Motto: „Są ludzie, co złożyli przysięgę Republice jednej i niepodzielnej, potem przysięgę Dyrektoriatowi w pięciu osobach, potem Konsulatowi w trzech osobach, potem Cesarstwu w jednej osobie, potem pierwszej Restauracji, potem znowu Cesarstwu, wreszcie przysięgli Restauracji drugiej i coś jeszcze zachowali dla Ludwika Filipa. Ja tak bogaty nie jestem. Idę za orszakiem pogrzebowym starej monarchii jak pies nędzarza”. – François-René, wicehrabia de Chateaubriand (1768–1848)

 

Krzyżowiec’s back with the bang? No chwilowo na to wygląda! Korzystając z chwilowego bezrobocia i bezsenności zasiadam przed laptopem.

Tym razem pragnę podzielic się małą refleksją na temat współczesnego konserwatyzmu a raczej tego co z niego zostało.

A że współczesny „konserwatyzm” to najczęściej serwilizm wobec postępowego świata, ubrany w zatęchły, nibykonserwatywny kostium, to wymyśliłem takiego dziwoląga jak ko-serwizilm.

Weźmy taki przykład: frakcja Konserwatystów i Reformatorów (European Conservatives and Reformists ) w Parlamencie Europejskim. Jak czytamy na stronie internetowej tej szacownej partyi  kierować się ma ona  postanowieniami tzw. deklaracji praskiej , takim sobie nibykonserwatyznym dekalogiem.

Dekalog konserwatywnych reformatorów czy też może lepiej reformujących się konserwatystów nie powala. Co prawda jest trochę liberalizmu gospodarczego i indywidualizmu z jednej strony a z drugiej obrona państwa narodowego przed eurokratami i tradycyjnych społeczeństw lokalnych przed utopią multikulti

Konserwatysta na pierwszym miejscu dekalogu widziałby odwołanie do Boga Trójjedynego i Świętej Ąpostolskiej Wiary Katolickiej (biorąc pod uwagę obecność we frakcji anglikanów i innych protestantów zrozumiałbym że mogłoby tu znaleźć się co najwyżej odwołanie do Boga i chrześcijańskich korzeni Europy)

Niestety próżno szukać takich odniesień w całej deklaracji praskiej.

W pierwszych dwóch jej punktach mamy za to wyraźne wskazanie na liberalny model gospodarki i jakie-takie akcenty wolnościowe:

  1. Wolna przedsiębiorczość, wolny i uczciwy handel i konkurencja, minimum regulacji, niższe podatki i mniejszy udział rządu jako czynniki najlepiej zapewniające wolność osobistą i dobrobyt w wymiarze jednostkowym i narodowym.
  2. Wolność jednostek, większa odpowiedzialność osobista i większe poszanowanie zobowiązań wobec demokratycznych wartości.

Punkt trzeci to bełkot, w którym chodzi chyba o dywersyfikację dostaw energii i osławione bezpieczeństwo energetyczne europy, przy[prawione ekolewackim bełkotem o „czystej enrgii”. Mamy więc:

3. Trwałe dostawy czystej energii z naciskiem na bezpieczeństwo energetyczne.

No i gdzie ten konserwatyzm?

acha jest punkt 4:

4. Znaczenie rodziny jako fundamentu społeczeństwa.

I to tyle moi drodzy, w całej szumnej deklaracji.

Żeby oddać sprawiedliwość, dalej mamy sporo o Europie Ojczyzn i spowolnieniu owczego pędu euroentuzjastów (pkt 5,9), ograniczenie unijnej biurokracji (pkt. 10), nie dla multikulti tak dla zrównoważonego rozwoju społeczeństw lokalnych (pkt 7i8), zaakcentowanie sojuszu z USA (pkt6).

Może się czepiam, ale to wyraźne pominięcie konserwatywnych treści w programie partyi mieniącej się być ostoją konserwatyzmu jest znamienne. Widać to  chociażby po sprawie wyboru następcy M. Kamińskiego na stolec jej szefa. Mamy bowiem do czynienia z woborem dwóch podróbek . Konsekwentnych reformatorów konsekwentnie oszukujacych wszystkich, dookoła nie wykluczając siebie, że są konserwatystami.

Taki oto Jan Zahradil: autor projektu ustawy o związkach homoseksualnych i zwolennika legalizacji marihuany, który jeszcze do niedawna uznawał Polskę za kulę u nogi Czechów majacych euroaspiracje

No a weźmy drugiego faworyta Timothy’ego Kirkhope’a, który upiera się, by Konserwatyści i Reformatorzy poparli deklarację przygotowaną przez socjalistów, wzywającą do równego traktowania związków hetero i homoseksualnych.

Przypomina to José María Aznara, kumpla Leszka Millera. Ten też jest nibykonserwatystą, głownie dlatego, że pozostaje w opozycji do rządzącej Królestwem Hiszpanii partyi lewackiej – PSOE. To dzięki jego nowoczesnej i otwartej prawicy Hiszpania doświadczyła legalizacji związków partnerskich jeszcze przed szewczykiem Zapatero.

Jeszcze bardziej przypomina naszych dzielnych rycerzy Kolumba, na czele z posłem Rasiem, czy też redaktora Wołka (wszak z Kamińskimwoził ryngraf gen Augusto Pinochetowi i co z niego wyrosło – konserwatywna frakcja GazWybu)

Gdzie puenta? Ano jak to w wyliczance hrabiego ze wstępu – gdy cała niby prawica idzie na kompromis ze światem wolę by ultrasem. Choc moje pozycje jeszcze pięcdzisąt lat temu uchodziłyby za ledwo prawicowe, dziś są ultarprawicowe, za 20 lat mozna będzie za nie zaliczyc 10 lat łagru a za 20 dożywotni pobyt w psychuszce.

W końcu za 20 lat ciemny lud wybierze między socjalizmem z niebieską naklejką (kojarzy się ze statecznością) a socjalizmem z czerwona naklejką(kojarzy się z jakobińską ideowością). Zresztą czy dopiero za 20 lat czy już nie jesienią?

Reklamy