Notowania Marii Kaczyńskiej idą w górę! Idą konsekentnie ku zdumieniu „ałtorytetuf” z lewej strony które zdążyły już wyszydzić Panią Prezydent za brak urody (na marginesie – pp. Środa, Waniek i Sierakowska też do urodziwych nie należą, ale de gustibus…) rzekome nie udzielanie się w życiu publicznym i brak medialnej ogłady, tak ukochanej u Wielkiej Matki Jolanty.

maria kaczynska

Cenię sobie Panią Przezydent za jej grację i urok osobisty (z zastrzeżeniem że „de gustibus ..” oczywiście). Cenię sobie jej polityczny instynkt i wpływ na męża, po kórym wnioskuje, że wbrew pozorom w Parze Przeydenckiej to Pani Prezydentowa gra pierwsze skrzypce.
Zastanawia mnie tylko, że notowania Pani Przeydnt idą w górę nie tylko u mnie, ale o zgorzo, u onych „ałtorytetuf” , o których mowa wyżej. Okazuje się bowiem że dla Salonu Pani Prezydentowa jest bardziej swoja (czytaj postępowa) niżby się wydawało.

Najpierw były komentarze wujów „dobra rada” zza Odry – Pani Prezydentowa jest „gut” bo z męża eurosceptyka zrobiła „ostrożnego euroentuzjastę”. W ogóle to Pani Prezydentowej nikt nie docenia, ale jeszcze chyba pokarze wszystkim że jest graczem prawie niezależnym.

No i przyszedł 8 marca, są wiązanki goździków i prezenty, jest spotkanie w Pałacu Preszydenckim, na które para Przedencka zaprasza czołowe postępowe dziennikarki na czele z oberredaktorką Osiecką. Pani Prezydentowa podpisuje w ich obecności apel do parlamentarzystów, by nie zmieniali ustawy zasadniczej tak, by w konsekwencji wprowadzić całkowity zakaz aborcji.. (cytuję za (der) Dziennikiem). Potem rozpętała się burza – o. T. Rydzyk wyraził zaskoczenie – bo swoja okazała się „cudza”, GazWyb – toże, ale w innym tonie, bo okazało się że „swoja”. Potem Pan Prezydnet był oburzony, że obrażono Pania Prezydentową, media postępowe łaczyły się w tym oburzeniu.

CZy można być konserwatystą i katolikiem tylko trochę? Widać można, pod warunkiem że się jest „chadekiem”. To modne określenie zrobiło karierę. Jest bardzo chwytliwe – zrobiło karierę o wiele większą niż takie wyrażenia jak „powiem prawie całą prawdę”, „kocham cię trochę”, „wierzę ci ale tylko częsciowo”. Być chadekiem to znaczy pokazywać się w kościele, głośno mówić o tym, że się jest katolikiem ale na każdym kroku podkreślać swoją postępowość i odcinać się od „przedwojennej pobożności” „Ciemnogrodu” i klerykalizmu.

Chadek może powiedzieć -” tak -jestem katolikiem, ale chcę by kobieta miała prawo wyboru co robi ze swoim ciałem” , ” Europa nie jest klubem chrześcijan. Jeżeli jest jakimś klubem, to klubem wartości podstawowych”, „wierzę gorąco, ale nie chcę narzucać się z krzyżem w miejscu publicznym, żeby nie obrazić uczuć religijnych innowierców i ateuszy. Chadek podchodzi do Kościoła w sposób instrumentalny, traktuje Go jak element a nie punkt orientacyjny w swojej ideologicznej układance.

Pani Maria Kaczyńska i w ogóle rodzina Pana Prezydnta to piękny przykład na to, czym jest w istocie środowisko skupione wokół braci Kaczyńskich.

Z jednej strony niby prawicowe – chętnie opowiadające się za obniżeniem podatków, uwolnieniem przedsiębiorców z kajdan fiskusa, walczace o ochronę życia występujące przeciwko promocji zboczeń i opowiadające się za przywróceniem kary smierci.

Z drugiej strony to środowisko lewicujące – obok promocji przedsiębiorczości – tzw. wrażliwość społeczna, rozdęte przywileje branżowe i dyktatura związków zawodowych.

Wreszcie Przezydent , który niby jest za karą śmierci i przeciwko pełzającej tęczowej rewolucji – ale nikomu nie zamierza narzucać swoich poglądów.

Konserwatysta, który opowiada się przeciwko wpisaniu ochrony życia do Konstytucji R.P. ?
Chyba jednak rację miał o. T. Rydzyk mówiąc o politycznej schizofrenii braci Kaczyńskich. Zresztą – zakłądając, że PiS jest chdecki mamy wreszcie pewność, że nic nie dzieje się przez przypadek i że posłowie Górski i Zawisza to tylko konserwartywan wisienka na torcie.

Patrząc na środowisko PiS zupełnie z boku, nie trudno odnieść wrażenia, że przypomina ono podwórkową ekipę Stefka Burczymuchy. Stefek to taka postać z bajki dla dzieci, który chwali się wszem i wobec jaki nie jest dzielny, ile to nie może ale w gruncie rzeczy to pokojowo usposobiona do świata poczciwina.

PiS rozpoczyna zawsze od wysokiego C – zlikwidujemy, rozliczymy, obniżymy, ułatwimy, zaostrzymy etc. Ktoś kto rzuca takie hasła winiem mieć nie tylko spójny i logiczny program ale nadto kadrę potrzebną do jego realizacji. Tymczasem nasze Stefki nakrzyczą się, zaczną robotę a potem zachowują się z gracją godną słonia w skłądzie porcelany.Finalny efekt jest tylko żałosnym odbiciem początkowego planu, konstrukcja jest chwiejna i rozwali się w drobny mak przy byle wietrze.

Przykład – reforma wymiaru sprawiedliwości i korporacji prawniczych. Czy nie lepiej było zagrać w większą gracją i nie prowadzić ofensywy na wszystkich frontach? Czy nie lepiej było przygotować całościowy plan naprawy trzeciej władzy a potem konsekwentnie go realizować bez wojny szarapanej i „podśmiechujek” ze szczyla – ministra na korytarzach sądowych, w zaciszach kancelarii w zadymionych pokojach sędziowskich i prokuratorskich?

Drodzy rządzący! Tak naprawdę cały ten Układ to tylko krzykliwa myszka udająca tygrysa. Proponuję więc lekturę ostatnich wersów przywołanego na wstępie wiersza Marii Konopnickiej.

Idzie ojciec, służba cała,
Patrzą… a tu myszka mała
Polna myszka siedzi sobie
I ząbkami serek skrobie!..

Advertisements