Książka znanego francuskiego pisarza Jeana Raspail’a wg zamiarów autora ma „ilustrować ideę władzy królewskiej abstrahując przy tym od kwestii personalnych czy zamysłów natury politycznej”.

Młody Faramund Bourbon to nosiciel depozytu monarchii, jej personifikacja. Kraj, ktory mógłby być jego doczesnym królestwem nie zdaje sobie nawet sprawy z istnienia tego młodego i zapomnianego przez wszystkich arystokraty, który przemierza Francję wzdłuż i wszerz w towarzystwie swojej wiernej siostry i dworu. Choć to ledwie trzyosobowy dwór, to reprezentuje wszystkie trzy stany. Stany Starej Francji, córy Kościoła, która ukłuta wrzecionem rewolucji zasnęła i śpi.
Może śpi między żałosnymi szczątkami doczesnymi antenatów obywatela Capeta w Sanit Denis? A może między mieniącymi się różnokolorowym blaskiem szkłami witraży w Reims?
Raspail daje nadzieję. Przedstawia nam bezbronnego młodzieńca, przeznaczonego do wielkości. Zadaje pytania: jeśliby rzeczywiście mógł rządzić? Jeżeli byłby otoczony wspaniałym dworem pełnym pochlebców, jeśli na dźwięk jego imienia, jak na dźwięk imienia jego praszczura Ludwika XVI drżałyby tchórzliwe serca na połowie kontynentu?
Faramund jednak nie będzie miał realnej władzy doczesnej. Jego postać przypomina momentami Chrystusa podczas modlitwy w Ogrójcu, rozdartego i osamotnionego w cierpieniu. Przypomina także postać z innego kręgu kulturowego św. Wielikomuczenika Cara Lazara Chreblajanowicza, którego we śnie postawiono przed wyborem: mieć wielką Serbię tu i teraz na tej ziemi, czy dać zbawienie swojemu ludowi i dać mu Wielką Serbię w niebiańskiej ojczyźnie.Za zbawienie swojego ludu oddał życie na Kosowym Polu.
Faramund broni się przed danym mu ciężarem. Jest świadomy niebezpieczeństw, choć nie świadomy jakie siły czyhają na jego życie, na czele z jezuickim renegatem – oficerem policji.
W końcu Faramund przyjmuje swój dany mu od Boga Kielich. Zostaje koronowany na Króla w obecności garstki, ostatnich wiernych. Namaszczony świętym olejem przyniesionym z nieba przez białą gołębicę, relikwie pochodzaca jeszcze od Chlodwika, skarb który przetrwał rewolucyjny folwark zwierzęcy, lata masońskich prześladowań Kościoła i dotrwał do współczesnych, nijakich czasów.
Czystości Faramunda przeciwstawia nasz świat. Świat w którym księża wolą wyświechtaną, dziurawą marynarkę od staromodnej sutanny, w którym nie ma miejsca na szlachetność a rycerze i książęta krwi występują wyłącznie jako postaci z filmów i książek.

Faramund jest takze odkupicielem. Jego cierpienie ma tez odkupic monarchie zbrukana przez miernoty na tronie i półplebejskich uzurpatorów z Korsyki.

Pierwszy raz w trackie czytania książki miałem łzy w oczach. Niestety, nie ma szans by to właśnie ona stała się pocałunkiem, który obudzi ze snu śpiącą Starą Francję i na zawsze pogrzebie trupa kurtyzany we frygijskiej czapce, na którą jej arabski sutener krzyczy gardłowo „Marianna”..

Reklamy