dzisiaj oglądałem wieczorną panoramę. Zobaczyłem grupę zatroskanych młodych Polaków(?) protestujących przeciwko znienawidzonemu Kaczorowi w stolicy Szkocji. Z rosnącym zrozumieniem godnym pp. Lisa i Olejnik, zatroskany niczym Donald Kaszub widziałem moich rodaków krzyczących „spieprzaj dziadu”, wymachujących flagami narodowymi i dziwnymni trasparentami z napisem w języku angielskim.

Szef zbiegowiska wyjasnił ciekawskim dziennikarzom, że to wina obecnej ekipy że wyjachali z kraju, że się go wstydzą a najbardziej tego kaczora co to przyjechał.

W oczach tego młodzieńca widziałem nienawiść do kaczyzmu i rewolucyjny zapał. Dobry byłby z niego czekista, jakby powiedział Czapajew.

Domniemuję, że ta awangarda proletaryatu to elita tamtejszej Polonii. Czyli jednak mam rację, że na tzw. Zachodzie nie szukam kontaktu z rodakami. Zdenuncjpowaliby mnie jako faszystę i może nawet poddali eutanazji jako nieuleczalnego wariata?

Całe szczęście zbiegowisko nadzorowało dwóch szkocich bobbys patrząc z politowaniem i flegmą na te wrzaski czerwnego od mrozu i zdenerowania młodzieńca i jego kadrowej spontanicznie skrzyknietej internetem z całej Szkocji Podstawowej Organizacji Partyjnej.

Czyżby wzięli „naszych” za wariatów?

Reklamy