Oj co ja widzę? Bandersztad nie jest w Eurolidze! czwartek, List 21 2013 

Chłopcom z Bandersztatu musi być teraz szczególnie łyso. Koncepcja Mitteleuropy (chwilowo) w rozsypce. Na szczycie w Wilnie Grzybowska (Grybauskaite) nie odtrąbi sukcesu, Kwaśniewski i Pat Cox nie znajdą się na okolicznościowych znaczkach Ukrposzty. W Moskwie za to strzelają szmapany.

Z punktu widzenia polskiego interesu narodowego, zakładając że Unia Europejska jest w swoim okresie breżniewowskim a nie gorbaczowskim, to nie do końca korzystne. Tracimy okazję na szerokie otwarcie rynku dla polskich towarów i perspektywę łatwego wykupu ziemi na Kresach. Ponadto za kilkadziesiąt lat będziemy potrzebować bliskich nam kulturowo imigrantów ze wschodu, bo Polacy nie chcą płodzić i rodzic dzieci (lepiej je usuwac jak pryszcze, o czym dumnie pisze red. Wienikowska  )  Jeżeli dojdzie do katastrofy demograficznej mam wybierać nieobliczalnych islamistów, czy też obcych kulturowo Murzynów to wybieram wschodnich Słowian w ciemno. W razie demograficznej katastrofy rozsądnie byłoby wrócić do repatriacji ludzi o polskich korzeniach z krajów bywszowo sajuza,  w których Polonia nie zamieszkuje zwartego terytorium (na Białorusi i Litwie winni bezwzględnie trwać na posterunku, z pomocą polskiego państwa). Ukraina wzmocniłaby w lewacko- laickiej UE Ciemnogród i reakcję. 

Nie łudźmy się jednak. To nie polska koncepcja Międzymorza autorstwa marszałka Józefa „Ziuka” Piłsudskiego stoi za eurointegracją a raczej stara niemiecka koncepcja Mitteleuropy. Wszak to Niemcy są idolami sierot po Banderze i Julii Tymoszenko zd. Hryhian, którzy najbardziej prą do integracji.

(Swoją drogą, to ciekawi mnie co stałoby się z taka Svobodą gdyby Ukraina weszła do UE. Czekałaby ich dorga Jobbiku czy raczej sierot po Gianfranco Finim?)

Nie sądzę, żeby Ukraina wróciła w najbliższym czasie do tematu stowarzyszenia z UE.  Raczej wstąpi do unii celnej ze ZBiR-em i Kazachstanem oraz Armenią. Twarda polityka Putina wobec „bliskiej zagranicy” może imponowac. Nie ma równych sobie graczy w Eurokołchozie, nie mówiąc już o Prywislanskim Kraju.  To kolejny sukces Putina w tym roku, po Syrii chyba największy.

 

 

Jak onet Powiat Jarosławski do Wołynia przyłączał czyli wywiad z posłem Mironem środa, Lip 17 2013 

Kiedy opadła groza pogasły reflektory odkryliśmy że jesteśmy na śmietniku w bardzo dziwnych pozach” pisał wieszcz Zbigniew Herbert. Kiedy opadły emocje po przegłosowaniu, że” ludobójstwo na Wołyniu” było czystka etniczną o znamionach ludobójstwa  dziennikarze ruszyli dobija rannych. Padło na posła Solidarnej Polski z Podkarpacia Mieczysława Golbę, który ” w ostrych słowach” podczas debaty sejmowej nad „uchwałą wołyńską” stwierdził: 

kordan_upa

ilustracja z książki Aндрій Кордан “Козак” „ОДИН НАБІЙ З НАБІЙНИЦІ”

„Pochodzę z miejscowości Wiązownica, która w kwietniu 1945 roku została spalona przez bandę UPA, oddział „Mścicieli”. Spalona została cała wieś, w tym dom moich rodziców. Na tej sali jest poseł, którego ojciec działał w tej bandzie – powiedział w trakcie przemówienia w Sejmie Mieczysław Golba. Słowa te padły w trakcie dyskusji nad określeniem zbrodni wołyńskiej mianem ludobójstwa.[1]

Nietrudno zgadnąć, że poseł Golba mógł mieć na myśli tylko jednego posła na sali sejmowej, o którym powszechnie wiadomo, że jego ojciec aktywnie działał najpierw w strukturach OUN(B) a potem w UPA. Wiedziała o tym nawet niezbyt uważająca na lekcjahgc historii pannica z Zatem nieustalona przez mnie WSI24, która zapytała posła Mirona Sycza ( bo oni  mowa ) temi słowy:

 Czy pana ojciec brał udział w rzezi wołyńskiej? 

– Absolutnie nie. To było w powiecie jarosławskim i nie miał w tym absolutnie nic wspólnego – zapewnia poseł PO. I dodaje: – Jestem dumny, że miałem takiego tatę.[2]

Tym samym wieś Wiązownica, zacna siedziba Gminy Wiązownica w Powiecie Jarosławskim nagle przyłączono głosami polskich dziennikarzy do Wołynia.  O poziomie polskiego dziennikarstwa niech świadczy resume wystąpienia posła Mirona Sycza, podane przez niezawodny Readers Digest polskiego świata lemingów- portal Onet.pl

Sycz w rozmowie z TVN24 zaprzeczył, że jego ojciec brał udział w rzezi wołyńskiej. Jak wyjaśnił, mieszkał on w powiecie jarosławskim, a nie na Wołyniu. – On nie miał z tym nic wspólnego – mówił. Dodał, że jego ojciec znalazł się w sytuacji bez wyjścia: musiał wybierać między Armią Czerwoną a UPA. – A wcześniej służył w Wojsku Polskim i bronił Rzeczpospolitej przed napaścią hitlerowską – powiedział Sycz na antenie TVN24.[3]

I co z tego wynika? No przede wszystkim to, że zadającemu pytanie dziennikarzowi ale i zatrudnionemu w Onecie wklepywaczowi, który krótki wywiad z panem posłem był streścił,  nie mieści się głowie, że oprócz Wołynia OUN(b) zgotowało naszym rodakom „czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa”  również na terenie Małopolski Wschodniej (tłumaczenie dla poiltpoprawnych : Galicji Wschodniej i Podkarpacia aż po dzisiejsze województwo małopolskie), na Chełmszczyźnie i Lubelszczyźnie.

Wieś Wiązownica (ukra. В’язівниця) położona jest w powiecie jarosławskim, co oczywiście wywodzący się z  „українського населення Надсяння” Myron Oleksandrowycz Sycz  wie doskonale. Zresztą poinformował o tym indagującego go dziennikarza.

O okolicznościach akcji UPA we Wsi Wiązownica przeczytać można chociażby w  wydanych w serii „Biblioteki Zakerzonii” wspomnieniach Andrija Kordana „Kozaka” zatytułowanych „Jeden nabój z ładownicy[4] . Oddajmy głos druhowi „Kozakowi”:

Gdzieś końcem kwietnia 1945 roku sotnia komendanta „Szuma” pod dowództwem komendanta kurenia „Zaliznjaka” przeprowadziła akcję odwetową na wieś Wiązownicę, w której miała siedzibę banda rabunkowa, napadająca na okoliczne wsie ukraińskie, zabijała i grabiła bezbronnych włościan. Jak doniósł zwiad, we wsi znajdowało się wówczas 300-400 uzbrojonych członków Wojska Polskiego, Milicji Obywatelskiej oraz miejscowej, wiejskiej bandy, a także oddział bolszewicki, który stacjonował w położonym nieopodal folwarku.

Nad ranem rozpoczęto atak na Wiązownicę.  Pod silnym ogniem naszych karabinów maszynowych wróg był zmuszony wycofać się, wioskę zdobyliśmy i częściowo spaliliśmy. O świcie „Zaliznjak” umówionym sygnałem – zieloną racą z rakietnicy dał rozkaz odwrotu. Tymczasem wróg zreorganizował swoje siły i począł nas ostrzeliwać. Zginęło kilku strzelców, a kilku zostało rannych. Jak później doniósł zwiad , wróg poniósł wielkie straty. O dokładnym rezultacie akcji, jeżeli chodzi o liczby, nie piszę, bo nie byłej uczestnikiem bitwy, ale słyszałem co mówili ludzie i widziałem meldunki zebrane w archiwum kurenia, których dokładnie nie potrafię przywołać.

Szczegóły mogą opowiedzieć uczestnicy tej bitwy, którzy ocaleli i żyją na Zachodzie, ich pseudonimy: „Wus”, „Stalewyj”, „Kowalenko”.

 W relacji strony banderowskiej mowa jest o „częściowym spaleniu wsi” i „wielkich startach” strony polskiej oraz o udziale w akcji sotni (kompanii) Iwana Szymanskoho „Szuma” czyli 97 sotni „Mesnyky 2” („Mściciele 2”), wchodzącej w skład kurenia (batalionu) „Mesnyky” Ukraińskiej Powstańczej Armii należącej do 27 Odcinka Taktycznego „Bastion” VI Okręgu Wojskowego „Sian” („San”). Dowódcą kurenia i jak wynika z relacji „Kozaka” bezpośrednim dowódca akcji odwetowej na Wiązownicę w był były komendant posterunku Ukraińskiej Policji Pomocniczej w Rawie Ruskiej Iwan Szpontak „Zaliznjak” (pol. „Żeleźniak” – pseudonim od przywódczy Koliszczyzny Iwana Żeleźniaka)

Zatem nieżyjący ojciec posła Sycza  Aleksander (Ołeksandr) należał do kurenia który brał udział w spaleniu Wiązownicy. Czy brał jednak bezpośredni udział w akcji ? Tu istnieją nie dające się rozstrzygnąć wątpliwości.

Po pierwsze nie żyje sam zainteresowany, po drugie nie znam źródeł polskich, w tym uzasadnienia wyroku sądu skazującego sycza na KaES. Tymczasem jednak źródła banderowskie temu przeczą.

W książce Petra Wasylenki „Wołosza” o romantycznym tytule „Partyznanśkymy dorohamy z komandyrom Zalizniakom” (Partyznaskimi drogami z komendantem „Zalizniakiem”)  znajdujemy krótkie biogramy poszczególnych upowców – członków kurenia dowodzonego przez . Biogram Ołeksandra Sycza ur. w 1914 r. w Laszkach, powiat jarosławski, podaje, że był on strzelcem sotni Mesnyky – 4 , a zatem dowodzonej przez Dalej czytamy, ze był członkiem OUN już od 1938 r. ( zatem nie można stwierdzić, jak twierdzi jego syn, że podczas wojny obronnej 1939 r. był lojalnym obywatelem Polski) w szeregach UPA od jesieni 1944 r. na początku jako członek podziemnej siatki OUN- UPA a od jesieni 1945 r. w kureniu „Mesnyky” (napad na Wiązownicę był natomiast w kwietniu 1945 r.) Wiosną 1947 r. został ujęty przez żołnierzy WP a następnie skazany przez polski sąd na karę śmierci. Więzienie opuścił w listopadzie 1953 r.[5]

W kureniu „Zalizniaka” był również Mychajło Sycz ps. „Sirko”s. Andrija i Anny urodzony 23 października 1947 r. w przysiółku Onyszki koło Suchej Woli, powiat lubaczowski,  Od wiosny 1945 r. strzelec w sotni Mesnyky-2 (a więc sotni dowodzonej przez „Szuma”) w 1947 wzięty do niewoli, nstaepnie skazy na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Rzeszowie i stracony w Rzeszowie w dniu 2 lipca 1947 r.

Być może więc to Mychajło Sycz a nie Ołeksandr brał udział w napadzie na Wiązownicę?

Jest to wersja prawdopodobna, zatem zgodnie z zasada „in dubio pro reo” możemy uznać że słowa posła Mirona Sycza polegają na prawdzie i jego ojciec nie mia  napadem na Wiązownice nic wspólnego. Należał natomiast do antypolskiej i zbrodniczej organizacji.


[4] Бібліотека Закерзоння Серія „Спогади” Том 4, Андрій Кордан „Козак” „ОДИН НАБІЙ З НАБІЙНИЦІ” Спомини вояка УПА з куреня „Залізняка” Упорядник Микола Дубас Торонто — Львів 2006 s. 124

[5]  Партизанськими дорогами зкомандиром „Залізняком” Drohobycz 1997 zainteresowanych odsyłam pod adres: http://do.gendocs.ru/docs/index-12514.html?page=15

Absurdalna uchwała w zupełnie innym miejscu, posłom pod rozwagę… czwartek, Lip 11 2013 

Wyobraźmy sobie taki nagłówek prasowy z dnia 27 stycznia 2013 r.

„Jak dochodzi dziennik „Haretz” w  dzisiejszym głosowaniu Kneset głosami Kadimy, Avody i Hadaszu  odrzuciły uchwałę autorstwa opozycyjnego Likudu w sprawie uznania tzw. tragedii Shoach za ludobójstwo. Za przyjęciem uchwały głosowały też opozycyjne partie Szas oraz Izrael Beitenu. Odrzucono również uchwałę, o ustanowieniu dnia 27 stycznia , tj. rocznicy wyzwolenia nazistowskiego polskiego obozu. koncentracyjnego w Auschwitz przez Armię Czerwoną Dniem Pamięci Ofiar Holokaustu (Yom ha Shoah).

Środowiska ocalonych i ich rodzin nie kryją oburzenia. Zapowiadają własne obchody styczniowej rocznicy . Środowiska te zpowiedziały ponadto budowę w Jerozolimie centrum Yad- Washem mającego na celu upamiętnienie ofiar Shoah. Przypominają ponadto , że grupa 160 deputowanych do Bundestagu głównie z partii lewicowych, zaapelowały do Knesetu do uznanie Shoah (w środowiskach niemieckiej lewicy zwanych Holokaustem) za ludobójstwo i wskazanie niemieckiej trzeciej Rzeszy oraz jej funkcjonariuszy jako bezpośrednich sprawców,a także o uznanie narodowego socjalizmu za ideologię zbrodniczą.

Doradca prezydenta Izraela Echuda Baraka do spraw historycznych  , dr Julius H. Schoeps wyraził zdziwienie postulatami ocalonych o godne uczczenie Shoach „Przecież piękny pomnik na Pustyni Nagev, przy wjeździe do kibucu Devira to bardzo dobre, eksponowane miejsce. Apeluję do środowiska ocalonych z Shoach i ich rodzin o godne uczczenie rocznicy . Ponadto weźmy pod uwagę wrażliwość naszych niemieckich partnerów. Przecież nie możemy zablokować w imię niepojętego dla mnie  jątrzenia starych, zabliźnionych ran aspiracji naszych niemieckich przyjaciół do zostania stałym członkiem rady Bezpieczeństwa ONZ. Na pytanie o planie uczynienia przez środowiska prawicowe oraz ocalałych z tragedii Shoah rocznicy tzw. konferencji w Wansee dr Schoeps podkreślił, za niemieckimi historykami, że „nie ma żadnych dowodów na przeprowadzenie tej konferencji i zaplanowania tragedii przez najwyższe czynniki niemieckie”.

Przypomnijmy, że zgodnie z rozpowszechnionymi poglądami panującymi w Europie do tzw. zagłady doszło w wyniku spontanicznych akcji nazistowskich jednostek SS  którzy opatrznie zrozumieli sugestie Himmlera o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej. Aktyywnie w tragedii udział wzięli także nazistowscy kolaboranci z krajów słowiańskich. Jak podkreślają historycy niemieccy w zbiorowej pracy „Druga wojna niemiecko żydowska” tzw. Shoah  stanowiło logiczny wynik tysiącletniej dominacji żydowskiej na terenie Rzeszy Niemieckiej oraz była kontynuacją konfliktów z lat 20-tyc i 30 tych XX w. z okresu Bawarskiej Republiki Rad i Republiki Weimarskiej”.

Absurdalne, prawda? I śmieszno i straszno. Całe szczęście to political fiction.

Teraz, drogi czytelniku  zamień  Izrael na Polskę, Kneset na Sejm, dr Schoepsa na profesora Nałęcza , pomnik w kibucu Devira na pomnik na Skwerze Wołyńskim…

Całe szczęście Naród Żydowski potrafił godnie uczcić swoje ofiary i przekazać tą pamięć światu. Mój Naród albo ściślej jego przedstawiciele tego nie chcą i nie potrafią. Narodowy socjalizm doczekał się Norymbergi. Ukraiński integralny nacjonalizm święci tryumfy na dzisiejszym Wołyniu i w tzw. Bandersztacie.

I na zakończenie z „Marszu OUN”, bez tłumaczenia na język polski, cytuję gdzieś posłyszane

„Na wyszywankach mryi barwysty

Krycze nas hołos Dnipra.

My ukrajinśki nacjonalisty

syjemo nywu dobra…”

Rozważania czasu Sede Vacante … wtorek, Mar 12 2013 

O godzinie 20:00 28 lutego AD 2013  rozpoczął się vacat na Stolicy Piotrowej.  Od tej daty wszyscy  wierni Świetego Powszechnego Kościoła Katolickiego jesteśmy sedekwakantystami. 

sede vacanteZatem czas na chwilę reaktywować bloga.

Oczywiście tak ważne wydarzenie w życiu Kościoła jak konklawe budzi wielkie zainteresowanie wiernych ale i wrogów Kościoła. Szczególnie teraz, w tym gorącym czasie jak na dłoni widać komu naprawdę zależy na dobru Kościoła, a to traktuje go jako ostatnią tamę chroniącą świat przed zwycięstwem  jego księcia.

Nie oszukujmy się, ci którzy mówią jednym głosem z wrogami Kościoła życząc sobie papieża otwartego na kwestię obecności kobiet w Kościele, kwestię zniesienia celibatu, kwestię rzeczywistej kolegialności Kościoła, kwestię zmiany nauczania Kościoła w zakresie rodziny, prokreacji i bioetyki – Ci ludzie życzą sobie demontażu papiestwa i Kościoła w ogóle, zastąpienia Wikariusza Chrystusowego wyluzowanym sympatycznym dziadkiem, doradcą premierów i prezydentów, który za pośrednictwem mediów może zrugać któregoś z Wielkich za „łamanie praw człowieka”. Marzy im się  taki rezydujący w Watykanie katolicki odpowiednik pogańskiego Dalajlamy – którego nikt nie słucha, ale przez wzgląd na historię  jego urzędu należy mu się jaki taki szacunek. Finalnie i tak przeciętny nastolatek skojarzy tą aurę dziwnego szacunku jaką otoczony miałby być ten watykański starzec jako podobną do dostojeństwa Gandalfa, Mistrza Jody czy innej postaci popkultury.

Głęboko wierzę, że pobożne życzenia modernistów i wrogów Kościoła spełzną na niczym i ostatecznie zwycięży Ten który Kościół założył, a przecież Ten obiecał, że bramy piekielne  go nie przemogą.

Jutro pierwszy dzień konklawe. Według „watykanistów” i „ekspertów”  dojść ma na nim do starcia dwóch kandydatów, różniących się zasadniczo co do roli kurii rzymskiej w Kościele. Na szczęście, a może niestety po przeciwnych stronach nie stanie integrysta i modernista, ale raczej dwie wizje doczesnej organizacji Kościoła.

Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że ani faworyt „kurialistów”  JE kard. Sherer ani faworyt „reformatorów” JE  kard. Scola nie są kandydatami Tradycji katolickiej. Zwycięstwo każdego z nich może jednak paradoksalnie oznaczać faktyczny zmierzch papiestwa w jego dotychczasowej formie i początek ery koncyliaryzmu.

Jeżeli wierzyć medialnym spekulacjom, to wybór kard. Sherera oznacza zachowanie status quo w Kurii Rzymskiej i zgodnie z zasadami romanita wyciszenie  tzw. Vatikaleaks.  Może to odbyć się za cenę wzmocnienia Komitetów Centraln… tfu Konferencji Episkopatów w poszczególnych „Kościołach lokalnych”, czyli  dalszych koncesji na rzecz koncyliaryzmu. To może oznaczać słabą władzę papieską i wszechwładny Sekretariat Stanu i silne rzymskie dyskanterie z przełożeniem na wzmocnienie lokalnych  KC vel KE.

Z kolei wybór kard. Scoli to osłabienie  kurii rzymskiej, kosztem czego? Biorąc pod uwagę poglądy purpurata i jego dialogowanie z innymi kulturami oraz „otwartość” – za pewne również kosztem koncesji na rzecz lokalnych kół dyskusyjnych biskupów (czyt. Pozakanonicznych tworów – Konferencji Episkopatów krajowych). W tym wypadku dobre chęci nie muszą oznaczać dobrych owoców. Reforma kurii w atmosferze oczyszczania z wiekowych brudów może być zapowiedzią nowej rewolucji w kościele. W tym wypadku do przełożenia władzy bezpośrednio na lokalne KE dojdzie bez pośrednictwa Kurii Rzymskiej, czyli słabe papiestwo, słaba kuria rzymska i scedowanie ogromnej władzy na rzecz „Kościołów lokalnych”.

Równie dobrze powyższe scenariusze mogą okazać się całkowicie chybione, zaś każdy z wymienionych kardynałów jako papież może dokonać tego czego zdał się oczekiwać Benedkykt XVI po swoim następcy –wyjaśnienia niedawnych skandali oraz ukarania winnych bez błysku fleszy oraz reformy Kurii ale z przywróceniem silniejszej władzy papieskiej.

Możliwy jest oczywiście scenariusz  jaki już  miał miejsce w czasie Konklawe 1978 r. tzn. patowy klincz pomiędzy konserwatywnym integrystą abp. Giuseppe kard. Sirim a abp. Giovannim kard. Belnellim. W tej sytuacji Kolegium Kardynalskie postawiło na kandydata na pozór egzotycznego jakim był późniejszy bł. Jan Paweł II abp. Karol kard. Wojtyła.

Stąd takim pojednawczym, egzotycznym mandatem może być abp. Malkolm kard. Rajinth   Albert Malcolm kard.  Ranjith. Ech … kardynał Rajith jako Pius XIII…

A na razie pozostaje kontynuowanie ogłoszonej przez abp. Fellaya FSSPX nowenny modlitewnej w intencji wyboru papieża jaka miała miejsce w dniach 1-9 marca br.[i]

Historia o nich głucho milczy… wtorek, Mar 1 2011 

Ile widziałeś drogi czytelniku filmów o wojnie domowej toczącej się w Twojej ojczyźnie końcem lat 40-tych? W ilu miastach w Twoim kraju są ulice Armii Ludowej  i Gwardii Ludowej,  a w ilu Narodowych Sił Zbrojnych, Narodowej Organizacji Wojskowej, Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość?

Dlaczego informacje o tym, że 1 marca to Narodowy Dzień Pamięci o Żołnierzach Wyklętych są dzisiaj na marginesie głównych newsów, a niektóre wstydliwie usiłują je zmilczyć. Przecież żyjący członkowie antykomunistycznego podziemia  to dziś tylko niegroźni starcy, a Ci nieżyjący wiadomo- głosu nie mają.

No ale przecież i  gajowy Bronisław Maria graff von Zips und Arwa Komorowski bredzący do niedawna o szkodliwości bicia po łbie „maczugą pamięci historycznej”  składał dzisiaj wieńce pod tablicą Wyklętych na Mokotowie i bufetowa HGW coś tam złożyła. Więc niby wszystko jest ok?

To czemu to głuche milczenie o żołnierzach bohaterach? Czemu brak szkół imienia Zapory, Ognia, Zuba, Łupaszki? Czemu Salon przełyka Armię Krajową jako niemal protoplastę pierwszej „Solidarności” a tak panicznie boi się antykomunistycznego podziemia z lat 40tych i 50tych?

Żołnierze wyklęci tak jak niebezpieczni byli   za życia są też niebezpieczni po śmierci. To przecież w przeważającej liczbie Ci źli przedwojenni narodowcy. A skoro narodowcy, to getto ławkowe numerus clausus a stąd już blisko do Nocy Kryształowej, SA i parteitagów.

A ludzi o zlasowanych mózgach w kraju wiele. I tak – weźmy modny kryminał , reklamowany jako „krakowska odpowiedź na Krajewskiego”. Debiutujące  małżeństwo Kuźmińskich w utworze „Tajemnica Kroke” golą głowy przedwojennym „karkom z ONR” jakby w tęsknocie  za rodzimymi hitlerowcami. Jeśli tak , to łatwo strach przed karkami z ONRu z karabinem w ręku partyzanckim mundurze jest jak najbardziej usprawiedliwiony. Wszak to to strach przed rodzimymi wspólnikami Holokaustu, takim rodzimym Werwolfem. Tymi mitycznymi faszystami, których dzielnie zatrzymał Sewek Blumsztajn 11 listopada ubiegłego roku. Cóż autorzy książki są wszak młodzi i wykształceni (w przypadku autorki pochodzącej z Sandomierza określenie ” z wielkich miast” raczej nie przejdzie).

Każdy naród ma swoich tragicznych bohaterów. My mamy walczących do końca naszych wyklętych ostatnich żołnierzy Wielkiej Polski. To oni, cytując wieszcza Herberta:

„ponieważ żyli prawem wilka/ historia o nich głucho milczy/ pozostał po nich w kopnym śniegu/ żółtawy mocz i ten ślad wilczy”

W świecie gdy łatwiej by słabym i dyskryminowanym niż silnym i mężnym Żołnierze Wyklęci są bardzo nieżyciowi.  Niemniej cześc ich pamięci.

Requiem aeternam…

 

Konserwatyzm czy ko-serwilizm? wtorek, Mar 1 2011 

Motto: „Są ludzie, co złożyli przysięgę Republice jednej i niepodzielnej, potem przysięgę Dyrektoriatowi w pięciu osobach, potem Konsulatowi w trzech osobach, potem Cesarstwu w jednej osobie, potem pierwszej Restauracji, potem znowu Cesarstwu, wreszcie przysięgli Restauracji drugiej i coś jeszcze zachowali dla Ludwika Filipa. Ja tak bogaty nie jestem. Idę za orszakiem pogrzebowym starej monarchii jak pies nędzarza”. – François-René, wicehrabia de Chateaubriand (1768–1848)

 

Krzyżowiec’s back with the bang? No chwilowo na to wygląda! Korzystając z chwilowego bezrobocia i bezsenności zasiadam przed laptopem.

Tym razem pragnę podzielic się małą refleksją na temat współczesnego konserwatyzmu a raczej tego co z niego zostało.

A że współczesny „konserwatyzm” to najczęściej serwilizm wobec postępowego świata, ubrany w zatęchły, nibykonserwatywny kostium, to wymyśliłem takiego dziwoląga jak ko-serwizilm.

Weźmy taki przykład: frakcja Konserwatystów i Reformatorów (European Conservatives and Reformists ) w Parlamencie Europejskim. Jak czytamy na stronie internetowej tej szacownej partyi  kierować się ma ona  postanowieniami tzw. deklaracji praskiej , takim sobie nibykonserwatyznym dekalogiem.

Dekalog konserwatywnych reformatorów czy też może lepiej reformujących się konserwatystów nie powala. Co prawda jest trochę liberalizmu gospodarczego i indywidualizmu z jednej strony a z drugiej obrona państwa narodowego przed eurokratami i tradycyjnych społeczeństw lokalnych przed utopią multikulti

Konserwatysta na pierwszym miejscu dekalogu widziałby odwołanie do Boga Trójjedynego i Świętej Ąpostolskiej Wiary Katolickiej (biorąc pod uwagę obecność we frakcji anglikanów i innych protestantów zrozumiałbym że mogłoby tu znaleźć się co najwyżej odwołanie do Boga i chrześcijańskich korzeni Europy)

Niestety próżno szukać takich odniesień w całej deklaracji praskiej.

W pierwszych dwóch jej punktach mamy za to wyraźne wskazanie na liberalny model gospodarki i jakie-takie akcenty wolnościowe:

  1. Wolna przedsiębiorczość, wolny i uczciwy handel i konkurencja, minimum regulacji, niższe podatki i mniejszy udział rządu jako czynniki najlepiej zapewniające wolność osobistą i dobrobyt w wymiarze jednostkowym i narodowym.
  2. Wolność jednostek, większa odpowiedzialność osobista i większe poszanowanie zobowiązań wobec demokratycznych wartości.

Punkt trzeci to bełkot, w którym chodzi chyba o dywersyfikację dostaw energii i osławione bezpieczeństwo energetyczne europy, przy[prawione ekolewackim bełkotem o „czystej enrgii”. Mamy więc:

3. Trwałe dostawy czystej energii z naciskiem na bezpieczeństwo energetyczne.

No i gdzie ten konserwatyzm?

acha jest punkt 4:

4. Znaczenie rodziny jako fundamentu społeczeństwa.

I to tyle moi drodzy, w całej szumnej deklaracji.

Żeby oddać sprawiedliwość, dalej mamy sporo o Europie Ojczyzn i spowolnieniu owczego pędu euroentuzjastów (pkt 5,9), ograniczenie unijnej biurokracji (pkt. 10), nie dla multikulti tak dla zrównoważonego rozwoju społeczeństw lokalnych (pkt 7i8), zaakcentowanie sojuszu z USA (pkt6).

Może się czepiam, ale to wyraźne pominięcie konserwatywnych treści w programie partyi mieniącej się być ostoją konserwatyzmu jest znamienne. Widać to  chociażby po sprawie wyboru następcy M. Kamińskiego na stolec jej szefa. Mamy bowiem do czynienia z woborem dwóch podróbek . Konsekwentnych reformatorów konsekwentnie oszukujacych wszystkich, dookoła nie wykluczając siebie, że są konserwatystami.

Taki oto Jan Zahradil: autor projektu ustawy o związkach homoseksualnych i zwolennika legalizacji marihuany, który jeszcze do niedawna uznawał Polskę za kulę u nogi Czechów majacych euroaspiracje

No a weźmy drugiego faworyta Timothy’ego Kirkhope’a, który upiera się, by Konserwatyści i Reformatorzy poparli deklarację przygotowaną przez socjalistów, wzywającą do równego traktowania związków hetero i homoseksualnych.

Przypomina to José María Aznara, kumpla Leszka Millera. Ten też jest nibykonserwatystą, głownie dlatego, że pozostaje w opozycji do rządzącej Królestwem Hiszpanii partyi lewackiej – PSOE. To dzięki jego nowoczesnej i otwartej prawicy Hiszpania doświadczyła legalizacji związków partnerskich jeszcze przed szewczykiem Zapatero.

Jeszcze bardziej przypomina naszych dzielnych rycerzy Kolumba, na czele z posłem Rasiem, czy też redaktora Wołka (wszak z Kamińskimwoził ryngraf gen Augusto Pinochetowi i co z niego wyrosło – konserwatywna frakcja GazWybu)

Gdzie puenta? Ano jak to w wyliczance hrabiego ze wstępu – gdy cała niby prawica idzie na kompromis ze światem wolę by ultrasem. Choc moje pozycje jeszcze pięcdzisąt lat temu uchodziłyby za ledwo prawicowe, dziś są ultarprawicowe, za 20 lat mozna będzie za nie zaliczyc 10 lat łagru a za 20 dożywotni pobyt w psychuszce.

W końcu za 20 lat ciemny lud wybierze między socjalizmem z niebieską naklejką (kojarzy się ze statecznością) a socjalizmem z czerwona naklejką(kojarzy się z jakobińską ideowością). Zresztą czy dopiero za 20 lat czy już nie jesienią?

Rzecz o Następcach Apostołów wtorek, List 27 2007 

Od godz. 21.37 dnia 2 kwietnia 2005 r. – chwili śmierci Sługi Bożego papieża Jana Pawła II minęło już sporo czasu. Kościół Chrystusowy ma nowego Ojca Świętego Benedykta XVI. Niestety fakt ten nie bardzo chcą uznać polscy biskupi.

na zdj. ks. dr Wojciech Grygiel FSSP podczas mszy w rycie klasycznym (nadzwyczajna forma rytu rzymskiego)
w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze, 24.11.2007r.

Truizmem jest stwierdzenie, że Sługa Boży Jan Paweł II Wielkim Papieżem Był, że wywarł ogromny wpływ na polski Naród, polski Kościół i polskie państwo. Trudno zaprzeczyć, że zmarły papież był przez długi czas interrexem, który sprawował rząd dusz wśród rodaków i w Polskim Kościele, swoistym nadkrólem i nadprymasem.

Nie dziwią spontaniczne wypowiedzi wiernych, że „nasz papież to był ktoś, ten Niemiec to już…” Gorszyć mogą próby pozakonicznej beatyfikacji Sługi Bożego i nazywanie go „świętym” w czym niestety uczestniczy kler wyższy i niższy, w tym sam JE ks. Stanisław kardynał Dziwisz, metropolita krakowski

JE kardynał Dziwisz dokonał również zabiegu ciekawego, z punktu widzenia prawa kanonicznego, zabiegu. W Nowym Targu erygowano parafię „Na Równi Szaflarskiej”. Jak żyje, nie słyszałem o takiej świętej! Niemniej jednak już pobieżny rzut oka na stronę internetową i już widać czyja to ma być parafia.

Z pozoru błahostką wydawać się może fakt, że hucznie świętowany w polskim Kościele Dzień Papieski to tak naprawdę dzień Jana Pawła II, a ściślej wygodny sposób na delikatne przejście od Dnia Papieskiego do wspomnienia błogosławionego Jana Pawła II a potem świętego Jana Pawła II.

Spójrzmy na hasła przewodnie, „tematy” Dni Papieskich::

2001 – „Pontyfikat Przełomów”
2002 – „Jan Paweł II – świadek nadziei”
2003 – „Jan Paweł II – Apostoł Jedności”
2004 – „Jan Paweł II – pielgrzym pokoju”
2005 – „Jan Paweł II – Orędownik prawdy”
2006 – „Jan Paweł II – Sługa Miłosierdzia”
2007 – „Jan Paweł II – Obrońca godności człowieka”

Tylko czemu w tym Dniu Papieskim zapomina się o urzędującym Namiestniku Chrystusa? Ani słowa o Benedykcie XVI , nikt podczas mszy nie zachęcił do modlitw w intencji panującego obecnie papieża… Skoro Święto Wszystkich Świętych jest ku temu okazja, to czemu nie w DNIU PAPIESKIEM?

Ale nie o Słudze Bożym Janie Pawle II będzie mowa.

W dniu 7 lipca 2007 roku papież Benedykt XVI wydał list apostolski motu proprio „Summorum Pontificum” dopuszczający do swobodnego szerokiego użytku, jako nadzwyczajną formę rytu rzymskiego msze trydencką, wg Mszału św. Piusa V, w typicznym wydaniu błogosławionego Jana XXIII.

W art. 2 Motu Proprio czytamy:

Art. 2. W Mszach odprawianych bez udziału ludu każdy kapłan katolicki obrządku łacińskiego, diecezjalny czy zakonny, może używać albo Mszału Rzymskiego ogłoszonego przez błogosławionego Jana XXIII w 1962, albo Mszału Rzymskiego ogłoszonego przez Pawła VI w 1970, i to każdego dnia z wyjątkiem Triduum Wielkanocnego. Dla takiej celebracji, przy użyciu tego czy drugiego Mszału, kapłan nie potrzebuje żadnego pozwolenia ze strony ani Stolicy Świętej, ani Ordynariusza.

Art. 12 in fine stanowi natomaist, iż : Zarządzamy, aby wszystko to, co zostało postanowione przez Nas w tym Liście Apostolskim wydanym w formie motu proprio, było obowiązujące i prawomocne oraz było zachowywane od dnia 14 września tego roku, czyli od święta Podwyższenia Krzyża Świętego, bez względu na wszelkie przeciwne zarządzenia. (wytłuszczenia moje – Krzyżowiec)

Tymczasem Następcy Apostołów zgromadzeni na 341. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie w dniach 2 i 3 października 2007 r. ustalili wskazania dotyczące sprawowania Mszy św. według ogłoszonego przez papieża Benedykta XVI w dniu 7 lipca 2007 r. listu apostolskiego w formie Motu Proprio Summorum Pontificum.

Komentarze do tego aktu, nie bójmy się tego słowa, rebelii przeciwko Ojcu Świętemu przertoczyły się po czasopismach, blogach, forach i portalach skupiających katolików przywiązanych do Tradycji Katolickiej.

Nie będę komentował tej godnej pożałowania decyzji. poza jednym:

Całkowicie niezrozumiałe z punktu widzenia katolika jest sabotowanie Ojca Świętego, Następcy św. Piotra przez innych biskupów – Następców Apostołów. Razi także pewein relatywizm, z jednej strony mityczni w niektórych kręgach lefebryści to ochydni schiozmatycy nieposłuszni papieżowi i gardzący Stolicą Apostolska. Z drugiej strony świadomy, hardy i pyszny opór wobec Ojca Świętego.., Dlaczego? Pewnie papież Raztinger nie rozumie mszy Jana Pawła II Wielkiego, a co gorsza śmie odrzucać Jeszcze Nowszy Testament – Sobór Watykański II (ciekawe że Jan Paweł II odprawiał msze w klasycznym rycie jako msze prymicyjną i jako pierwszy dostrzegł potrzebę uregulowania statusu mszy w rycie klasycznym w motu proprio Ecclesia Dei, ale to inna para kaloszy).

Decyzja biskupów wydaje już swoje owoce. W mieście Łodzi zebrała się „stabilna grupa wiernych” , która znalazła księdza, proboszcza parafii św. Józefa, który zgodził się odprawiać „po staremu”. Na mszę klasyczną przychodziło ok. 200 osób. Powoli zainteresowanie zaczęły wykazywać grupy z innych parafii. Łodzianie byli licznie obecni na IV Pielgrzymce Tradycji Katolickiej w dniu 24.11.2007 r. na Jasnej Górze – dodajmy dziękczynnej pielgrzymki za wspomniane wyżej Motu Proprio (relacja jasnogórska,  der dziennikowa – jak zwykle odwracająca kota ogonem ).

I co zrobili łodzianie 25 listopada br ? poszli tłumnie na mszę, chcąc spotkać się z Bogiem w Bezkrwawej Ofierze Jego Syna na mszy św. w rycie klasycznym co było zamiast tego, jak donosi forum krzyz.diw.pl i forum Frondy:

„Ku zdumieniu wszystkich ksiądz proboszcz zaczął odprawiać mszę po polsku. Widząc konsternację szybko wyjaśnił powody: no niby jest Motu Proprio, ale episkopat w każdym kraju różnie to interpretuje. Nasz episkopat też tworzył w tym czasie wytyczne, które teraz obowiązują. Wg nich ksiądz może odprawiać tridentinę tylko raz bez zgody biskupa. On sam już odprawiał dwa razy i trzeci raz nie może. A jeśli (nie daj Boże) chce odprawiać regularnie to musi mieć zgodę. O zgodę wystąpił, ale odpowiedzi jeszcze nie dostał (pewnie dlatego, że rekolekcje były). Po mszy zbierano podpisy wiernych pod prośbą o prowadzenie mszy trydenckiej przez kościół Św. Józefa. (por tekst na katolicy.net)”

Biskupi polscy nie rozumieją widać wiatru wiejącego od Rzymu. Nie rozumieją potrzeby „reformy reformy” zapoczątkowanej przez papieża z Niemiec. Nie chcą widzieć, że wraz z podziękowaniem abp Mariniemu, specjaliście od nagich tancerek i potępieńczych wrzasków, przepraszam śpiewów afrykańskich, zaczęły się nowe, lepsze i bardziej poukladane czasy.

Na MSzy św. (wg rytu zwyczajnego) wrócił krzyż i świeczniki na ołtarz pański, przed którymw Bazylice św. Piotra Ofiarę sprawuje Ojciec Święty, wraca dostojny chorał gregoriański.

Lex orandi lex credenci. Jak modlą się i sprawują Ofiarę Mszy św. w zwyczajnym rycie rzymskim księża katoliccy na całym świecie można zobaczyć na blogu Kronika Novus Ordo.

Jeżeli takiego rytu rzymskiego chcą polscy biskupi, to naprawdę ich nie rozumiem. Całe szczęście , abp Malcolm Ranjith zapowiada „przejście na ręczne sterowanie”.

Czas zatem Instatuare Omnia in Christo!

Czego życzy księżom biskupom Polskim, Następcom Apostołów

zatroskany syn Krzyżowiec.

Chwała przedsiębiorcom! poniedziałek, List 26 2007 

W oficjalnych mediach w Polsce i na świecie dziwnie cicho w temacie incydentu dyplomatycznego, którego dopuścił się prezydent Izraela Szymon Peres.

Wg portalu „Bibuła” i „Infopatria„, opierających się na doniesiniach węgierskiego dziennika „Magyar Nemzet

Podczas konferencji ekonomicznej w Tel Awiwie, prezydent Peres powiedział:

„Izraelska ekonomia jest w stanie rozkwitu. Izraelscy biznesmeni inwestują wszędzie na świecie. Izrael może poszczycić się niespotykanym sukcesem. Na dzień dzisiejszy, wygraliśmy ekonomiczną niezależność i wykupujemy Manhattan, Polskę i Węgry. […] Dla naszego małego kraju jak nasz, to jest naprawdę zadziwiające. Widzę, że wykupujemy Manhattan i wykupujemy Węgry i wykupujemy Rumunię i wykupujemy Polskę. To co widzę [pokazuje], że nie mamy z tym problemów. Dzięki naszemu talentowi, naszym kontaktom i naszemu dynamizmowi, [mamy] własności prawie wszędzie.” (wytłuszczenie – krzyżowiec)

Dal chętnych – dalsza część informacji

Nie chcąc urazić przywódcy Narodu -Którego – Imiena – Nie – Będziesz – Brał- Na Daremno i nie narazić się na przyszycie mi łatki z hakenkrojcem, od komentarza powstrzymam się.
Myślę jednak, że jest on zbędny!
Chwała przedsiębiorcom!

P.S.

dla osób znających hebrajski, polecam:

dla ośób znających węgierski polecam cytat z „Magyar Nemzet” , który przytaczam w oryginale:

„Újabb magyarázat Peresz kijelentésére
Simon Peresz izraeli államfő októberben Tel-Avivban elmondott beszédével senkit nem akart megbántani, csupán az ország gazdaságának helyzetére kívánta felhívni a figyelmet – közölte Izrael budapesti nagykövetsége. Hozzátették: természetes, hogy modern demokráciákhoz illően senkit nem akart arra buzdítani, hogy más országok életébe, belügyébe beleavatkozzon. Ismert: az elnök egy tel-avivi fórumon kijelentette, „felvásároljuk Manhattant, Lengyelországot és Magyarországot”. Peresz szóvivője később azt mondta, nem szólítottak fel az üzletembereket arra, hogy „úrrá legyenek egyik vagy másik államon”. (MN)”

Komisja Episkopatu przeprasza – znowu o gen. Franco czwartek, List 22 2007 

„Przewodniczący Konferencji Episkopatu Hiszpanii biskup Bilbao Ricardo Blazquez poprosił o wybaczenie za niektóre „konkretne działania” hiszpańskiego Kościoła z czasów wojny domowej.

bp. Blazguez i Wałęsa

(na zdj. bp. Balzquez i Lech Wałęsa)

Według lewicowej gazety „El Pais“ wielu hierarchów „zaniemówiło“. Ten bezprecedensowy gest oznacza bowiem radykalną zmianę podejścia do tego okresu hiszpańskich dziejów. Dotąd Kościół uważał się za ofiarę konfliktu zbrojnego z lat 1936 – 1939, a w najgorszym razie za biernego świadka.

W przemówieniu otwierającym poniedziałkowe plenarne posiedzenie episkopatu biskup Blazquez poświęcił dużo miejsca rehabilitującej republikanów ustawie o pamięci historycznej, która budzi w Hiszpanii ogromne emocje. Mówił, że choć za wiele czynów i za wielu ludzi należy dziękować Bogu, to za inne „konkretne działania powinniśmy prosić o wybaczenie, nie uzurpując sobie prawa do osądzania bliźnich”.

– Oczyszczenie pamięci, do którego zachęcał nas Jan Paweł II, zakłada zarówno przyznanie się do ułomności i grzechów, jak też zmianę postawy i postanowienie poprawy – powiedział.- Każda grupa ludzi, społeczeństwo, Kościół, partie polityczne, związki zawodowe, ma prawo przypominać swą historię i pielęgnować własną pamięć – ciągnął biskup. Jednak – tu powtórzył główny zarzut prawicowej opozycji wobec ustawy o pamięci historycznej, będącej dziełem socjalistycznego rządu Jose Zapatero – nie trzeba przy tym „otwierać ran ani podsycać uraz”. Biskup mówił o wojnie domowej w przeddzień rocznicy śmierci Francisco Franco (20 listopada 1975 r.), którą sympatycy generała uczcili, między innymi pielgrzymując do jego mauzoleum w podmadryckiej Dolinie Poległych.

Była to prawdopodobnie ostatnia taka pielgrzymka, bo ustawa o pamięci historycznej, która wkrótce wejdzie w życie, wyraźnie nakazuje usunięcie wszelakich frankistowskich symboli z miejsc publicznych oraz „odpolitycznienie” Doliny Poległych. O tym, że nie wszystkim się to podoba, świadczyły okrzyki uczestników mszy odprawionej tam w sobotę za duszę Franco: „Zapatero, s… syn!”, „Niech żyje Franco!”

tekst za: http://www.rp.pl/artykul/70587.html

(wytłuszczenia moje – Krzyzowiec)

ode mnie: pytanie za 100 pkt, skąd supozycja autora donosu, że Kościół przeprosił? Przecież Konferncja Episkopatu to pozakanoniczny (s)twór, taki klub dyskusyjny biskupów, którego komunikaty i zarządzenia mają o tyle wiążaca moc prawną, o ile zatwierdzą go ordynariusze powszczegolnych decyzji.

Niemniej jednak zachowanie JE ks. bp Ricardo Blazqueza może dziwić, zwłaszcza w kontekscie ostatniej beatyfikacji męczenników hiszpańskiej rewolucji.Z jednej strony Pan nasz Jezus Chrystus nakazywał nadstawiać drugi policzek, z drugiej strony kapitulacja i służalczość Kościołowi nigdy nie wyszłą na dobre – vide przykład Francji porewoliucyjnej i w okresie wdrażania ustaw o rozdziale Koscio0ła od państwa.

Niestety Kościół przeszedł ostatnio długą drogę od Kościoła Wojującego, przez Kościół Piegrzymujący do Kościoła Przepraszającego.

P.S.A ja przepraszam że codziennie piszę o Hiszpanii, czas zmienic temat.

20N A.D.2007 – 32 rocznica śmierci gen. Franco wtorek, List 20 2007 

Dziś będzie patetycznie, wzniosło, ciemnogrodzko i „faszystowsko”.🙂 32 lata temu w stołecznym królewskim mieście Madrycie odszedł na wieczną wartę gen. Francisco Paulino Hermenegildo Teódulo Franco y Bahamonde Salgado Pardo, El Caudillo de la Última Cruzada y de la Hispanidad, El Caudillo de la Guerra de Liberación contra el Comunismo y sus Cómplices.

Postać do dzisiaj znienawidzona przez lewicowcó na całym świecie
oraz przez ich miękkokostnych sojuszników spod znaku chadeckiej pseudoprawicy. „Faszysta”, dyktator, klero-oszołom, morderca, dla jednych, dla innych mąż opatrznościowy zesłamny przez Boga na ratunek Hiszpanii przed losem Rosji Sowieckiej.

W testamencie Franco pisał: Pamiętajcie, że wrogowie Hiszpanii i cywilizacji chrześcijańskiej nie śpią. Czuwajcie zatem i Wy i przedkładajcie najwyższy interes Ojczyzny i ludu hiszpańskiego nad jakiekolwiek plany osobiste.

Niestety, system Franco nie przeżył jego twórcy. Wychowany na następcę reyes catolicos Jan Karol de borbon okazał się groteskowym królem- błaznem, zaiste godnym postepowej, izabeliańskiej linii Burbonów z której sie wywodził! Król, który złamał przysięgę skłądaną na świętą Eewangelię, ktory podpisuje ustawy zezwalające na parodystyczny spektakl „małzęństwa” chorych osób tej samej płci, król, który jest tylko wisienką na republiokańskim torcie.

Czy o takim władcy myślał caudillo Franco?

Musicie zdobywać sprawiedliwość społeczną i kulturę dla wszystkich ludzi zamieszkujących Hiszpanię i uczynić to swoim nadrzędnym celem. Zachowajcie jedność Hiszpanii, sławiąc w bogatej różnorodności jej regionów źródło jedności Ojczyzny.W chwili, gdy zbliża się moja ostatnia godzina, chciałbym połączyć w jedno takie słowa, jak Bóg i Hiszpania, a także wszystkich Was wziąć w ramiona, by stojąc u progu śmierci po raz ostatni wznieść z Wami okrzyk: Naprzód Hiszpanio ! Niech żyje Hiszpania !

Franciso Franco! ¡Presente!
¡Arriba Espana!

p.s. 71 lat temu, 20 listopada 1936 r. w różnych częsciach ogarniętych rewolucyjną pożogą Hiszpanii zginęły dwie różne postaci. Lewacki zbrodniarz Bonawentura Durutti i przywódca faszyzującej Falangi Jose Antonio Primo de Rivera. Pierwszy zastrzelony najprawdopodobniej przez własnego ochroniarza , drugi rozstrzelany na dziedzińcu więzienia w Alicante.
Jeden i drugi stali sie męczennikami swoich obozów.
W ten symboliczny dzień 20 listopada 1936 r. zginęły symbole dóch przeciwstawnych sobie wizji Hiszpanii. Kto z nich ostatecznie wygrał?

Podczas, gdy Hiszpania Franco i Jose Antonio jest systematycznie rugowana z ulic i placów hiszpańskich miast, zwycięża rozwrzeszczana, prymitywna i antyklerykalna Hiszpania Szewczyka Zapatero. Bonawentura Durruti musie być z niego dumny w 7 kręgu piekieł, wydzial polityczny, sekcja lewaków, komórka anarchistów.
Heroe del Pueblo nie słyszy okrzyków „Jose Antonio! ¡Presente!” w Valle de los Caidos. Zresztą, pewnie już w następnym roku nikt nie bezie krzyczał, a Durruti i jego wspólnicy zostaną oficjalnie „beatyfikowani” przez państwo szewczyka dratewki.

Następna strona »