi współpracę z diabłem. To ludzka rzecz błądzić. Sam fakt podjęcia takiej współpracy absolutnie nie dyskwalifikuje go jako kapłana i człowieka. Chodzi jednak o ta Prawdę, na temat której tyle słów wylałem na wstępie. I jej zatajenia ks. abp. nie sposób wybaczyć. I tylko to zatajenie dyskwalifikuje go na pierwsze stanowisko w polskiej hierarchii kościelnej.

O ile wiem Kościół w Polsce nigdy nie ogłosił amnestii dla czarnych owiec w swoich szeregach. Przeciwnie – podkreśla konieczność rozliczenia się z przeszłością i powołuje Komisje Historyczne w celu takiego samorozliczenia i samooczyszczenia. Tak jest przynajmniej w teorii.

W praktyce w sprawie J.E. Wielgusa włodarze Kościoła w R.P. odwrócili kolejność wybaczenia i okazywania miłosierdzia. Zamiast oskarżyć, osądzić, wymierzyć karę i na końcu wybaczyć biskupi bez względu na treść dokumentów wybaczyli Jego Eminencji i oskarżyli oszczerców z „Gazety Polskiej” o brak miłosierdzia, szkodzenie Kościołowi i Bóg wie co jeszcze.

4. skutki – „katolicki antyklerykalizm” i upadek Kosioła w Polsce?

Trudno nie odnieść wrażenia że niektórych komentatorów z prawej strony ścieżki poniosło (o tych z lewej, jako zawodowych kłamczuchach pisał nie będę inaczej jak tylko „propagandyści”).

Poniosło też niektórych duchownych , zwłaszcza tych którzy jak diabeł wody świeconej boją się sutanny. Ojcowie Bartoś im Oszajca pletli po różnych GazWybach brednie o demokratyzacji Kościoła, która jakoby „musi” być skutkiem „afery Wilegusa”. Smutne że w tym tonie wypowiadają się kapłani „wywodzący się” (mam wątpliwości czy nadal „należący”) do zakonów- tradycyjnych ostoi Kościoła papiestwa- dominikanów i jezuitów.

Wielu katolików w wersji „soft” zapewne odwróciło się od Kościoła i jego pasterzy, czytaj zwyczajnie obraziło się na Boga. Skoro jednak byli w Kościele jedną nogą to zabranie z jego wnętrza drugiej Kościołowi nie zaszkodzi.

Ucierpiał etos Kościoła, jako instytucji niezłomnej, Ostoi Polskości podczas zaborów, czerwonej i brunatnej okupacji oraz w okresie PRLu. To źle kiedy hierarchia Kościelna, już nie tylko czołowi moderniści w osobach J.E.J.E. abp Życińskiego i abp Gocłowskiego ale cały dziwny pozakanoniczny twór zwany „ Konferencją Episkopatu Polski” atakuje potrzebę przeprowadzenia lustracji. Źle, kiedy jednym tonem z GazWybem i illumminatii z Wielkiego Wschodu wypowiada się o. Rydzyk i Radio Maryja, abp. Życiński i ks. kardynał Józef Glemp, szechterowcy z lewa i postendecy z LPRu.

Prawdy nie da się ustalić w postępowaniu sądowym. Zresztą – w procesie cywilnym i karnym dąży się do poznania prawdy materialnej. Poznania nie jednoznacznego ustalenia, gdyż żaden ziemski sąd nie jest w stanie jej ustalić w sposób ostateczny i niepodważalny. Wierzę mocno, że Kościół, również jego Polska część stoi na straży depozytu wiary i depozytu Prawdy.

Tą Prawdą jest Jezus Chrystus i on najlepiej we jaki charakter miały kontakty abp Wielgusa z bezpieką. Abp Wilegus wypar się te prawdy jak św. Piotr, któremuzbawiciel wybaczył. Wierni w Polsce też wybaczyliby, gdyby biskup przyna się do winy i wyrazł skruchę lub pzynjmniej ubolewanie a ei szedłw zparte.

A tak stało się źle dla Kośioła i dla Polski. Już jak donos niezrównany w rewolucyjnym zapale szechterszczyzna „Dążąc do zdemaskowania komunistycznej przeszłości, polska prawica katolicka sama się zdemaskowała – pisze w czwartkowym numerze dziennika “Guardian” brytyjski historyk i publicysta Timothy Garton Ash. Ash ocenia, że skutkiem skandalu wokół arcybiskupa Stanisława Wielgusa jest “rozbicie w drobny mak spłyconej, czarno-białej wizji przeszłości stworzonej przez bliźniaków Kaczyńskich, Radio Maryja i im podobnych”.

Niestety drogie misie – Kościół istnieje 2000 lat. Grand Orient dziesięć razy krócej, nie mówiąc już o żałosnych jego kreaturach i epigonach które ledwie przeżyły pól wieku.

Następna strona »

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.