Kiedy opadła groza pogasły reflektory odkryliśmy że jesteśmy na śmietniku w bardzo dziwnych pozach” pisał wieszcz Zbigniew Herbert. Kiedy opadły emocje po przegłosowaniu, że” ludobójstwo na Wołyniu” było czystka etniczną o znamionach ludobójstwa  dziennikarze ruszyli dobija rannych. Padło na posła Solidarnej Polski z Podkarpacia Mieczysława Golbę, który ” w ostrych słowach” podczas debaty sejmowej nad „uchwałą wołyńską” stwierdził: 

kordan_upa

ilustracja z książki Aндрій Кордан “Козак” „ОДИН НАБІЙ З НАБІЙНИЦІ”

„Pochodzę z miejscowości Wiązownica, która w kwietniu 1945 roku została spalona przez bandę UPA, oddział „Mścicieli”. Spalona została cała wieś, w tym dom moich rodziców. Na tej sali jest poseł, którego ojciec działał w tej bandzie – powiedział w trakcie przemówienia w Sejmie Mieczysław Golba. Słowa te padły w trakcie dyskusji nad określeniem zbrodni wołyńskiej mianem ludobójstwa.[1]

Nietrudno zgadnąć, że poseł Golba mógł mieć na myśli tylko jednego posła na sali sejmowej, o którym powszechnie wiadomo, że jego ojciec aktywnie działał najpierw w strukturach OUN(B) a potem w UPA. Wiedziała o tym nawet niezbyt uważająca na lekcjahgc historii pannica z Zatem nieustalona przez mnie WSI24, która zapytała posła Mirona Sycza ( bo oni  mowa ) temi słowy:

 Czy pana ojciec brał udział w rzezi wołyńskiej? 

– Absolutnie nie. To było w powiecie jarosławskim i nie miał w tym absolutnie nic wspólnego – zapewnia poseł PO. I dodaje: – Jestem dumny, że miałem takiego tatę.[2]

Tym samym wieś Wiązownica, zacna siedziba Gminy Wiązownica w Powiecie Jarosławskim nagle przyłączono głosami polskich dziennikarzy do Wołynia.  O poziomie polskiego dziennikarstwa niech świadczy resume wystąpienia posła Mirona Sycza, podane przez niezawodny Readers Digest polskiego świata lemingów- portal Onet.pl

Sycz w rozmowie z TVN24 zaprzeczył, że jego ojciec brał udział w rzezi wołyńskiej. Jak wyjaśnił, mieszkał on w powiecie jarosławskim, a nie na Wołyniu. – On nie miał z tym nic wspólnego – mówił. Dodał, że jego ojciec znalazł się w sytuacji bez wyjścia: musiał wybierać między Armią Czerwoną a UPA. – A wcześniej służył w Wojsku Polskim i bronił Rzeczpospolitej przed napaścią hitlerowską – powiedział Sycz na antenie TVN24.[3]

I co z tego wynika? No przede wszystkim to, że zadającemu pytanie dziennikarzowi ale i zatrudnionemu w Onecie wklepywaczowi, który krótki wywiad z panem posłem był streścił,  nie mieści się głowie, że oprócz Wołynia OUN(b) zgotowało naszym rodakom „czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa”  również na terenie Małopolski Wschodniej (tłumaczenie dla poiltpoprawnych : Galicji Wschodniej i Podkarpacia aż po dzisiejsze województwo małopolskie), na Chełmszczyźnie i Lubelszczyźnie.

Wieś Wiązownica (ukra. В’язівниця) położona jest w powiecie jarosławskim, co oczywiście wywodzący się z  „українського населення Надсяння” Myron Oleksandrowycz Sycz  wie doskonale. Zresztą poinformował o tym indagującego go dziennikarza.

O okolicznościach akcji UPA we Wsi Wiązownica przeczytać można chociażby w  wydanych w serii „Biblioteki Zakerzonii” wspomnieniach Andrija Kordana „Kozaka” zatytułowanych „Jeden nabój z ładownicy[4] . Oddajmy głos druhowi „Kozakowi”:

Gdzieś końcem kwietnia 1945 roku sotnia komendanta „Szuma” pod dowództwem komendanta kurenia „Zaliznjaka” przeprowadziła akcję odwetową na wieś Wiązownicę, w której miała siedzibę banda rabunkowa, napadająca na okoliczne wsie ukraińskie, zabijała i grabiła bezbronnych włościan. Jak doniósł zwiad, we wsi znajdowało się wówczas 300-400 uzbrojonych członków Wojska Polskiego, Milicji Obywatelskiej oraz miejscowej, wiejskiej bandy, a także oddział bolszewicki, który stacjonował w położonym nieopodal folwarku.

Nad ranem rozpoczęto atak na Wiązownicę.  Pod silnym ogniem naszych karabinów maszynowych wróg był zmuszony wycofać się, wioskę zdobyliśmy i częściowo spaliliśmy. O świcie „Zaliznjak” umówionym sygnałem – zieloną racą z rakietnicy dał rozkaz odwrotu. Tymczasem wróg zreorganizował swoje siły i począł nas ostrzeliwać. Zginęło kilku strzelców, a kilku zostało rannych. Jak później doniósł zwiad , wróg poniósł wielkie straty. O dokładnym rezultacie akcji, jeżeli chodzi o liczby, nie piszę, bo nie byłej uczestnikiem bitwy, ale słyszałem co mówili ludzie i widziałem meldunki zebrane w archiwum kurenia, których dokładnie nie potrafię przywołać.

Szczegóły mogą opowiedzieć uczestnicy tej bitwy, którzy ocaleli i żyją na Zachodzie, ich pseudonimy: „Wus”, „Stalewyj”, „Kowalenko”.

 W relacji strony banderowskiej mowa jest o „częściowym spaleniu wsi” i „wielkich startach” strony polskiej oraz o udziale w akcji sotni (kompanii) Iwana Szymanskoho „Szuma” czyli 97 sotni „Mesnyky 2” („Mściciele 2”), wchodzącej w skład kurenia (batalionu) „Mesnyky” Ukraińskiej Powstańczej Armii należącej do 27 Odcinka Taktycznego „Bastion” VI Okręgu Wojskowego „Sian” („San”). Dowódcą kurenia i jak wynika z relacji „Kozaka” bezpośrednim dowódca akcji odwetowej na Wiązownicę w był były komendant posterunku Ukraińskiej Policji Pomocniczej w Rawie Ruskiej Iwan Szpontak „Zaliznjak” (pol. „Żeleźniak” – pseudonim od przywódczy Koliszczyzny Iwana Żeleźniaka)

Zatem nieżyjący ojciec posła Sycza  Aleksander (Ołeksandr) należał do kurenia który brał udział w spaleniu Wiązownicy. Czy brał jednak bezpośredni udział w akcji ? Tu istnieją nie dające się rozstrzygnąć wątpliwości.

Po pierwsze nie żyje sam zainteresowany, po drugie nie znam źródeł polskich, w tym uzasadnienia wyroku sądu skazującego sycza na KaES. Tymczasem jednak źródła banderowskie temu przeczą.

W książce Petra Wasylenki „Wołosza” o romantycznym tytule „Partyznanśkymy dorohamy z komandyrom Zalizniakom” (Partyznaskimi drogami z komendantem „Zalizniakiem”)  znajdujemy krótkie biogramy poszczególnych upowców – członków kurenia dowodzonego przez . Biogram Ołeksandra Sycza ur. w 1914 r. w Laszkach, powiat jarosławski, podaje, że był on strzelcem sotni Mesnyky – 4 , a zatem dowodzonej przez Dalej czytamy, ze był członkiem OUN już od 1938 r. ( zatem nie można stwierdzić, jak twierdzi jego syn, że podczas wojny obronnej 1939 r. był lojalnym obywatelem Polski) w szeregach UPA od jesieni 1944 r. na początku jako członek podziemnej siatki OUN- UPA a od jesieni 1945 r. w kureniu „Mesnyky” (napad na Wiązownicę był natomiast w kwietniu 1945 r.) Wiosną 1947 r. został ujęty przez żołnierzy WP a następnie skazany przez polski sąd na karę śmierci. Więzienie opuścił w listopadzie 1953 r.[5]

W kureniu „Zalizniaka” był również Mychajło Sycz ps. „Sirko”s. Andrija i Anny urodzony 23 października 1947 r. w przysiółku Onyszki koło Suchej Woli, powiat lubaczowski,  Od wiosny 1945 r. strzelec w sotni Mesnyky-2 (a więc sotni dowodzonej przez „Szuma”) w 1947 wzięty do niewoli, nstaepnie skazy na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Rzeszowie i stracony w Rzeszowie w dniu 2 lipca 1947 r.

Być może więc to Mychajło Sycz a nie Ołeksandr brał udział w napadzie na Wiązownicę?

Jest to wersja prawdopodobna, zatem zgodnie z zasada „in dubio pro reo” możemy uznać że słowa posła Mirona Sycza polegają na prawdzie i jego ojciec nie mia  napadem na Wiązownice nic wspólnego. Należał natomiast do antypolskiej i zbrodniczej organizacji.


[4] Бібліотека Закерзоння Серія „Спогади” Том 4, Андрій Кордан „Козак” „ОДИН НАБІЙ З НАБІЙНИЦІ” Спомини вояка УПА з куреня „Залізняка” Упорядник Микола Дубас Торонто — Львів 2006 s. 124

[5]  Партизанськими дорогами зкомандиром „Залізняком” Drohobycz 1997 zainteresowanych odsyłam pod adres: http://do.gendocs.ru/docs/index-12514.html?page=15

Advertisements