Rozważania czasu Sede Vacante … wtorek, Mar 12 2013 

O godzinie 20:00 28 lutego AD 2013  rozpoczął się vacat na Stolicy Piotrowej.  Od tej daty wszyscy  wierni Świetego Powszechnego Kościoła Katolickiego jesteśmy sedekwakantystami. 

sede vacanteZatem czas na chwilę reaktywować bloga.

Oczywiście tak ważne wydarzenie w życiu Kościoła jak konklawe budzi wielkie zainteresowanie wiernych ale i wrogów Kościoła. Szczególnie teraz, w tym gorącym czasie jak na dłoni widać komu naprawdę zależy na dobru Kościoła, a to traktuje go jako ostatnią tamę chroniącą świat przed zwycięstwem  jego księcia.

Nie oszukujmy się, ci którzy mówią jednym głosem z wrogami Kościoła życząc sobie papieża otwartego na kwestię obecności kobiet w Kościele, kwestię zniesienia celibatu, kwestię rzeczywistej kolegialności Kościoła, kwestię zmiany nauczania Kościoła w zakresie rodziny, prokreacji i bioetyki – Ci ludzie życzą sobie demontażu papiestwa i Kościoła w ogóle, zastąpienia Wikariusza Chrystusowego wyluzowanym sympatycznym dziadkiem, doradcą premierów i prezydentów, który za pośrednictwem mediów może zrugać któregoś z Wielkich za „łamanie praw człowieka”. Marzy im się  taki rezydujący w Watykanie katolicki odpowiednik pogańskiego Dalajlamy – którego nikt nie słucha, ale przez wzgląd na historię  jego urzędu należy mu się jaki taki szacunek. Finalnie i tak przeciętny nastolatek skojarzy tą aurę dziwnego szacunku jaką otoczony miałby być ten watykański starzec jako podobną do dostojeństwa Gandalfa, Mistrza Jody czy innej postaci popkultury.

Głęboko wierzę, że pobożne życzenia modernistów i wrogów Kościoła spełzną na niczym i ostatecznie zwycięży Ten który Kościół założył, a przecież Ten obiecał, że bramy piekielne  go nie przemogą.

Jutro pierwszy dzień konklawe. Według „watykanistów” i „ekspertów”  dojść ma na nim do starcia dwóch kandydatów, różniących się zasadniczo co do roli kurii rzymskiej w Kościele. Na szczęście, a może niestety po przeciwnych stronach nie stanie integrysta i modernista, ale raczej dwie wizje doczesnej organizacji Kościoła.

Nie odkryję Ameryki stwierdzeniem, że ani faworyt „kurialistów”  JE kard. Sherer ani faworyt „reformatorów” JE  kard. Scola nie są kandydatami Tradycji katolickiej. Zwycięstwo każdego z nich może jednak paradoksalnie oznaczać faktyczny zmierzch papiestwa w jego dotychczasowej formie i początek ery koncyliaryzmu.

Jeżeli wierzyć medialnym spekulacjom, to wybór kard. Sherera oznacza zachowanie status quo w Kurii Rzymskiej i zgodnie z zasadami romanita wyciszenie  tzw. Vatikaleaks.  Może to odbyć się za cenę wzmocnienia Komitetów Centraln… tfu Konferencji Episkopatów w poszczególnych „Kościołach lokalnych”, czyli  dalszych koncesji na rzecz koncyliaryzmu. To może oznaczać słabą władzę papieską i wszechwładny Sekretariat Stanu i silne rzymskie dyskanterie z przełożeniem na wzmocnienie lokalnych  KC vel KE.

Z kolei wybór kard. Scoli to osłabienie  kurii rzymskiej, kosztem czego? Biorąc pod uwagę poglądy purpurata i jego dialogowanie z innymi kulturami oraz „otwartość” – za pewne również kosztem koncesji na rzecz lokalnych kół dyskusyjnych biskupów (czyt. Pozakanonicznych tworów – Konferencji Episkopatów krajowych). W tym wypadku dobre chęci nie muszą oznaczać dobrych owoców. Reforma kurii w atmosferze oczyszczania z wiekowych brudów może być zapowiedzią nowej rewolucji w kościele. W tym wypadku do przełożenia władzy bezpośrednio na lokalne KE dojdzie bez pośrednictwa Kurii Rzymskiej, czyli słabe papiestwo, słaba kuria rzymska i scedowanie ogromnej władzy na rzecz „Kościołów lokalnych”.

Równie dobrze powyższe scenariusze mogą okazać się całkowicie chybione, zaś każdy z wymienionych kardynałów jako papież może dokonać tego czego zdał się oczekiwać Benedkykt XVI po swoim następcy –wyjaśnienia niedawnych skandali oraz ukarania winnych bez błysku fleszy oraz reformy Kurii ale z przywróceniem silniejszej władzy papieskiej.

Możliwy jest oczywiście scenariusz  jaki już  miał miejsce w czasie Konklawe 1978 r. tzn. patowy klincz pomiędzy konserwatywnym integrystą abp. Giuseppe kard. Sirim a abp. Giovannim kard. Belnellim. W tej sytuacji Kolegium Kardynalskie postawiło na kandydata na pozór egzotycznego jakim był późniejszy bł. Jan Paweł II abp. Karol kard. Wojtyła.

Stąd takim pojednawczym, egzotycznym mandatem może być abp. Malkolm kard. Rajinth   Albert Malcolm kard.  Ranjith. Ech … kardynał Rajith jako Pius XIII…

A na razie pozostaje kontynuowanie ogłoszonej przez abp. Fellaya FSSPX nowenny modlitewnej w intencji wyboru papieża jaka miała miejsce w dniach 1-9 marca br.[i]

Rzecz o Następcach Apostołów wtorek, List 27 2007 

Od godz. 21.37 dnia 2 kwietnia 2005 r. – chwili śmierci Sługi Bożego papieża Jana Pawła II minęło już sporo czasu. Kościół Chrystusowy ma nowego Ojca Świętego Benedykta XVI. Niestety fakt ten nie bardzo chcą uznać polscy biskupi.

na zdj. ks. dr Wojciech Grygiel FSSP podczas mszy w rycie klasycznym (nadzwyczajna forma rytu rzymskiego)
w kaplicy Cudownego Obrazu na Jasnej Górze, 24.11.2007r.

Truizmem jest stwierdzenie, że Sługa Boży Jan Paweł II Wielkim Papieżem Był, że wywarł ogromny wpływ na polski Naród, polski Kościół i polskie państwo. Trudno zaprzeczyć, że zmarły papież był przez długi czas interrexem, który sprawował rząd dusz wśród rodaków i w Polskim Kościele, swoistym nadkrólem i nadprymasem.

Nie dziwią spontaniczne wypowiedzi wiernych, że „nasz papież to był ktoś, ten Niemiec to już…” Gorszyć mogą próby pozakonicznej beatyfikacji Sługi Bożego i nazywanie go „świętym” w czym niestety uczestniczy kler wyższy i niższy, w tym sam JE ks. Stanisław kardynał Dziwisz, metropolita krakowski

JE kardynał Dziwisz dokonał również zabiegu ciekawego, z punktu widzenia prawa kanonicznego, zabiegu. W Nowym Targu erygowano parafię „Na Równi Szaflarskiej”. Jak żyje, nie słyszałem o takiej świętej! Niemniej jednak już pobieżny rzut oka na stronę internetową i już widać czyja to ma być parafia.

Z pozoru błahostką wydawać się może fakt, że hucznie świętowany w polskim Kościele Dzień Papieski to tak naprawdę dzień Jana Pawła II, a ściślej wygodny sposób na delikatne przejście od Dnia Papieskiego do wspomnienia błogosławionego Jana Pawła II a potem świętego Jana Pawła II.

Spójrzmy na hasła przewodnie, „tematy” Dni Papieskich::

2001 – „Pontyfikat Przełomów”
2002 – „Jan Paweł II – świadek nadziei”
2003 – „Jan Paweł II – Apostoł Jedności”
2004 – „Jan Paweł II – pielgrzym pokoju”
2005 – „Jan Paweł II – Orędownik prawdy”
2006 – „Jan Paweł II – Sługa Miłosierdzia”
2007 – „Jan Paweł II – Obrońca godności człowieka”

Tylko czemu w tym Dniu Papieskim zapomina się o urzędującym Namiestniku Chrystusa? Ani słowa o Benedykcie XVI , nikt podczas mszy nie zachęcił do modlitw w intencji panującego obecnie papieża… Skoro Święto Wszystkich Świętych jest ku temu okazja, to czemu nie w DNIU PAPIESKIEM?

Ale nie o Słudze Bożym Janie Pawle II będzie mowa.

W dniu 7 lipca 2007 roku papież Benedykt XVI wydał list apostolski motu proprio „Summorum Pontificum” dopuszczający do swobodnego szerokiego użytku, jako nadzwyczajną formę rytu rzymskiego msze trydencką, wg Mszału św. Piusa V, w typicznym wydaniu błogosławionego Jana XXIII.

W art. 2 Motu Proprio czytamy:

Art. 2. W Mszach odprawianych bez udziału ludu każdy kapłan katolicki obrządku łacińskiego, diecezjalny czy zakonny, może używać albo Mszału Rzymskiego ogłoszonego przez błogosławionego Jana XXIII w 1962, albo Mszału Rzymskiego ogłoszonego przez Pawła VI w 1970, i to każdego dnia z wyjątkiem Triduum Wielkanocnego. Dla takiej celebracji, przy użyciu tego czy drugiego Mszału, kapłan nie potrzebuje żadnego pozwolenia ze strony ani Stolicy Świętej, ani Ordynariusza.

Art. 12 in fine stanowi natomaist, iż : Zarządzamy, aby wszystko to, co zostało postanowione przez Nas w tym Liście Apostolskim wydanym w formie motu proprio, było obowiązujące i prawomocne oraz było zachowywane od dnia 14 września tego roku, czyli od święta Podwyższenia Krzyża Świętego, bez względu na wszelkie przeciwne zarządzenia. (wytłuszczenia moje – Krzyżowiec)

Tymczasem Następcy Apostołów zgromadzeni na 341. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie w dniach 2 i 3 października 2007 r. ustalili wskazania dotyczące sprawowania Mszy św. według ogłoszonego przez papieża Benedykta XVI w dniu 7 lipca 2007 r. listu apostolskiego w formie Motu Proprio Summorum Pontificum.

Komentarze do tego aktu, nie bójmy się tego słowa, rebelii przeciwko Ojcu Świętemu przertoczyły się po czasopismach, blogach, forach i portalach skupiających katolików przywiązanych do Tradycji Katolickiej.

Nie będę komentował tej godnej pożałowania decyzji. poza jednym:

Całkowicie niezrozumiałe z punktu widzenia katolika jest sabotowanie Ojca Świętego, Następcy św. Piotra przez innych biskupów – Następców Apostołów. Razi także pewein relatywizm, z jednej strony mityczni w niektórych kręgach lefebryści to ochydni schiozmatycy nieposłuszni papieżowi i gardzący Stolicą Apostolska. Z drugiej strony świadomy, hardy i pyszny opór wobec Ojca Świętego.., Dlaczego? Pewnie papież Raztinger nie rozumie mszy Jana Pawła II Wielkiego, a co gorsza śmie odrzucać Jeszcze Nowszy Testament – Sobór Watykański II (ciekawe że Jan Paweł II odprawiał msze w klasycznym rycie jako msze prymicyjną i jako pierwszy dostrzegł potrzebę uregulowania statusu mszy w rycie klasycznym w motu proprio Ecclesia Dei, ale to inna para kaloszy).

Decyzja biskupów wydaje już swoje owoce. W mieście Łodzi zebrała się „stabilna grupa wiernych” , która znalazła księdza, proboszcza parafii św. Józefa, który zgodził się odprawiać „po staremu”. Na mszę klasyczną przychodziło ok. 200 osób. Powoli zainteresowanie zaczęły wykazywać grupy z innych parafii. Łodzianie byli licznie obecni na IV Pielgrzymce Tradycji Katolickiej w dniu 24.11.2007 r. na Jasnej Górze – dodajmy dziękczynnej pielgrzymki za wspomniane wyżej Motu Proprio (relacja jasnogórska,  der dziennikowa – jak zwykle odwracająca kota ogonem ).

I co zrobili łodzianie 25 listopada br ? poszli tłumnie na mszę, chcąc spotkać się z Bogiem w Bezkrwawej Ofierze Jego Syna na mszy św. w rycie klasycznym co było zamiast tego, jak donosi forum krzyz.diw.pl i forum Frondy:

„Ku zdumieniu wszystkich ksiądz proboszcz zaczął odprawiać mszę po polsku. Widząc konsternację szybko wyjaśnił powody: no niby jest Motu Proprio, ale episkopat w każdym kraju różnie to interpretuje. Nasz episkopat też tworzył w tym czasie wytyczne, które teraz obowiązują. Wg nich ksiądz może odprawiać tridentinę tylko raz bez zgody biskupa. On sam już odprawiał dwa razy i trzeci raz nie może. A jeśli (nie daj Boże) chce odprawiać regularnie to musi mieć zgodę. O zgodę wystąpił, ale odpowiedzi jeszcze nie dostał (pewnie dlatego, że rekolekcje były). Po mszy zbierano podpisy wiernych pod prośbą o prowadzenie mszy trydenckiej przez kościół Św. Józefa. (por tekst na katolicy.net)”

Biskupi polscy nie rozumieją widać wiatru wiejącego od Rzymu. Nie rozumieją potrzeby „reformy reformy” zapoczątkowanej przez papieża z Niemiec. Nie chcą widzieć, że wraz z podziękowaniem abp Mariniemu, specjaliście od nagich tancerek i potępieńczych wrzasków, przepraszam śpiewów afrykańskich, zaczęły się nowe, lepsze i bardziej poukladane czasy.

Na MSzy św. (wg rytu zwyczajnego) wrócił krzyż i świeczniki na ołtarz pański, przed którymw Bazylice św. Piotra Ofiarę sprawuje Ojciec Święty, wraca dostojny chorał gregoriański.

Lex orandi lex credenci. Jak modlą się i sprawują Ofiarę Mszy św. w zwyczajnym rycie rzymskim księża katoliccy na całym świecie można zobaczyć na blogu Kronika Novus Ordo.

Jeżeli takiego rytu rzymskiego chcą polscy biskupi, to naprawdę ich nie rozumiem. Całe szczęście , abp Malcolm Ranjith zapowiada „przejście na ręczne sterowanie”.

Czas zatem Instatuare Omnia in Christo!

Czego życzy księżom biskupom Polskim, Następcom Apostołów

zatroskany syn Krzyżowiec.

Komisja Episkopatu przeprasza – znowu o gen. Franco czwartek, List 22 2007 

„Przewodniczący Konferencji Episkopatu Hiszpanii biskup Bilbao Ricardo Blazquez poprosił o wybaczenie za niektóre „konkretne działania” hiszpańskiego Kościoła z czasów wojny domowej.

bp. Blazguez i Wałęsa

(na zdj. bp. Balzquez i Lech Wałęsa)

Według lewicowej gazety „El Pais“ wielu hierarchów „zaniemówiło“. Ten bezprecedensowy gest oznacza bowiem radykalną zmianę podejścia do tego okresu hiszpańskich dziejów. Dotąd Kościół uważał się za ofiarę konfliktu zbrojnego z lat 1936 – 1939, a w najgorszym razie za biernego świadka.

W przemówieniu otwierającym poniedziałkowe plenarne posiedzenie episkopatu biskup Blazquez poświęcił dużo miejsca rehabilitującej republikanów ustawie o pamięci historycznej, która budzi w Hiszpanii ogromne emocje. Mówił, że choć za wiele czynów i za wielu ludzi należy dziękować Bogu, to za inne „konkretne działania powinniśmy prosić o wybaczenie, nie uzurpując sobie prawa do osądzania bliźnich”.

– Oczyszczenie pamięci, do którego zachęcał nas Jan Paweł II, zakłada zarówno przyznanie się do ułomności i grzechów, jak też zmianę postawy i postanowienie poprawy – powiedział.- Każda grupa ludzi, społeczeństwo, Kościół, partie polityczne, związki zawodowe, ma prawo przypominać swą historię i pielęgnować własną pamięć – ciągnął biskup. Jednak – tu powtórzył główny zarzut prawicowej opozycji wobec ustawy o pamięci historycznej, będącej dziełem socjalistycznego rządu Jose Zapatero – nie trzeba przy tym „otwierać ran ani podsycać uraz”. Biskup mówił o wojnie domowej w przeddzień rocznicy śmierci Francisco Franco (20 listopada 1975 r.), którą sympatycy generała uczcili, między innymi pielgrzymując do jego mauzoleum w podmadryckiej Dolinie Poległych.

Była to prawdopodobnie ostatnia taka pielgrzymka, bo ustawa o pamięci historycznej, która wkrótce wejdzie w życie, wyraźnie nakazuje usunięcie wszelakich frankistowskich symboli z miejsc publicznych oraz „odpolitycznienie” Doliny Poległych. O tym, że nie wszystkim się to podoba, świadczyły okrzyki uczestników mszy odprawionej tam w sobotę za duszę Franco: „Zapatero, s… syn!”, „Niech żyje Franco!”

tekst za: http://www.rp.pl/artykul/70587.html

(wytłuszczenia moje – Krzyzowiec)

ode mnie: pytanie za 100 pkt, skąd supozycja autora donosu, że Kościół przeprosił? Przecież Konferncja Episkopatu to pozakanoniczny (s)twór, taki klub dyskusyjny biskupów, którego komunikaty i zarządzenia mają o tyle wiążaca moc prawną, o ile zatwierdzą go ordynariusze powszczegolnych decyzji.

Niemniej jednak zachowanie JE ks. bp Ricardo Blazqueza może dziwić, zwłaszcza w kontekscie ostatniej beatyfikacji męczenników hiszpańskiej rewolucji.Z jednej strony Pan nasz Jezus Chrystus nakazywał nadstawiać drugi policzek, z drugiej strony kapitulacja i służalczość Kościołowi nigdy nie wyszłą na dobre – vide przykład Francji porewoliucyjnej i w okresie wdrażania ustaw o rozdziale Koscio0ła od państwa.

Niestety Kościół przeszedł ostatnio długą drogę od Kościoła Wojującego, przez Kościół Piegrzymujący do Kościoła Przepraszającego.

P.S.A ja przepraszam że codziennie piszę o Hiszpanii, czas zmienic temat.

męczennicy hiszpańscy albo kłopoty postkatolickiego zakonnika czwartek, Paźdź 25 2007 

Już wkrótce Benedykt XVI uhonoruje 500 hiszpańskich duchownych tytułem błogosławionych.To wielki błąd – uważa Hilari Raguer, zakonnik i historyk z Katalonii. Księża i mnisi w czasie wojny domowej nie umierali za wiarę, ale za swe poparcie dla Franco. Hiszpański episkopat do dziś nie potępił czasów dyktatury.

zakonnik(?) Hilari Raguer

Hiszpański, pardon to byłby za duży komplement, kataloński zakonnik, na zdjęciu w tradycyjnym habicie, zapomina widać co znaczyło być katolikiem w czasach wojny domowej.

Sam w dalszej części wywiadu, na pytanie dziennikarza lewicowej La Vanguardia, Co ojciec pamięta z wojny domowej? przyznaje:

Pamiętam bombardowania. Odmawialiśmy różaniec i czekaliśmy na Franco. Baliśmy się, że zostaniemy rozstrzelani przez patrole anarchistów za to, że jesteśmy katolikami.

Więc w końcu jak?

Czy męczennicy hiszpańscy umierali z okrzykiem Viva Franco Rey? A może funkcjonariuszem Falangi był również niejaki El Christo de la Vega, mieszkaniec komorki partyjnej fszystów, zakamuflowanej jako kościół El Christo de la Vega w Toledo, w bezpośrednim sąsiedztwie oblężonej przez siły postępu faszystowskiej fortecy Alcazar de Toledo?

Z kościoła El Christo de la Vega (…) przynieśli sławną, drewnianą figurę Chrystusa i wymachując ją jak lalką próbowali ściagnąć ostrzał z północnych okien fortecy. Kiedy się to nie udało zaczęli krzyczeć „to jest El Christo de la Vega. Spalimy go. Jesli jesteście prawdziwymi katolikami, przyjdźcie tu nas powstrzymać” Nie było żadnej odpowiedzi z Alcazaru. Figura zodstała porabana siekierami, ajej kaewałki zostały wyrzucone na górę odpadków naprzeciwko okien Alcazaru. Cecil D. Eby „Siege of the Alcazar” s. 61, cyt. za Warren H. Carroll Ostatnia Krucjata. Hiszpania 1936, s. 85

Więc to tak faszysto Chrystusie! Odkryliśmy Cię! Cały czas popierałeś tego faszystę Franco więc musimy Cię porąbać na kawałki a potem spalić. Jakie to postępowe!

W latach 30-tych XX w. w Hiszpanii miała miejsce rewolucja. Nie jak chcą inni – faszystowska rebelia przeciwko kryształowo czystej i jaśnie oświeconej Republice, ale rewolucja, przeprowadzona przez anarchistów i marskistów ściśle wg wzorców sowieckich i z poparciem przywiezionych „w plecaku” doradców od wujka Joe. Rewolucjoniści i ich ideologiczni (i biologiczni jak Zapaterro) potomkowie prowadzili ją i prowadzą dzisiaj przeciwko nierozerwalnej triadzie Dios-Patria-Rey. To Chrystus, nie generał Franco był głownym wrogiem rewolucjonistów.To katolicyzm, nie faszyzm stanowił główną siłę nacjonalistów w walce z czerwonymi. To za Chrystusa Króla poszły na śmierć zgwałcone okrutnie zakonnice, zabici, z oszczędności kolbami karabinów młodzi seminarzyści, to za jego Krzyż ginęli w płonących kościołach, publicznych egzekucjach i cichych strzałach w tył głowy księża i biskupi.

12 września 1936 r. aresztowano 19-letniego Francisco Castello Aleu, beatyfikowanego w 2001 r. przez papieża Jana Pawła II, zstrzelonego przez obrońców republiki na cmentarzu. Swoim prześladowcom powiedział:

„Jeżeli jest zbrodnią być katolikiem, przyznaję się z radością do jej popełnienia, bo nie ma większej radości na świecie, niż zginąć za Chrystusa. Gdybym miał tysiąc żyć, oddałbym je wszystkie bez wahania za taką sprawę” (cyt. za Warren H. Carrol ibidem s. 138)

Owszem byli i renegaci, wśród nich lewicowy kler – wtedy jeszcze nie chodził w brzydkich garniturach i niemodnych krawatach jak o. Raguel i postępowi katolicy. Renegatem był kanonik Enrique Vasquez Camarasa, który odprawił jedyną w czasie oblężenia Alcazaru Mszę Świętą dla oblężonych. Renegatem, nie boję się tego słowa, jest ten historyk w brzydkim garniturze wyświęcony na katolickiego kapłana. Dla nich wybór był prosty, postęp nie może iść w parze z Christo Rey. Z jakimś Jezusem – kumplem i proletariuszem – tak, za Królem, nigdy!

Dzisiejsi potomkowie i epigoni dawnych milicjantów chcą zamazać przeszłość Starej Hiszpanii. W ich mniemaniu Hiszpania powstała wraz z prokalmowaniem I Republiki, wcześniej to tylko horda katolickich protofrankistów i prafaszystów otaczających dziwnym kultem stare drewniane posągi i kamienne ołatrze, zawodzący otępiale pieśni, nieświadomi ich zwodniczych i zabobonnych treści.

Dzisiejszym epigonom Largo Caballero i Bonawentury Durrutiego nie wystarcza własna „beatyfikacja” „szlachetnych rycerzy postępu walczących z faszystwoską hydrą” – bo czymże innym jak parodią katolickiej beatyfikacji jest projektowana ustawa? Usiłują jeszcze pohukiwać na Kościół, szermując przy tym hasłem rozdziału Kościoła od państwa.

Wytykając hierarchom  niedawną krytykę legalizacji parodii sakramentu małzeństwa w wykonaniu pewnej kategorii chorych osób, widać zapominają, że zasada rozdziału czerwonego tronu (a raczej koryta) od Świętego Ołtarza działa w obie strony.

Nie wystarczy im to że Franco nie żyje. Trzeba zniszczyć wszystkie pamiątki po tym krwawym faszyście , w ramach Ustawy o Pamięci Historycznej. Tak wybiórcza pamięć zapewne jest w stanie odpamiętać płomienne „Non passaran” Dolores Ibárruri Gómez „A pasionari” , nie będzie pamiętać z jakim rewolucyjnym zapałem podżegała do palenia kościołów i fizycznej eliminacji duchowieństwa. Ręka niszcząca katolicką Hyspanidad zawszemogła liczyć na poparcie setek tysięcy pożytecznych idiotów nie tylko żołnierzy Brygad Międzynarodowych ale i pisarzy, „intelektualistów”, „ludzi kultury”.

Pożyteczny idiota to zawód odpowiedzialny i wiecznie żywy. Z doświadczenia wiadomo, że dyskusja z lewicowym „intelektualistą” przeważnie kończy się porażką jego zapyziałego interlokutora. Bynajmniej nie z uwagi na trafność sądów, błyskotliwość języka czy piorunująca siłę argumentów lewicowca. Po prostu – on wie lepiej.
Lepiej wie o tym, że męczennicy katolicccy w Hiszpanii swoją śmiercią dawali świadectwo przynależności do Falangi i carlistów czy też szerzej do antyrepublikańskiej rebelii a nie ostateczne i głebokie świadectwo miłości i poświęcenia.

Chciałbym wierzyć, że zacietrzewienie Zapaterro w burzeniu resztek Hyspanidad zakońćzy się restauracją Jednej, Wielkiej, Wolnej Hiszpanii.Niestety, nie w czasach kiedy elektorat partii mieniacych się spadkobiercami frankizmu zmieścić można z powodzeniem w średniej wielkości kościele, a przywódca partii „prawicowej” jako burmistrz stolicy w ostetntacyjny sposób, pariodując sakrament małżeństwa, udziela „ślubu” dwojgu chorym ludziom tej samej płci.

Za pośrednictwem renagata – msgr Camarasa „Niebiański Król odwiedził bohaterów Alcazau”, jak głosił usunięty w latach 80-tych napis w podziemiach twierdzy. Za pośrednictwem renagata z Katalonii dowiadujemy się, że Jezus Chrystus to tak naprawdę Francisco Franco!

Przyznam się że podobnej herezji jak również dziwnego i bezgranicznego uwielbienia dla gen. Franco nie spodziewalem się po katolickim duchownym, nie mówiąc już o lewicowej prasie,

Trawestując znany w pewnych kręgach okrzyk: A my swoje: Viva Christo Rey!

święty Pius V – papież i wyznawca sobota, Maj 5 2007 

saint pius v Dziś wg kalendarza klasycznego Kościół wspomina św. Piusa V papieża i wyznawcę (wg kalendarza posoborowego wspomnienie świętego wypada 30.04.). Pius V przeszedł do historii jako tytan kontreformacji – wieloletni inkwizytor, poświęcił swój pontyfikat zadaniom reformy Kościoła w duchu Soboru Trydenckiego i walce z herezją.

Staraniem wielkiego świętego wydane zostały odnowione, główne księgi liturgiczne rytu rzymskiego: mszał (Missale Romanum, 1570) i brewiarz (Breviarium Romanum, 1568) oraz pierwszy katechizm katolicki (Catechismus Romanus, 1566).

Bullą (konstytucją apostolską ) z dnia 14 lipca 1570 r. Quo Primum Tempore papież ustanowił
Wieczny Kanon Mszy św. kanonizując tym samym Mszę św. w rycie rzymskim zwaną odtąd Mszą Świętą Wszechczasów , Mszą św. trydencką lub mszą w klasycznym rycie rzymskim .

W bulli tej czytamy m.in. że Żaden biskup, administrator, kanonik, kapelan lub inny ksiądz diecezjalny, lub zakonnik jakiegokolwiek zgromadzenia, jakkolwiek nie byłby tytułowany, nie może być zobowiązany do odprawiania Mszy św. w inny sposób, niż przez Nas polecono. Podobnie nakazujemy i oznajmiamy, iż nikt nie może być nakłaniany bądź zmuszany do zmieniania tego Mszału; a niniejsza Konstytucja nigdy nie może być unieważniona lub zmieniona, ale na zawsze pozostanie ważna, i będzie mieć moc prawną, pomimo wcześniejszych konstytucji lub edyktów zgromadzeń prowincjalnych bądź synodalnych, i pomimo zwyczajów ww. kościołów, ustanowionych bardzo dawnym lub odwiecznym nakazem, zachowując tylko zwyczaje mające ponad 200 lat.

Mimo takiego brzmienia ww. bulli Msza św. Piusa V  została wyrugowana z liturgii kościoła w 1970 r. w związku z wprowadzeniem Novus Ordo Missae papieża Pawła VI.

W okresie pontyfikatu Piusa W 1567 ogłosił św. Tomasza z Akwinu Doktorem Kościoła oraz nakazał w 1570 publikację dzieł wszystkich teologa (17 tomów). przeprowadzono trzy lokalne synody w państwach włoskich, m.in. w Neapolu i Mediolanie.W 1567 Pius V ogłosił św. Tomasza z Akwinu Doktorem Kościoła oraz nakazał w 1570 publikację dzieł wszystkich teologa (17 tomów).

W 1570 Pius V ekskomunikował królową Anglii Elżbietę I.

Był spiritus movens Ligi Świętej przeciwko Turcji, która 7 października 1571 r. odniosła pod Lepanto zwycięstwo nad siłami sułtana Selima. Na pamiątkę tego wydarzenia papież ustanowił dzień bitwy dniem Matki Boskiej Zwycięskiej.

Chrystus neo-becny w dyskursie politycznym. środa, Kwi 11 2007 

Jak informuje ulotka rewolucyjna – dziennik „Metro”:

Ot, i mamy kolejny już spis pomysłów polityków, którymi ma się kierować każda polska rodzina dla jej i państwa dobra. Dokument, do którego dotarło „Metro”, a który LPR nazwała Kartą Praw Polskich Rodzin, jest już w Sejmie i jutro zajmie się nim komisja rodziny i praw kobiet. Już wiadomo, że najgoręcej posłowie będą debatować nad słowami papieża Jana Pawła II”.

Ten faszystowsko – klerykalny dokument ma wg redaktorów zawierać takie przerażające treści:

• Rodzina powinna być oparta na małżeństwie kobiety i mężczyzny;

• jej misją jest przekazywanie życia i wychowywanie potomstwa;

• związki pozamałżeńskie nie mogą być stawiane na równi z zawartymi małżeństwami „we właściwy sposób”;

• rodzice mają prawo do wychowywania seksualnego w domu, a nie w szkole;

• w realizacji celu rodzinie może zaszkodzić sterylizacja, aborcja i antykoncepcja;

• rodzina nie powinna godzić się także na zapłodnienie in vitro i badania naukowe na ludzkim płodzie.

Straszne, prawda?

„Można bagatelizować, że to tylko pomysły” – ostrzegają czujni redaktorzy – „ zresztą co do których wątpliwości mają nawet koalicjanci”.

Na potwierdzenie tych słow redaktorzy sięgają po opinie ekspertów. Nic dziwnego, każdy „profesjonał” tak robi! To że ekspertami od spraw wiary u szechterystów są księża moderniści juz przerabialiśmy. W końcu Kościół musi być nowoczesny. Reszta to godny ogardy zaścianek i „przedwojnna pobożność” oraz „Jan Paweł II o horyzontach godnych „wiejskiego proboszcza” jak pisał wybitny teolog o. Obirek.

W tym kontekście wyważona acz pozytywan w treści jest wpowiedź ks. Bonieckiego z „Tygodnika Powszechnego”:
Dobrze, że włączają się politycy w sprawy rodziny, interesują się jej rozwojem, bo ta niestety podlega destrukcji. Uchwalenie polskiej karty praw rodziny traktuję jako włączenie się w ideę uchwaloną przez Watykan. Nie jest to nic złego i dobrze, że zauważana jest nauka Jana Pawła II. Unikałbym jednak wpisywania tego wszystkiego do konstytucji. Forma uchwały w zupełności wystarczy”.

Tymczasem „Ks. Dariusz Kowalczyk, prowincjał zakonu jezuitów” (tożsamy z ojcem Dariuszem Kowalczykiem prowincjałem Prowincji Polski Pólnocnej Towarzystwa Jzeusowego – przypis Krzyzowiec) ubolewa:

Karta Praw Rodziny to dokument watykański i jest uznawany przez wszystkich katolików. Wprowadzenie własnej Karty przez Polskę może mieć tylko wymiar symboliczny. Bo faktycznie, źle się dzieje z rodziną, ale nie podoba mi się, że zwłaszcza w polskim prawodawstwie w obronie trwałości rodziny od razu politycy chcą się odwoływać się do Jezusa i słów Jana Pawła II. 

Do kogo więc winniśmy się my, katolicy odwoływać w dyskursie polityczym, w preambule do Konstytucji R.P. i tzw. „konstytucji ełropejskiej”? Pewnie do „cywilizacji antycznej i oświecenia” ?

„Szukac i znajdować Boga we wszystkim” taka dewiza przyświeca stronie internetowej kierownej przez o. Dariusza prowincji.

Jezus nazywał siebie Drogą Prawdą i Życiem . Czy jest również Drogą Prawdą  Życiem dla „prezbitera” drogi neokatechumenalnej o. Dariusza? Czy może jest nim inny „absolu

t”? Ojciec Dariusz dakleruje, że „Lubi neokatechumenat„. Czy „lubi” Jezusa, czy chce jego marginalizacji?

Redaktorom „Metra” fanom neo i o. Dariuszowi polecam zmówienie od czasu do czasu litanii do pewnego świetego -symbolu przedwojennej pobożności, której tak bardzo nienawidzą. Co ciewkawe ów symbol był także jezuitą a jego prochy znajdują się w kościele oo. jezuitów w Warszawie.

taca na meczet -grzech przeciwko 1 przykazaniu poniedziałek, Mar 12 2007 

Katolicki proboszcz z Kolonii w Niemczech zamierza przeznaczyć datki zebrane podczas najbliższej mszy na budowę meczetu.

To jasne, że im pomożemy – oświadczył Frank Meurer, odnosząc się do zapowiadanej budowy wielkiego meczetu. Podkreślił, że plany te poparły władze jego parafii św. Teodora.

Pomysł budowy meczetu w dzielnicy Ehrenfeld poparły też miejscowe władze polityczne. W budynku ma się mieścić m.in. siedziba organizacji Turków muzułmańskich Ditib.

Imamowie z Ditibu to bardzo wykształceni, rozsądni, mili i współczujący ludzie, którzy fantastycznie pracują z młodzieżą. Wiele się do nich uczymy, i na odwrót – zapewnił proboszcz, który chciałby zebrane datki przeznaczyć na wyposażenie meczetu, np. na zasłony.

Credo in Unam, Sanctam et Apostolicam Ecclesiam? Niekoniecznie! piątek, Mar 9 2007 

Czy można być hierarchą Kościoła i nie podzialeć tego punktu credo nicejsko-konstatynoipolskiego?Czy można być księciem Kościoła, w który się nie wierzy?Czy można być biskupem Kośioła w który się nie wierzy?Czy można być kapłanem, kóry nie wierzy w sój Kościół?Czy można być Katolikiem i nie wierzyć w Kościół? kard. lehamann*

Można!

Pod warunkiem, że nazywa się ks. Karl kard. Lehmann.

Ks. Kardynał złożył swoją podczas programu radiowego „Między niebem a piekłem – czy jest życie po śmierci?”w stacji radiowej „Südwestrundfunk”. Hierachę do tych wyznań skłoniła obecność „braci w niewierze” w Kościół – budysty Nonne Bhikshuni Tenzin Wangmo oraz przewodniczącego antyreligijnej fundacji im. Giordano Bruno (sic!!!) – Michaela Schmidta Salomona.

Jak podaje za artkułem zamieszczonym w www.kreuz.net portal www.kosciol.pl Kard. Lehmann dwukrotnie zaparł się wiary w dogmaty Kościoła katolickiego, gdyż po jego pierwszym oświadczeniu, redaktor prowadzący dyskusję z niedowierzaniem poprosił niemieckiego biskupa o wyraźne powtórzenie wypowiadanych słów. Próbując wyjaśnić swoje wystąpienie, Lehmann zaznaczył, że Kościół należy zawsze do tak zwanego drugiego porządku poniżej Boga. Jest on tylko środkiem do celu. Któregoś dnia Kościół przeminie. Mówienie o wierze w Kościół w takim znaczeniu jak o wierze w Boga, oznacza cofnięcie myśli teologicznej o stulecia wstecz.

Co ciekawe, na słowa kardynała zareagował ze zdziwieniem jego rozmówca – ateista Michael Schmidt-Salomon, który powołując się na słowa Credo – „Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”, nie potrafił zrozumieć, jak można być jednocześnie biskupem katolickim i nie wyznawać katolickiej wiary.

Zaiste wielki post skłąnia do takich wyznań!!!

No cóż. Widać ojcowie Soboru zamiast mieszać mętną i nadgniłą wodę Renu z majestatycznym Tybrem powinni wpuścić północnoeuropejski ściek na żyzną ziemię protestanckich Niderlandów. Tam wydałby stukrtony i tysiąckrotny plon herezji w herezji – „katolicyzmu” bez Kościoła.

a na koniec zagadka, proeuropesjka bo po nagielsku:

Kliknij na link

Prawda nas wyzwoli… rzecz o J.E. abp. St. Wielgusie czwartek, Sty 11 2007 

Pisze te słowa już w momencie gdy jes po wszystkim. Arcybiskup metropolita Warszawski Stanisław Wielgus był tajnym wpsólpracownikiem komunistycznej peerelowskiej bespieki. Już po Mszy Dziękczynej jaka odbyła się w miejsce ingresu, płomienej homlii J.Ekscelencji Prymasa kardynała Józefa Glempa i fali komentarzy jakie przeoczyły sę przez Polskę i Eurpę od prawa i lewa.
1. Prawda was wyzwoli.

Niestety, abp Wielgus nie zdobył się na szczerość i wyznanie win. Mało tego w agresywny sposób w naczelnym organie wyznawców herezji szechteryzmu-michnikizmu, niesławnej GazWybie wyrazi uznanie dla podejścia antylustracyjnych hungwejbinów do tematu, wyraził ubolewanie, że atak wyszedł od ludzi związanych z Kościołem. Monsigniore Wielgus żarliwie zadawał kłam plotkom o swej agenturalnej przeszłości, bił się w pierś, że owszem „coś tam” podpisał, ale i tak nikomu złego nic nie zrobił.

Jasne. Przecież współpraca , jak to miał się wyrazić „grey” niezależnego eksperta ze smutnymi panami z SB nie mogła nikomu zaszkodzić. Każdy TW” nie pisał przeciez rzeczowych raportów na konkretne osoby, tylko umiał , cytując nieśmiertelnego Jana Dobrowolskiego z serialu „Nie ma róży bez ognia” „ogólnie naświetlić sytuację międzynarodową”? Smutni panowie winni zatem zlikwidować opłacaną przez esort sieć agentury i zacząć czytać prasę i słuchać radia, również spoza krajów demokracji ludowej. Wyszłoby taniej, łatwiej i przyjemniej.

Czy aby kwestia „prawdy” w Kościele schodziła na dalszy plan? Nie mówię tu o publicznych ekspiacjach , przeprosinach za holokaust, inkwizycje, wyprawy krzyżowe a wreszcie za katolickość i ortodoksję Kościoła, co miało miejsce wielokrotnie po II Soborze Watykańskim.

Jak słusznie zauważył Adam Wielomski na marginesie ujawnionej współpracy ks. Czajkowskiego, „cechą charakteryzującą modernizm jest bowiem brak poczucia pewności posiadania przez Kościół prawdy. Duchowny tego rodzaju uważa, że prawda jedynie „trwa” w Kościele, ale rozsiana jest także po innych systemach religijnych i filozoficznych. Prawda jest przeto relatywna, ma charakter historyczny; nie jest pewna i niewzruszona, należy ją ustalać w procesie „dialogu” pomiędzy różnymi orientacjami. (…) Jeśli duchowny nie ma poczucia bezwzględnej prawdy głoszonej przez Kościół i „dialoguje” z herezją, to jak się będzie zachowywał w obliczu spotkania z komunistyczną SB? Naturalna jest tu także skłonność do „dialogu”. (por: http://prawica.net/node/3648).

Oczywiście pomiędzy modernistą ks. Czajkowskim a „konserwatystą” abp. Wielgusem leży przepaść nie do przeskoczenia, (no bo „gdzie Rzym a gdzie Kry…” przepraszam, „Izrael” drogi księże Czajkowski) ale czy to aby ten relatywizm prawdy nie był katalizatorem rozmaitych rozmów z diabłem, współpracy jako niezależny ekspert”?

Brak mi wiedzy na temat poglądów abp Wielgusa w okresie jego współpracy z Ubolami, więc to tylko moje spekulacje.

2.Prymas i nuncjusz apostolski.

J.E. ks. Prymas kard. Józef Glemp po raz kolejny dowiódł, że nie dorasta do pięt swojemu wielkiemu poprzednikowi Prymasowi Tysiąclecia. W godzinie próby dla Kościoła zupełnie niepotrzebnie uciął wszelką krytykę i zaatakował dziennikarzy którzy całą sprawę ujawnili w sposób mało ewangeliczny. W niedzielny kazaniu, po ukazaniu abp. Wielgusa w roli Hioba naszych czasów skrytykował ideę lustracji a akta esbeckie nazwał „świstkami papieru”.

Najprawdopodobniej, jak spekulując media Nuncjusz apostolski J.E. ks. abp. Józef Kowalczyk jest odpowiedzialny za próbę zamiecenia sprawy pod dywan.

„Grupa prymasowska” po śmierci Sługi Bożego papieża Jana Pawła II straciła „nadprymasa”, który z Watykanu kierował także Polskim Kościołem. Zarówno ks. Prymas jak i nuncjusz apostolski a tym bardziej kardynał metropolia krakowski nie mają choćby połowy charyzmy, instynktu politycznego i zdrowego rozsądku.

A przecież sprawa abp. Wielgusa byłą szansą na oczyszczenie Kościołą w spośób szybki i sprawny – na modłę starej dobrej inkwizycyjnej szkoły. Wyposażenie inkwizytorów – śledczych z Komisji Historycznej działających we współpracy z IPNem w szerokie kompetencje, zaangażowanie odpowiednich środków ludzkich (nie wierzę, że brak ich w Kościele o najsilniejszym liczbowo duchowieństwie w Europie!) i finansowych. Obyłoby się może bez śledztw i przesłuchań bo przecież nie o to chodzi. Trzeba tylko odwagi naszych pasterzy by powiedzieli głośno – tak paktowałem z diabłem, tak jestem winny, zdaję się a osąd Boga i Jego Oblubienicy Kościoła!

3. Wybaczenie

Ja osobiście wybaczam J.E. abp. Wielgusowi współpracę z diabłem. To ludzka rzecz błądzić. Sam fakt podjęcia takiej współpracy absolutnie nie dyskwalifikuje go jako kapłana i człowieka. Chodzi jednak o ta Prawdę, na temat której tyle słów wylałem na wstępie. I jej zatajenia ks. abp. nie sposób wybaczyć. I tylko to zatajenie dyskwalifikuje go na pierwsze stanowisko w polskiej hierarchii kościelnej.

O ile wiem Kościół w Polsce nigdy nie ogłosił amnestii dla czarnych owiec w swoich szeregach. Przeciwnie – podkreśla konieczność rozliczenia się z przeszłością i powołuje Komisje Historyczne w celu takiego samorozliczenia i samooczyszczenia. Tak jest przynajmniej w teorii.

W praktyce w sprawie J.E. Wielgusa włodarze Kościoła w R.P. odwrócili kolejność wybaczenia i okazywania miłosierdzia. Zamiast oskarżyć, osądzić, wymierzyć karę i na końcu wybaczyć biskupi bez względu na treść dokumentów wybaczyli Jego Eminencji i oskarżyli oszczerców z „Gazety Polskiej” o brak miłosierdzia, szkodzenie Kościołowi i Bóg wie co jeszcze.

4. skutki – „katolicki antyklerykalizm” i upadek Kosioła w Polsce?

Trudno nie odnieść wrażenia że niektórych komentatorów z prawej strony ścieżki poniosło (o tych z lewej, jako zawodowych kłamczuchach pisał nie będę inaczej jak tylko „propagandyści”).

Poniosło też niektórych duchownych , zwłaszcza tych którzy jak diabeł wody świeconej boją się sutanny. Ojcowie Bartoś im Oszajca pletli po różnych GazWybach brednie o demokratyzacji Kościoła, która jakoby „musi” być skutkiem „afery Wilegusa”. Smutne że w tym tonie wypowiadają się kapłani „wywodzący się” (mam wątpliwości czy nadal „należący”) do zakonów- tradycyjnych ostoi Kościoła papiestwa- dominikanów i jezuitów.

Wielu katolików w wersji „soft” zapewne odwróciło się od Kościoła i jego pasterzy, czytaj zwyczajnie obraziło się na Boga. Skoro jednak byli w Kościele jedną nogą to zabranie z jego wnętrza drugiej Kościołowi nie zaszkodzi.

Ucierpiał etos Kościoła, jako instytucji niezłomnej, Ostoi Polskości podczas zaborów, czerwonej i brunatnej okupacji oraz w okresie PRLu. To źle kiedy hierarchia Kościelna, już nie tylko czołowi moderniści w osobach J.E.J.E. abp Życińskiego i abp Gocłowskiego ale cały dziwny pozakanoniczny twór zwany „ Konferencją Episkopatu Polski” atakuje potrzebę przeprowadzenia lustracji. Źle, kiedy jednym tonem z GazWybem i illumminatii z Wielkiego Wschodu wypowiada się o. Rydzyk i Radio Maryja, abp. Życiński i ks. kardynał Józef Glemp, szechterowcy z lewa i postendecy z LPRu.

Prawdy nie da się ustalić w postępowaniu sądowym. Zresztą – w procesie cywilnym i karnym dąży się do poznania prawdy materialnej. Poznania nie jednoznacznego ustalenia, gdyż żaden ziemski sąd nie jest w stanie jej ustalić w sposób ostateczny i niepodważalny. Wierzę mocno, że Kościół, również jego Polska część stoi na straży depozytu wiary i depozytu Prawdy.

Tą Prawdą jest Jezus Chrystus i on najlepiej we jaki charakter miały kontakty abp Wielgusa z bezpieką. Abp Wilegus wypar się te prawdy jak św. Piotr, któremuzbawiciel wybaczył. Wierni w Polsce też wybaczyliby, gdyby biskup przyna się do winy i wyrazł skruchę lub pzynjmniej ubolewanie a ei szedłw zparte.

A tak stało się źle dla Kośioła i dla Polski. Już jak donos niezrównany w rewolucyjnym zapale szechterszczyzna „Dążąc do zdemaskowania komunistycznej przeszłości, polska prawica katolicka sama się zdemaskowała – pisze w czwartkowym numerze dziennika „Guardian” brytyjski historyk i publicysta Timothy Garton Ash. Ash ocenia, że skutkiem skandalu wokół arcybiskupa Stanisława Wielgusa jest „rozbicie w drobny mak spłyconej, czarno-białej wizji przeszłości stworzonej przez bliźniaków Kaczyńskich, Radio Maryja i im podobnych”.

Niestety drogie misie – Kościół istnieje 2000 lat. Grand Orient dziesięć razy krócej, nie mówiąc już o żałosnych jego kreaturach i epigonach które ledwie przeżyły pól wieku.

intronizacja Chrystusa Króla w Polsce? środa, Gru 20 2006 

 Czy Sejm dokona uroczystego aktu Intronizacji Chrystusa Króla?

christo pantocratorwg informacji dzisiejszej „Rzepy” grupa 46 posłów z PiS, LPR i PSL, podpisało się pod projektem uchwały w sprawie Intronizacji Chrystusa Króla. Dokument trafił właśnie na biurko marszałka Sejmu Marka Jurka.

Do inicjatywy chłodno podchodzi Episkopat, Abp Marian Gołębiewski, przewodniczący działającego przy episkopacie zespołu ds. społecznych aspektów intronizacji Chrystusa Króla, o inicjatywie poselskiej dowiedział się od „Rz”. Popiera pomysł, ale podchodzi do niego nieufnie. – O tym, że w tej sprawie jest ruch w narodzie, to wiem, bo dużo listów dostaję. Ale o tym, że posłowie opracowali projekt, dowiaduję się od pani. To bardziej dziedzina Kościoła niż poselska.

Nie rozumiem jak można dokonać bardzie uroczystego aktu Intronizacji jak w uroczystej uchwale sejmowej.

Oczywiście opozycja, ustami pięknego Olejniczaka grzmi o „Państwie wyznaniowym”. Już widzę oczyma wyobraźni debatę sejmową, widzę posłaGadzinowskiego silącego się w Sejmie na jakąś ateistyczno – seksualną szopkę, widzę tłustego Kalisza rozpływającego się na sejmowej mównicy na łżewartościami „ełropejskimi” widzę herr Tuska i innych „lajtowych” katolików mówiących o potrzebie rozdziału tego co boskie i tego co cesarskie, wreszcie widzę wykrzywione w ironicznym uśmiechnięte twarze Lisa i Olejnik, sepleniąca Szczukę i naspidowanego Wojewódzkiego, szydzących w telewizorze z największych świętości.

Sprawa ta niepokoi również pomysłodawców uchwały:

– Boimy się, że podczas sejmowej dyskusji nad uchwałą zostaną splugawione największe świętości – mówi wprost jeden z inicjatorów uchwały Artur Górski z PiS.

Jednak tuż przed świętami posłowie nabrali odwagi. Liczą, że krytykę opozycji złagodzi bożonarodzeniowy nastrój. – Może podejdą do sprawy jak chrześcijanie, a nie tylko jak politycy? – mówią o opozycji politycy PiS.

Czy warto? Warto!

Uchwała taka miałaby charakter precedensowy, mogłaby stanowić wzór dla innych krajów no i siarczysty policzek dla zniewieściałego i zadufanego w swoim homo-hedoniźmie Zachodu. Drugi raz taka okazja może się nie powtórzyć.

Przypomnijmy, że postulat Intronizacji Chrystusa Króla wyszedł od objawień jakich doznała prosta dziewczyna, pielęgniarka w szpital św Łazarza w Krakowie i niedoszła Klaryska Służebnica Boża Rozalia Celakówna.

Od września 1937 roku Rozalia otrzymuje szereg proroczych wizji, w których żądania Jezusa wobec Polski i świata zostały bardzo wyraźnie sprecyzowane. Istotę tych objawień można sprowadzić do warunku: jeśli Polska chce ocalić siebie, musi uznać Jezusa swym Królem w całym tego słowa znaczeniu poprzez Akt Intronizacji. Ma być on dokonany przez cały Naród, a w szczególności przez władze państwowe i kościelne, które w imieniu Narodu mają wspólnie dokonać w sposób uroczysty tego Aktu. W następstwie za przykładem Polski pójdą inne narody i także one dokonają Aktu Intronizacji Jezusa na swego Króla. Wszystkie narody, które nie uznają Jezusa swym Królem, zginą.

Ponieważ pojawienie się żądania, by Polska uznała w sposób oficjalny i uroczysty, poprzez Akt Intronizacji, Jezusa swym Królem, zaskakiwało swą oryginalnością i wiązało się z ogromnymi trudnościami w jego realizacji, dlatego Pan Jezus jeszcze wielokrotnie zwróci się do Rozalii w słowach bardzo łagodnych, lecz stanowczych: „Powiedz, moje dziecko, ojcu, by napisał w tej sprawie do Prymasa Polski. Teraz jest najodpowiedniejsza chwila, trzeba korzystać z czasu łaski”.

Modlitwa do Chrystusa Króla

Panie, Jezu Chryste, uznajemy Cię Królem wszechświata. Wszystko, co się stało, dla Ciebie jest stworzone. Wykonuj nad nami wszystkie Twoje prawa. Odnawiamy przymierze zawarte przy chrzcie świętym, wyrzekamy się grzechu i szatana i wszystkiego, co prowadzi do zła. Przyrzekamy żyć w wolności dzieci Bożych, a nade wszystko zobowiązujemy się działać w tym kierunku, aby zatriumfowały prawa Twojego Królestwa, Królestwa prawdy, sprawiedliwości, miłości i pokoju. Amen.

odnośniki: Biuro Postulacji Służebnicy Bozej Rozalii Celakówny

Następna strona »