Rozważania czasu Sede Vacante … wtorek, Mar 12 2013 

O godzinie 20:00 28 lutego AD 2013  rozpoczął się vacat na Stolicy Piotrowej.  Od tej daty wszyscy  wierni Świetego Powszechnego Kościoła Katolickiego jesteśmy sedekwakantystami. 

sede vacanteZatem czas na chwilę reaktywować bloga.

Oczywiście tak ważne wydarzenie w życiu Kościoła jak konklawe budzi wielkie zainteresowanie wiernych ale i wrogów Kościoła. Szczególnie teraz, w tym gorącym czasie jak na dłoni widać komu naprawdę zależy na dobru Kościoła, a to traktuje go jako ostatnią tamę chroniącą świat przed zwycięstwem  jego księcia.

Nie oszukujmy się, ci którzy mówią jednym głosem z wrogami Kościoła życząc sobie papieża otwartego na kwestię obecności kobiet w Kościele, kwestię zniesienia celibatu, kwestię rzeczywistej kolegialności Kościoła, kwestię zmiany nauczania Kościoła w zakresie rodziny, prokreacji i bioetyki – Ci ludzie życzą sobie demontażu papiestwa i Kościoła w ogóle, zastąpienia Wikariusza Chrystusowego wyluzowanym sympatycznym dziadkiem, doradcą premierów i prezydentów, który za pośrednictwem mediów może zrugać któregoś z Wielkich za „łamanie praw człowieka”. Marzy im się  taki rezydujący w Watykanie katolicki odpowiednik pogańskiego Dalajlamy – którego nikt nie słucha, ale przez wzgląd na historię  jego urzędu należy mu się jaki taki szacunek. Finalnie i tak przeciętny nastolatek skojarzy tą aurę dziwnego szacunku jaką otoczony miałby być ten watykański starzec jako podobną do dostojeństwa Gandalfa, Mistrza Jody czy innej postaci popkultury.

Głęboko wierzę, że pobożne życzenia modernistów i wrogów Kościoła spełzną na niczym i ostatecznie zwycięży Ten który Kościół założył, a przecież Ten obiecał, że bramy piekielne  go nie przemogą.

Jutro pierwszy dzień konklawe. Według „watykanistów” i „ekspertów”  dojść ma na nim do starcia dwóch kandydatów, różniących się zasadniczo co do roli kurii rzymskiej w Kościele. Na szczęście, a może niestety po przeciwnych stronach nie stanie integrysta i modernista, ale raczej dwie wizje doczesnej organizacji Kościoła.

Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że ani faworyt „kurialistów”  JE kard. Sherer ani faworyt „reformatorów” JE  kard. Scola nie są kandydatami Tradycji katolickiej. Zwycięstwo każdego z nich może jednak paradoksalnie oznaczać faktyczny zmierzch papiestwa w jego dotychczasowej formie i początek ery koncyliaryzmu.

Jeżeli wierzyć medialnym spekulacjom, to wybór kard. Sherera oznacza zachowanie status quo w Kurii Rzymskiej i zgodnie z zasadami romanita wyciszenie  tzw. Vatikaleaks.  Może to odbyć się za cenę wzmocnienia Komitetów Centraln… tfu Konferencji Episkopatów w poszczególnych „Kościołach lokalnych”, czyli  dalszych koncesji na rzecz koncyliaryzmu. To może oznaczać słabą władzę papieską i wszechwładny Sekretariat Stanu i silne rzymskie dyskanterie z przełożeniem na wzmocnienie lokalnych  KC vel KE.

Z kolei wybór kard. Scoli to osłabienie  kurii rzymskiej, kosztem czego? Biorąc pod uwagę poglądy purpurata i jego dialogowanie z innymi kulturami oraz „otwartość” – za pewne również kosztem koncesji na rzecz lokalnych kół dyskusyjnych biskupów (czyt. Pozakanonicznych tworów – Konferencji Episkopatów krajowych). W tym wypadku dobre chęci nie muszą oznaczać dobrych owoców. Reforma kurii w atmosferze oczyszczania z wiekowych brudów może być zapowiedzią nowej rewolucji w kościele. W tym wypadku do przełożenia władzy bezpośrednio na lokalne KE dojdzie bez pośrednictwa Kurii Rzymskiej, czyli słabe papiestwo, słaba kuria rzymska i scedowanie ogromnej władzy na rzecz „Kościołów lokalnych”.

Równie dobrze powyższe scenariusze mogą okazać się całkowicie chybione, zaś każdy z wymienionych kardynałów jako papież może dokonać tego czego zdał się oczekiwać Benedkykt XVI po swoim następcy –wyjaśnienia niedawnych skandali oraz ukarania winnych bez błysku fleszy oraz reformy Kurii ale z przywróceniem silniejszej władzy papieskiej.

Możliwy jest oczywiście scenariusz  jaki już  miał miejsce w czasie Konklawe 1978 r. tzn. patowy klincz pomiędzy konserwatywnym integrystą abp. Giuseppe kard. Sirim a abp. Giovannim kard. Belnellim. W tej sytuacji Kolegium Kardynalskie postawiło na kandydata na pozór egzotycznego jakim był późniejszy bł. Jan Paweł II abp. Karol kard. Wojtyła.

Stąd takim pojednawczym, egzotycznym mandatem może być abp. Malkolm kard. Rajinth   Albert Malcolm kard.  Ranjith. Ech … kardynał Rajith jako Pius XIII…

A na razie pozostaje kontynuowanie ogłoszonej przez abp. Fellaya FSSPX nowenny modlitewnej w intencji wyboru papieża jaka miała miejsce w dniach 1-9 marca br.[i]

Reklamy

Rzecz o Następcach Apostołów wtorek, List 27 2007 

Od godz. 21.37 dnia 2 kwietnia 2005 r. – chwili śmierci Sługi Bożego papieża Jana Pawła II minęło już sporo czasu. Kościół Chrystusowy ma nowego Ojca Świętego Benedykta XVI. Niestety fakt ten nie bardzo chcą uznać polscy biskupi.

na zdj. ks. dr Wojciech Grygiel FSSP podczas mszy w rycie klasycznym (nadzwyczajna forma rytu rzymskiego)
w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze, 24.11.2007r.

Truizmem jest stwierdzenie, że Sługa Boży Jan Paweł II Wielkim Papieżem Był, że wywarł ogromny wpływ na polski Naród, polski Kościół i polskie państwo. Trudno zaprzeczyć, że zmarły papież był przez długi czas interrexem, który sprawował rząd dusz wśród rodaków i w Polskim Kościele, swoistym nadkrólem i nadprymasem.

Nie dziwią spontaniczne wypowiedzi wiernych, że „nasz papież to był ktoś, ten Niemiec to już…” Gorszyć mogą próby pozakonicznej beatyfikacji Sługi Bożego i nazywanie go „świętym” w czym niestety uczestniczy kler wyższy i niższy, w tym sam JE ks. Stanisław kardynał Dziwisz, metropolita krakowski

JE kardynał Dziwisz dokonał również zabiegu ciekawego, z punktu widzenia prawa kanonicznego, zabiegu. W Nowym Targu erygowano parafię „Na Równi Szaflarskiej”. Jak żyje, nie słyszałem o takiej świętej! Niemniej jednak już pobieżny rzut oka na stronę internetową i już widać czyja to ma być parafia.

Z pozoru błahostką wydawać się może fakt, że hucznie świętowany w polskim Kościele Dzień Papieski to tak naprawdę dzień Jana Pawła II, a ściślej wygodny sposób na delikatne przejście od Dnia Papieskiego do wspomnienia błogosławionego Jana Pawła II a potem świętego Jana Pawła II.

Spójrzmy na hasła przewodnie, „tematy” Dni Papieskich::

2001 – „Pontyfikat Przełomów”
2002 – „Jan Paweł II – świadek nadziei”
2003 – „Jan Paweł II – Apostoł Jedności”
2004 – „Jan Paweł II – pielgrzym pokoju”
2005 – „Jan Paweł II – Orędownik prawdy”
2006 – „Jan Paweł II – Sługa Miłosierdzia”
2007 – „Jan Paweł II – Obrońca godności człowieka”

Tylko czemu w tym Dniu Papieskim zapomina się o urzędującym Namiestniku Chrystusa? Ani słowa o Benedykcie XVI , nikt podczas mszy nie zachęcił do modlitw w intencji panującego obecnie papieża… Skoro Święto Wszystkich Świętych jest ku temu okazja, to czemu nie w DNIU PAPIESKIEM?

Ale nie o Słudze Bożym Janie Pawle II będzie mowa.

W dniu 7 lipca 2007 roku papież Benedykt XVI wydał list apostolski motu proprio „Summorum Pontificum” dopuszczający do swobodnego szerokiego użytku, jako nadzwyczajną formę rytu rzymskiego msze trydencką, wg Mszału św. Piusa V, w typicznym wydaniu błogosławionego Jana XXIII.

W art. 2 Motu Proprio czytamy:

Art. 2. W Mszach odprawianych bez udziału ludu każdy kapłan katolicki obrządku łacińskiego, diecezjalny czy zakonny, może używać albo Mszału Rzymskiego ogłoszonego przez błogosławionego Jana XXIII w 1962, albo Mszału Rzymskiego ogłoszonego przez Pawła VI w 1970, i to każdego dnia z wyjątkiem Triduum Wielkanocnego. Dla takiej celebracji, przy użyciu tego czy drugiego Mszału, kapłan nie potrzebuje żadnego pozwolenia ze strony ani Stolicy Świętej, ani Ordynariusza.

Art. 12 in fine stanowi natomaist, iż : Zarządzamy, aby wszystko to, co zostało postanowione przez Nas w tym Liście Apostolskim wydanym w formie motu proprio, było obowiązujące i prawomocne oraz było zachowywane od dnia 14 września tego roku, czyli od święta Podwyższenia Krzyża Świętego, bez względu na wszelkie przeciwne zarządzenia. (wytłuszczenia moje – Krzyżowiec)

Tymczasem Następcy Apostołów zgromadzeni na 341. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie w dniach 2 i 3 października 2007 r. ustalili wskazania dotyczące sprawowania Mszy św. według ogłoszonego przez papieża Benedykta XVI w dniu 7 lipca 2007 r. listu apostolskiego w formie Motu Proprio Summorum Pontificum.

Komentarze do tego aktu, nie bójmy się tego słowa, rebelii przeciwko Ojcu Świętemu przertoczyły się po czasopismach, blogach, forach i portalach skupiających katolików przywiązanych do Tradycji Katolickiej.

Nie będę komentował tej godnej pożałowania decyzji. poza jednym:

Całkowicie niezrozumiałe z punktu widzenia katolika jest sabotowanie Ojca Świętego, Następcy św. Piotra przez innych biskupów – Następców Apostołów. Razi także pewein relatywizm, z jednej strony mityczni w niektórych kręgach lefebryści to ochydni schiozmatycy nieposłuszni papieżowi i gardzący Stolicą Apostolska. Z drugiej strony świadomy, hardy i pyszny opór wobec Ojca Świętego.., Dlaczego? Pewnie papież Raztinger nie rozumie mszy Jana Pawła II Wielkiego, a co gorsza śmie odrzucać Jeszcze Nowszy Testament – Sobór Watykański II (ciekawe że Jan Paweł II odprawiał msze w klasycznym rycie jako msze prymicyjną i jako pierwszy dostrzegł potrzebę uregulowania statusu mszy w rycie klasycznym w motu proprio Ecclesia Dei, ale to inna para kaloszy).

Decyzja biskupów wydaje już swoje owoce. W mieście Łodzi zebrała się „stabilna grupa wiernych” , która znalazła księdza, proboszcza parafii św. Józefa, który zgodził się odprawiać „po staremu”. Na mszę klasyczną przychodziło ok. 200 osób. Powoli zainteresowanie zaczęły wykazywać grupy z innych parafii. Łodzianie byli licznie obecni na IV Pielgrzymce Tradycji Katolickiej w dniu 24.11.2007 r. na Jasnej Górze – dodajmy dziękczynnej pielgrzymki za wspomniane wyżej Motu Proprio (relacja jasnogórska,  der dziennikowa – jak zwykle odwracająca kota ogonem ).

I co zrobili łodzianie 25 listopada br ? poszli tłumnie na mszę, chcąc spotkać się z Bogiem w Bezkrwawej Ofierze Jego Syna na mszy św. w rycie klasycznym co było zamiast tego, jak donosi forum krzyz.diw.pl i forum Frondy:

„Ku zdumieniu wszystkich ksiądz proboszcz zaczął odprawiać mszę po polsku. Widząc konsternację szybko wyjaśnił powody: no niby jest Motu Proprio, ale episkopat w każdym kraju różnie to interpretuje. Nasz episkopat też tworzył w tym czasie wytyczne, które teraz obowiązują. Wg nich ksiądz może odprawiać tridentinę tylko raz bez zgody biskupa. On sam już odprawiał dwa razy i trzeci raz nie może. A jeśli (nie daj Boże) chce odprawiać regularnie to musi mieć zgodę. O zgodę wystąpił, ale odpowiedzi jeszcze nie dostał (pewnie dlatego, że rekolekcje były). Po mszy zbierano podpisy wiernych pod prośbą o prowadzenie mszy trydenckiej przez kościół Św. Józefa. (por tekst na katolicy.net)”

Biskupi polscy nie rozumieją widać wiatru wiejącego od Rzymu. Nie rozumieją potrzeby „reformy reformy” zapoczątkowanej przez papieża z Niemiec. Nie chcą widzieć, że wraz z podziękowaniem abp Mariniemu, specjaliście od nagich tancerek i potępieńczych wrzasków, przepraszam śpiewów afrykańskich, zaczęły się nowe, lepsze i bardziej poukladane czasy.

Na MSzy św. (wg rytu zwyczajnego) wrócił krzyż i świeczniki na ołtarz pański, przed którymw Bazylice św. Piotra Ofiarę sprawuje Ojciec Święty, wraca dostojny chorał gregoriański.

Lex orandi lex credenci. Jak modlą się i sprawują Ofiarę Mszy św. w zwyczajnym rycie rzymskim księża katoliccy na całym świecie można zobaczyć na blogu Kronika Novus Ordo.

Jeżeli takiego rytu rzymskiego chcą polscy biskupi, to naprawdę ich nie rozumiem. Całe szczęście , abp Malcolm Ranjith zapowiada „przejście na ręczne sterowanie”.

Czas zatem Instatuare Omnia in Christo!

Czego życzy księżom biskupom Polskim, Następcom Apostołów

zatroskany syn Krzyżowiec.

Komisja Episkopatu przeprasza – znowu o gen. Franco czwartek, List 22 2007 

„Przewodniczący Konferencji Episkopatu Hiszpanii biskup Bilbao Ricardo Blazquez poprosił o wybaczenie za niektóre „konkretne działania” hiszpańskiego Kościoła z czasów wojny domowej.

bp. Blazguez i Wałęsa

(na zdj. bp. Balzquez i Lech Wałęsa)

Według lewicowej gazety „El Pais“ wielu hierarchów „zaniemówiło“. Ten bezprecedensowy gest oznacza bowiem radykalną zmianę podejścia do tego okresu hiszpańskich dziejów. Dotąd Kościół uważał się za ofiarę konfliktu zbrojnego z lat 1936 – 1939, a w najgorszym razie za biernego świadka.

W przemówieniu otwierającym poniedziałkowe plenarne posiedzenie episkopatu biskup Blazquez poświęcił dużo miejsca rehabilitującej republikanów ustawie o pamięci historycznej, która budzi w Hiszpanii ogromne emocje. Mówił, że choć za wiele czynów i za wielu ludzi należy dziękować Bogu, to za inne „konkretne działania powinniśmy prosić o wybaczenie, nie uzurpując sobie prawa do osądzania bliźnich”.

– Oczyszczenie pamięci, do którego zachęcał nas Jan Paweł II, zakłada zarówno przyznanie się do ułomności i grzechów, jak też zmianę postawy i postanowienie poprawy – powiedział.- Każda grupa ludzi, społeczeństwo, Kościół, partie polityczne, związki zawodowe, ma prawo przypominać swą historię i pielęgnować własną pamięć – ciągnął biskup. Jednak – tu powtórzył główny zarzut prawicowej opozycji wobec ustawy o pamięci historycznej, będącej dziełem socjalistycznego rządu Jose Zapatero – nie trzeba przy tym „otwierać ran ani podsycać uraz”. Biskup mówił o wojnie domowej w przeddzień rocznicy śmierci Francisco Franco (20 listopada 1975 r.), którą sympatycy generała uczcili, między innymi pielgrzymując do jego mauzoleum w podmadryckiej Dolinie Poległych.

Była to prawdopodobnie ostatnia taka pielgrzymka, bo ustawa o pamięci historycznej, która wkrótce wejdzie w życie, wyraźnie nakazuje usunięcie wszelakich frankistowskich symboli z miejsc publicznych oraz „odpolitycznienie” Doliny Poległych. O tym, że nie wszystkim się to podoba, świadczyły okrzyki uczestników mszy odprawionej tam w sobotę za duszę Franco: „Zapatero, s… syn!”, „Niech żyje Franco!”

tekst za: http://www.rp.pl/artykul/70587.html

(wytłuszczenia moje – Krzyzowiec)

ode mnie: pytanie za 100 pkt, skąd supozycja autora donosu, że Kościół przeprosił? Przecież Konferncja Episkopatu to pozakanoniczny (s)twór, taki klub dyskusyjny biskupów, którego komunikaty i zarządzenia mają o tyle wiążaca moc prawną, o ile zatwierdzą go ordynariusze powszczegolnych decyzji.

Niemniej jednak zachowanie JE ks. bp Ricardo Blazqueza może dziwić, zwłaszcza w kontekscie ostatniej beatyfikacji męczenników hiszpańskiej rewolucji.Z jednej strony Pan nasz Jezus Chrystus nakazywał nadstawiać drugi policzek, z drugiej strony kapitulacja i służalczość Kościołowi nigdy nie wyszłą na dobre – vide przykład Francji porewoliucyjnej i w okresie wdrażania ustaw o rozdziale Koscio0ła od państwa.

Niestety Kościół przeszedł ostatnio długą drogę od Kościoła Wojującego, przez Kościół Piegrzymujący do Kościoła Przepraszającego.

P.S.A ja przepraszam że codziennie piszę o Hiszpanii, czas zmienic temat.

męczennicy hiszpańscy albo kłopoty postkatolickiego zakonnika czwartek, Paźdź 25 2007 

Już wkrótce Benedykt XVI uhonoruje 500 hiszpańskich duchownych tytułem błogosławionych.To wielki błąd – uważa Hilari Raguer, zakonnik i historyk z Katalonii. Księża i mnisi w czasie wojny domowej nie umierali za wiarę, ale za swe poparcie dla Franco. Hiszpański episkopat do dziś nie potępił czasów dyktatury.

zakonnik(?) Hilari Raguer

Hiszpański, pardon to byłby za duży komplement, kataloński zakonnik, na zdjęciu w tradycyjnym habicie, zapomina widać co znaczyło być katolikiem w czasach wojny domowej.

Sam w dalszej części wywiadu, na pytanie dziennikarza lewicowej La Vanguardia, Co ojciec pamięta z wojny domowej? przyznaje:

Pamiętam bombardowania. Odmawialiśmy różaniec i czekaliśmy na Franco. Baliśmy się, że zostaniemy rozstrzelani przez patrole anarchistów za to, że jesteśmy katolikami.

Więc w końcu jak?

Czy męczennicy hiszpańscy umierali z okrzykiem Viva Franco Rey? A może funkcjonariuszem Falangi był również niejaki El Christo de la Vega, mieszkaniec komorki partyjnej fszystów, zakamuflowanej jako kościół El Christo de la Vega w Toledo, w bezpośrednim sąsiedztwie oblężonej przez siły postępu faszystowskiej fortecy Alcazar de Toledo?

Z kościoła El Christo de la Vega (…) przynieśli sławną, drewnianą figurę Chrystusa i wymachując ją jak lalką próbowali ściagnąć ostrzał z północnych okien fortecy. Kiedy się to nie udało zaczęli krzyczeć „to jest El Christo de la Vega. Spalimy go. Jesli jesteście prawdziwymi katolikami, przyjdźcie tu nas powstrzymać” Nie było żadnej odpowiedzi z Alcazaru. Figura zodstała porabana siekierami, ajej kaewałki zostały wyrzucone na górę odpadków naprzeciwko okien Alcazaru. Cecil D. Eby „Siege of the Alcazar” s. 61, cyt. za Warren H. Carroll Ostatnia Krucjata. Hiszpania 1936, s. 85

Więc to tak faszysto Chrystusie! Odkryliśmy Cię! Cały czas popierałeś tego faszystę Franco więc musimy Cię porąbać na kawałki a potem spalić. Jakie to postępowe!

W latach 30-tych XX w. w Hiszpanii miała miejsce rewolucja. Nie jak chcą inni – faszystowska rebelia przeciwko kryształowo czystej i jaśnie oświeconej Republice, ale rewolucja, przeprowadzona przez anarchistów i marskistów ściśle wg wzorców sowieckich i z poparciem przywiezionych „w plecaku” doradców od wujka Joe. Rewolucjoniści i ich ideologiczni (i biologiczni jak Zapaterro) potomkowie prowadzili ją i prowadzą dzisiaj przeciwko nierozerwalnej triadzie Dios-Patria-Rey. To Chrystus, nie generał Franco był głownym wrogiem rewolucjonistów.To katolicyzm, nie faszyzm stanowił główną siłę nacjonalistów w walce z czerwonymi. To za Chrystusa Króla poszły na śmierć zgwałcone okrutnie zakonnice, zabici, z oszczędności kolbami karabinów młodzi seminarzyści, to za jego Krzyż ginęli w płonących kościołach, publicznych egzekucjach i cichych strzałach w tył głowy księża i biskupi.

12 września 1936 r. aresztowano 19-letniego Francisco Castello Aleu, beatyfikowanego w 2001 r. przez papieża Jana Pawła II, zstrzelonego przez obrońców republiki na cmentarzu. Swoim prześladowcom powiedział:

„Jeżeli jest zbrodnią być katolikiem, przyznaję się z radością do jej popełnienia, bo nie ma większej radości na świecie, niż zginąć za Chrystusa. Gdybym miał tysiąc żyć, oddałbym je wszystkie bez wahania za taką sprawę” (cyt. za Warren H. Carrol ibidem s. 138)

Owszem byli i renegaci, wśród nich lewicowy kler – wtedy jeszcze nie chodził w brzydkich garniturach i niemodnych krawatach jak o. Raguel i postępowi katolicy. Renegatem był kanonik Enrique Vasquez Camarasa, który odprawił jedyną w czasie oblężenia Alcazaru Mszę Świętą dla oblężonych. Renegatem, nie boję się tego słowa, jest ten historyk w brzydkim garniturze wyświęcony na katolickiego kapłana. Dla nich wybór był prosty, postęp nie może iść w parze z Christo Rey. Z jakimś Jezusem – kumplem i proletariuszem – tak, za Królem, nigdy!

Dzisiejsi potomkowie i epigoni dawnych milicjantów chcą zamazać przeszłość Starej Hiszpanii. W ich mniemaniu Hiszpania powstała wraz z prokalmowaniem I Republiki, wcześniej to tylko horda katolickich protofrankistów i prafaszystów otaczających dziwnym kultem stare drewniane posągi i kamienne ołatrze, zawodzący otępiale pieśni, nieświadomi ich zwodniczych i zabobonnych treści.

Dzisiejszym epigonom Largo Caballero i Bonawentury Durrutiego nie wystarcza własna „beatyfikacja” „szlachetnych rycerzy postępu walczących z faszystwoską hydrą” – bo czymże innym jak parodią katolickiej beatyfikacji jest projektowana ustawa? Usiłują jeszcze pohukiwać na Kościół, szermując przy tym hasłem rozdziału Kościoła od państwa.

Wytykając hierarchom  niedawną krytykę legalizacji parodii sakramentu małzeństwa w wykonaniu pewnej kategorii chorych osób, widać zapominają, że zasada rozdziału czerwonego tronu (a raczej koryta) od Świętego Ołtarza działa w obie strony.

Nie wystarczy im to że Franco nie żyje. Trzeba zniszczyć wszystkie pamiątki po tym krwawym faszyście , w ramach Ustawy o Pamięci Historycznej. Tak wybiórcza pamięć zapewne jest w stanie odpamiętać płomienne „Non passaran” Dolores Ibárruri Gómez „A pasionari” , nie będzie pamiętać z jakim rewolucyjnym zapałem podżegała do palenia kościołów i fizycznej eliminacji duchowieństwa. Ręka niszcząca katolicką Hyspanidad zawszemogła liczyć na poparcie setek tysięcy pożytecznych idiotów nie tylko żołnierzy Brygad Międzynarodowych ale i pisarzy, „intelektualistów”, „ludzi kultury”.

Pożyteczny idiota to zawód odpowiedzialny i wiecznie żywy. Z doświadczenia wiadomo, że dyskusja z lewicowym „intelektualistą” przeważnie kończy się porażką jego zapyziałego interlokutora. Bynajmniej nie z uwagi na trafność sądów, błyskotliwość języka czy piorunująca siłę argumentów lewicowca. Po prostu – on wie lepiej.
Lepiej wie o tym, że męczennicy katolicccy w Hiszpanii swoją śmiercią dawali świadectwo przynależności do Falangi i carlistów czy też szerzej do antyrepublikańskiej rebelii a nie ostateczne i głebokie świadectwo miłości i poświęcenia.

Chciałbym wierzyć, że zacietrzewienie Zapaterro w burzeniu resztek Hyspanidad zakońćzy się restauracją Jednej, Wielkiej, Wolnej Hiszpanii.Niestety, nie w czasach kiedy elektorat partii mieniacych się spadkobiercami frankizmu zmieścić można z powodzeniem w średniej wielkości kościele, a przywódca partii „prawicowej” jako burmistrz stolicy w ostetntacyjny sposób, pariodując sakrament małżeństwa, udziela „ślubu” dwojgu chorym ludziom tej samej płci.

Za pośrednictwem renagata – msgr Camarasa „Niebiański Król odwiedził bohaterów Alcazau”, jak głosił usunięty w latach 80-tych napis w podziemiach twierdzy. Za pośrednictwem renagata z Katalonii dowiadujemy się, że Jezus Chrystus to tak naprawdę Francisco Franco!

Przyznam się że podobnej herezji jak również dziwnego i bezgranicznego uwielbienia dla gen. Franco nie spodziewalem się po katolickim duchownym, nie mówiąc już o lewicowej prasie,

Trawestując znany w pewnych kręgach okrzyk: A my swoje: Viva Christo Rey!