Oj co ja widzę? Bandersztad nie jest w Eurolidze! czwartek, List 21 2013 

Chłopcom z Bandersztatu musi być teraz szczególnie łyso. Koncepcja Mitteleuropy (chwilowo) w rozsypce. Na szczycie w Wilnie Grzybowska (Grybauskaite) nie odtrąbi sukcesu, Kwaśniewski i Pat Cox nie znajdą się na okolicznościowych znaczkach Ukrposzty. W Moskwie za to strzelają szmapany.

Z punktu widzenia polskiego interesu narodowego, zakładając że Unia Europejska jest w swoim okresie breżniewowskim a nie gorbaczowskim, to nie do końca korzystne. Tracimy okazję na szerokie otwarcie rynku dla polskich towarów i perspektywę łatwego wykupu ziemi na Kresach. Ponadto za kilkadziesiąt lat będziemy potrzebować bliskich nam kulturowo imigrantów ze wschodu, bo Polacy nie chcą płodzić i rodzic dzieci (lepiej je usuwac jak pryszcze, o czym dumnie pisze red. Wienikowska  )  Jeżeli dojdzie do katastrofy demograficznej mam wybierać nieobliczalnych islamistów, czy też obcych kulturowo Murzynów to wybieram wschodnich Słowian w ciemno. W razie demograficznej katastrofy rozsądnie byłoby wrócić do repatriacji ludzi o polskich korzeniach z krajów bywszowo sajuza,  w których Polonia nie zamieszkuje zwartego terytorium (na Białorusi i Litwie winni bezwzględnie trwać na posterunku, z pomocą polskiego państwa). Ukraina wzmocniłaby w lewacko- laickiej UE Ciemnogród i reakcję. 

Nie łudźmy się jednak. To nie polska koncepcja Międzymorza autorstwa marszałka Józefa „Ziuka” Piłsudskiego stoi za eurointegracją a raczej stara niemiecka koncepcja Mitteleuropy. Wszak to Niemcy są idolami sierot po Banderze i Julii Tymoszenko zd. Hryhian, którzy najbardziej prą do integracji.

(Swoją drogą, to ciekawi mnie co stałoby się z taka Svobodą gdyby Ukraina weszła do UE. Czekałaby ich dorga Jobbiku czy raczej sierot po Gianfranco Finim?)

Nie sądzę, żeby Ukraina wróciła w najbliższym czasie do tematu stowarzyszenia z UE.  Raczej wstąpi do unii celnej ze ZBiR-em i Kazachstanem oraz Armenią. Twarda polityka Putina wobec „bliskiej zagranicy” może imponowac. Nie ma równych sobie graczy w Eurokołchozie, nie mówiąc już o Prywislanskim Kraju.  To kolejny sukces Putina w tym roku, po Syrii chyba największy.

 

 

Reklamy

Jak onet Powiat Jarosławski do Wołynia przyłączał czyli wywiad z posłem Mironem środa, Lip 17 2013 

Kiedy opadła groza pogasły reflektory odkryliśmy że jesteśmy na śmietniku w bardzo dziwnych pozach” pisał wieszcz Zbigniew Herbert. Kiedy opadły emocje po przegłosowaniu, że” ludobójstwo na Wołyniu” było czystka etniczną o znamionach ludobójstwa  dziennikarze ruszyli dobija rannych. Padło na posła Solidarnej Polski z Podkarpacia Mieczysława Golbę, który ” w ostrych słowach” podczas debaty sejmowej nad „uchwałą wołyńską” stwierdził: 

kordan_upa

ilustracja z książki Aндрій Кордан “Козак” „ОДИН НАБІЙ З НАБІЙНИЦІ”

„Pochodzę z miejscowości Wiązownica, która w kwietniu 1945 roku została spalona przez bandę UPA, oddział „Mścicieli”. Spalona została cała wieś, w tym dom moich rodziców. Na tej sali jest poseł, którego ojciec działał w tej bandzie – powiedział w trakcie przemówienia w Sejmie Mieczysław Golba. Słowa te padły w trakcie dyskusji nad określeniem zbrodni wołyńskiej mianem ludobójstwa.[1]

Nietrudno zgadnąć, że poseł Golba mógł mieć na myśli tylko jednego posła na sali sejmowej, o którym powszechnie wiadomo, że jego ojciec aktywnie działał najpierw w strukturach OUN(B) a potem w UPA. Wiedziała o tym nawet niezbyt uważająca na lekcjahgc historii pannica z Zatem nieustalona przez mnie WSI24, która zapytała posła Mirona Sycza ( bo oni  mowa ) temi słowy:

 Czy pana ojciec brał udział w rzezi wołyńskiej? 

– Absolutnie nie. To było w powiecie jarosławskim i nie miał w tym absolutnie nic wspólnego – zapewnia poseł PO. I dodaje: – Jestem dumny, że miałem takiego tatę.[2]

Tym samym wieś Wiązownica, zacna siedziba Gminy Wiązownica w Powiecie Jarosławskim nagle przyłączono głosami polskich dziennikarzy do Wołynia.  O poziomie polskiego dziennikarstwa niech świadczy resume wystąpienia posła Mirona Sycza, podane przez niezawodny Readers Digest polskiego świata lemingów- portal Onet.pl

Sycz w rozmowie z TVN24 zaprzeczył, że jego ojciec brał udział w rzezi wołyńskiej. Jak wyjaśnił, mieszkał on w powiecie jarosławskim, a nie na Wołyniu. – On nie miał z tym nic wspólnego – mówił. Dodał, że jego ojciec znalazł się w sytuacji bez wyjścia: musiał wybierać między Armią Czerwoną a UPA. – A wcześniej służył w Wojsku Polskim i bronił Rzeczpospolitej przed napaścią hitlerowską – powiedział Sycz na antenie TVN24.[3]

I co z tego wynika? No przede wszystkim to, że zadającemu pytanie dziennikarzowi ale i zatrudnionemu w Onecie wklepywaczowi, który krótki wywiad z panem posłem był streścił,  nie mieści się głowie, że oprócz Wołynia OUN(b) zgotowało naszym rodakom „czystkę etniczną o znamionach ludobójstwa”  również na terenie Małopolski Wschodniej (tłumaczenie dla poiltpoprawnych : Galicji Wschodniej i Podkarpacia aż po dzisiejsze województwo małopolskie), na Chełmszczyźnie i Lubelszczyźnie.

Wieś Wiązownica (ukra. В’язівниця) położona jest w powiecie jarosławskim, co oczywiście wywodzący się z  „українського населення Надсяння” Myron Oleksandrowycz Sycz  wie doskonale. Zresztą poinformował o tym indagującego go dziennikarza.

O okolicznościach akcji UPA we Wsi Wiązownica przeczytać można chociażby w  wydanych w serii „Biblioteki Zakerzonii” wspomnieniach Andrija Kordana „Kozaka” zatytułowanych „Jeden nabój z ładownicy[4] . Oddajmy głos druhowi „Kozakowi”:

Gdzieś końcem kwietnia 1945 roku sotnia komendanta „Szuma” pod dowództwem komendanta kurenia „Zaliznjaka” przeprowadziła akcję odwetową na wieś Wiązownicę, w której miała siedzibę banda rabunkowa, napadająca na okoliczne wsie ukraińskie, zabijała i grabiła bezbronnych włościan. Jak doniósł zwiad, we wsi znajdowało się wówczas 300-400 uzbrojonych członków Wojska Polskiego, Milicji Obywatelskiej oraz miejscowej, wiejskiej bandy, a także oddział bolszewicki, który stacjonował w położonym nieopodal folwarku.

Nad ranem rozpoczęto atak na Wiązownicę.  Pod silnym ogniem naszych karabinów maszynowych wróg był zmuszony wycofać się, wioskę zdobyliśmy i częściowo spaliliśmy. O świcie „Zaliznjak” umówionym sygnałem – zieloną racą z rakietnicy dał rozkaz odwrotu. Tymczasem wróg zreorganizował swoje siły i począł nas ostrzeliwać. Zginęło kilku strzelców, a kilku zostało rannych. Jak później doniósł zwiad , wróg poniósł wielkie straty. O dokładnym rezultacie akcji, jeżeli chodzi o liczby, nie piszę, bo nie byłej uczestnikiem bitwy, ale słyszałem co mówili ludzie i widziałem meldunki zebrane w archiwum kurenia, których dokładnie nie potrafię przywołać.

Szczegóły mogą opowiedzieć uczestnicy tej bitwy, którzy ocaleli i żyją na Zachodzie, ich pseudonimy: „Wus”, „Stalewyj”, „Kowalenko”.

 W relacji strony banderowskiej mowa jest o „częściowym spaleniu wsi” i „wielkich startach” strony polskiej oraz o udziale w akcji sotni (kompanii) Iwana Szymanskoho „Szuma” czyli 97 sotni „Mesnyky 2” („Mściciele 2”), wchodzącej w skład kurenia (batalionu) „Mesnyky” Ukraińskiej Powstańczej Armii należącej do 27 Odcinka Taktycznego „Bastion” VI Okręgu Wojskowego „Sian” („San”). Dowódcą kurenia i jak wynika z relacji „Kozaka” bezpośrednim dowódca akcji odwetowej na Wiązownicę w był były komendant posterunku Ukraińskiej Policji Pomocniczej w Rawie Ruskiej Iwan Szpontak „Zaliznjak” (pol. „Żeleźniak” – pseudonim od przywódczy Koliszczyzny Iwana Żeleźniaka)

Zatem nieżyjący ojciec posła Sycza  Aleksander (Ołeksandr) należał do kurenia który brał udział w spaleniu Wiązownicy. Czy brał jednak bezpośredni udział w akcji ? Tu istnieją nie dające się rozstrzygnąć wątpliwości.

Po pierwsze nie żyje sam zainteresowany, po drugie nie znam źródeł polskich, w tym uzasadnienia wyroku sądu skazującego sycza na KaES. Tymczasem jednak źródła banderowskie temu przeczą.

W książce Petra Wasylenki „Wołosza” o romantycznym tytule „Partyznanśkymy dorohamy z komandyrom Zalizniakom” (Partyznaskimi drogami z komendantem „Zalizniakiem”)  znajdujemy krótkie biogramy poszczególnych upowców – członków kurenia dowodzonego przez . Biogram Ołeksandra Sycza ur. w 1914 r. w Laszkach, powiat jarosławski, podaje, że był on strzelcem sotni Mesnyky – 4 , a zatem dowodzonej przez Dalej czytamy, ze był członkiem OUN już od 1938 r. ( zatem nie można stwierdzić, jak twierdzi jego syn, że podczas wojny obronnej 1939 r. był lojalnym obywatelem Polski) w szeregach UPA od jesieni 1944 r. na początku jako członek podziemnej siatki OUN- UPA a od jesieni 1945 r. w kureniu „Mesnyky” (napad na Wiązownicę był natomiast w kwietniu 1945 r.) Wiosną 1947 r. został ujęty przez żołnierzy WP a następnie skazany przez polski sąd na karę śmierci. Więzienie opuścił w listopadzie 1953 r.[5]

W kureniu „Zalizniaka” był również Mychajło Sycz ps. „Sirko”s. Andrija i Anny urodzony 23 października 1947 r. w przysiółku Onyszki koło Suchej Woli, powiat lubaczowski,  Od wiosny 1945 r. strzelec w sotni Mesnyky-2 (a więc sotni dowodzonej przez „Szuma”) w 1947 wzięty do niewoli, nstaepnie skazy na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy w Rzeszowie i stracony w Rzeszowie w dniu 2 lipca 1947 r.

Być może więc to Mychajło Sycz a nie Ołeksandr brał udział w napadzie na Wiązownicę?

Jest to wersja prawdopodobna, zatem zgodnie z zasada „in dubio pro reo” możemy uznać że słowa posła Mirona Sycza polegają na prawdzie i jego ojciec nie mia  napadem na Wiązownice nic wspólnego. Należał natomiast do antypolskiej i zbrodniczej organizacji.


[4] Бібліотека Закерзоння Серія „Спогади” Том 4, Андрій Кордан „Козак” „ОДИН НАБІЙ З НАБІЙНИЦІ” Спомини вояка УПА з куреня „Залізняка” Упорядник Микола Дубас Торонто — Львів 2006 s. 124

[5]  Партизанськими дорогами зкомандиром „Залізняком” Drohobycz 1997 zainteresowanych odsyłam pod adres: http://do.gendocs.ru/docs/index-12514.html?page=15

Absurdalna uchwała w zupełnie innym miejscu, posłom pod rozwagę… czwartek, Lip 11 2013 

Wyobraźmy sobie taki nagłówek prasowy z dnia 27 stycznia 2013 r.

„Jak dochodzi dziennik „Haretz” w  dzisiejszym głosowaniu Kneset głosami Kadimy, Avody i Hadaszu  odrzuciły uchwałę autorstwa opozycyjnego Likudu w sprawie uznania tzw. tragedii Shoach za ludobójstwo. Za przyjęciem uchwały głosowały też opozycyjne partie Szas oraz Izrael Beitenu. Odrzucono również uchwałę, o ustanowieniu dnia 27 stycznia , tj. rocznicy wyzwolenia nazistowskiego polskiego obozu. koncentracyjnego w Auschwitz przez Armię Czerwoną Dniem Pamięci Ofiar Holokaustu (Yom ha Shoah).

Środowiska ocalonych i ich rodzin nie kryją oburzenia. Zapowiadają własne obchody styczniowej rocznicy . Środowiska te zpowiedziały ponadto budowę w Jerozolimie centrum Yad- Washem mającego na celu upamiętnienie ofiar Shoah. Przypominają ponadto , że grupa 160 deputowanych do Bundestagu głównie z partii lewicowych, zaapelowały do Knesetu do uznanie Shoah (w środowiskach niemieckiej lewicy zwanych Holokaustem) za ludobójstwo i wskazanie niemieckiej trzeciej Rzeszy oraz jej funkcjonariuszy jako bezpośrednich sprawców,a także o uznanie narodowego socjalizmu za ideologię zbrodniczą.

Doradca prezydenta Izraela Echuda Baraka do spraw historycznych  , dr Julius H. Schoeps wyraził zdziwienie postulatami ocalonych o godne uczczenie Shoach „Przecież piękny pomnik na Pustyni Nagev, przy wjeździe do kibucu Devira to bardzo dobre, eksponowane miejsce. Apeluję do środowiska ocalonych z Shoach i ich rodzin o godne uczczenie rocznicy . Ponadto weźmy pod uwagę wrażliwość naszych niemieckich partnerów. Przecież nie możemy zablokować w imię niepojętego dla mnie  jątrzenia starych, zabliźnionych ran aspiracji naszych niemieckich przyjaciół do zostania stałym członkiem rady Bezpieczeństwa ONZ. Na pytanie o planie uczynienia przez środowiska prawicowe oraz ocalałych z tragedii Shoah rocznicy tzw. konferencji w Wansee dr Schoeps podkreślił, za niemieckimi historykami, że „nie ma żadnych dowodów na przeprowadzenie tej konferencji i zaplanowania tragedii przez najwyższe czynniki niemieckie”.

Przypomnijmy, że zgodnie z rozpowszechnionymi poglądami panującymi w Europie do tzw. zagłady doszło w wyniku spontanicznych akcji nazistowskich jednostek SS  którzy opatrznie zrozumieli sugestie Himmlera o ostatecznym rozwiązaniu kwestii żydowskiej. Aktyywnie w tragedii udział wzięli także nazistowscy kolaboranci z krajów słowiańskich. Jak podkreślają historycy niemieccy w zbiorowej pracy „Druga wojna niemiecko żydowska” tzw. Shoah  stanowiło logiczny wynik tysiącletniej dominacji żydowskiej na terenie Rzeszy Niemieckiej oraz była kontynuacją konfliktów z lat 20-tyc i 30 tych XX w. z okresu Bawarskiej Republiki Rad i Republiki Weimarskiej”.

Absurdalne, prawda? I śmieszno i straszno. Całe szczęście to political fiction.

Teraz, drogi czytelniku  zamień  Izrael na Polskę, Kneset na Sejm, dr Schoepsa na profesora Nałęcza , pomnik w kibucu Devira na pomnik na Skwerze Wołyńskim…

Całe szczęście Naród Żydowski potrafił godnie uczcić swoje ofiary i przekazać tą pamięć światu. Mój Naród albo ściślej jego przedstawiciele tego nie chcą i nie potrafią. Narodowy socjalizm doczekał się Norymbergi. Ukraiński integralny nacjonalizm święci tryumfy na dzisiejszym Wołyniu i w tzw. Bandersztacie.

I na zakończenie z „Marszu OUN”, bez tłumaczenia na język polski, cytuję gdzieś posłyszane

„Na wyszywankach mryi barwysty

Krycze nas hołos Dnipra.

My ukrajinśki nacjonalisty

syjemo nywu dobra…”

Żelazna Sotnia – heroje Zakerozonii? sobota, List 17 2007 

Bieszczady, jesień 1946 r. Żołnierze wojsk ochrony pogranicza NKWD maszerują w szarozielonych gimnastiorkach szerokim karpackim płajem. Mijają oddział stawiający czerwono – zielony słup graniczny, z nabazgranym czarnymi bukwami na białej tablicy napisem „SSSR”.

Wąsaty sierżant – wiarus, podtrzymując pas od przewieszonejprzez ramię pepeszy zgaduje do podstarzałego porucznika:

Towarzyszu poruczniku! Byłem tu w ‘41. – mówi po ukraińsku, z rosyjskim akcentem, a może wojskową manierą – Granica była dalej!

I co z tego- pyta znudzony porucznik.

Sierżant wzrusza ramionami.

Tam są bracia Ukraińcy. To nasza Ziemia!

Powiedziano, granica, znaczy się granica! – odpowiada rzeczowo, po sowiecku starszyj lejtnant.

Niedawna premiera filmu „1612 – Kronika Smuty” sprowokowała mnie do przybliżenia czytelnikowi innego historycznego filmu ukazującego wycinek polskiej historii widzianej oczyma wschodniego sąsiada. Jako że ta historia jest o wiele świeższa i bolesna, filmOlesia Janczuka „Żelazna sotnia” (ukr. „Залізна сотня „(ang. „The Company of Heroes”) z 2003 r. powinien szczególnie zaciekawić polskich widzów.

Film rozpoczyna krótka, „zajawka” przedstawiająca bitwę partyzantów UPA z Wehrmachtem. Po tym krótkim wstępie niewtajemniczonych w „wiry walki” widzówuświadamiają napisy po ukraińsku i po angielsku. Dowiedzieć możemy się m.in. że „na początku XX w. Ukraina została podzielona pomiędzy Rosję Radziecką i Polskę. (…) W 1943 r. Stalin oddał Polsce Zakerzonję , część odwiecznych ukraińskich ziem z prawie milionem ukraińskich mieszkańców. Dla obrony Kraju przed represjami w celu odrodzenia państwa, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów stworzyła podziemną organizację i siły zbrojne. Wśród nich była sotnia Ukraińskiej Powstańczej Armii pod dowództwem Mychajła Dudy „Hromenki”.

Janczuk składa bowiem hołd „bohaterom” Zakerzonii[i], słynnej sotni UPA pod dowództwem „Hromenki” (właściwie Mychajło Duda). Warto dodać, że film zrealizowano na motywach książki Jurija Borca (Paszkowskiego) „UPA – w wirach walki” który zresztą był również głównym producentem filmu, przy wsparciu finansowym Ministerstwa Obrony Ukrainy i Administracji Państwowej oraz Rady Obwodowej w Iwanofrankowsku.

Zanim oglądnąłem ten film zapytałem sam siebie, czego możemy spodziewać się po ukraińskim filmie o Ukraińskiej Powstańczej Armii? Zrozumienia drugiej ze stron? Pokazania zbrodni po stronie ukraińskiej? Dozy obiektywizmu? No w końcu film nakręcono w 2003 r. 12 lat po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości, w innych warunkach niż polski „Ogniomistrz Kaleń”…


Nic z tych rzeczy. Reżyser opowiada ukraińską wersję tamtych wydarzeń. Opowiada ze swadą, barwnie, momentami żewnie, ale jak ślepy na jedno oko bandurzysta nie widzi tego, do czego doprowadził ukraiński nacjonalizm po drugiej stronie. Dla jednych to może być główna wada filmu, ale w końcu to film o Ukraińcach i dla Ukraińców. To ich historię opowiada „Czumak” za pośrednictwem reżysera, tu Polacy i Sowieci są tłem dla dzielnych partyzantów spod znaku żelaznej podkowy.

Reżyser nie uniknął wpadek charakterystycznych dla siermiężnej, wschodniosłowiańskiej kinematografii. I tak sceny miłosne, które swoim patosem i uderzającą w ekran „burzą uczuć” bohaterów przypominają najlepsze sowieckie dramaty produkcyjne.

Główne postaci w filmie Janczuka są jak archetypowi kozaccy atamani. Buławny „Czumak” , schwytany przez lackie oddziały, niczym Iwan Pidkowaucieka brawurowo z łódki przepływającej graniczny San – nurkując i cudem unikając kaźni. Jest młody chłopiec z sokołem, symbolem wolnej ukraińskiej duszy, nieokiełznanej kozackiej „woli”, są czarnobrewe „mołodyce” i „diyuczyny”, których uroda rozkwita i gaśnie w wojennej zawierusze. Są bohaterscy swiaszczennycy, stawiający czoła bezbożnym okupantom.

Są i zdradzieccy Turcy – Bisurmani, w latach 40-tych to Sowieci. O dolo kozacka! To w większości Ukraińcy spod Charkowa i Połtawy! Jak dawni poturczeńcy woleli „bisurmańskie” wygody niż nierówną walkę z wszystkimi o wszystko… Zresztą „Czumak” tłumaczy Miszy spod Żytomierza, który pyta:

Czemu Polacy palą wasze wsie?

Nasze wsie, Misza, nasze wsie! – tłumaczy jak mądry ataman młodemu janczarowi -Wasza Żytomierszczyzna podlega Moskwie, a te ziemie – wskazał na pola – Warszawie.

Warszawa to lacka stolica. Są więc i Lachy…

Ukazani jako głowni winowajcy wszystkiego zła Polacy to głownie walczące z UPA i dokonujące wysiedleń ludowe Wojsko Polskie. Kieruje nim, nota bene nieźle sportretowany,tow. Świerczewski. Główne odium nienawiści widza skupia polska banda, siejąca terror wśród dobrych ukraińskich wieśniaków. W przerwach od krwawej siejby banda zajmuje się głównie biesiadowaniem i śpiewaniem łamaną, szeleszczącą polszczyzną piosenek, z pijackim refrenem „ale o mojej biedzie powiedzieć nie mogę”.

Przywódcą bandy, a zarazem główną negatywną postacią filmu jest blondwłosy watażka, amator dobrej wypitki i zdobywanych siłą ukraińskich kobiet. Czarny charakter oczywiście epatuje czarnym humorem, w jednej z pierwszych scen, kiedy przyprowadzają do niego grekokatolickiego księdza Szewczuka, ten najpierw wyzywa go od schizmatyków, a gdy przerażony swiaszczennyk szepce:

Jestem obrządku wschodniego.

Znam jeden wschodni obrządek – odpowiada Lach, polerując brzytwę o pas – obrzezanie.

Wtórujemu śmiech innych Lachów, którzy zaraz ochoczo przystępują do wykonywania „obrządku” i pewnie „obrzezaliby” biednego księdza, gdyby nie bohaterska odsiecz upowców.

Sowieccy reżyserzy nie powstydziliby się tak zręcznej propagandowej agitki!

Zwłaszcza, że w tym filmie jest niewątpliwe piękno, surowe bieszczadzkie krajobrazy i świat dawnych mieszkańców tamtych ziem, ukazany jednostronnie i powierzchownie, ale dość przekonywująco. Szerokie panoramy zaśnieżonych połonin, wartkich górskich strumieni, a wśród nich podpalone przez polskie wojsko, polskojęzyczne bandy i enkawudzistów ukraińskie chaty.

Za serce chwyta scena wielkanocnej liturgii na połoninie, kiedy świąteczne „Chrystos Woskres – Woistinu Woskres” brzmią jak pełen nadziei okrzyk zapowiadający zmartwychwstanie Samostijnej Ukrainy. Scenę ślubu w cerkwi kończy rozdzierająca serce pieśń państwa młodych i weselnego orszaku „Myła moja, szczo to bude z namy…” , która rozbrzmiewa po górach i dolinach, odbijająca się głuchym echem od blaszanych kopuł drewnianej cerkiewki, pozwalając zrozumieć tęsknotę za dawno już przebrzmiałym światem.

Cóż piękne, ale czy prawdziwe? Autor nie wspomina słowem o masakrze Polaków w Baligrodzie, rajdach na Birczę o zbrodniach dywizji SS „Hałyczyna” (Galizien) w okolicach Rymanowa Zdroju. Ich kości i krew użyźniły nieurodzajną górską ziemię, a Polska, za którą i przez którą zginęli o nich zapomniała….

 Poniżej trailer(?) filmu:

===============================

Jurij Borec’ (Paszkowski), ps. koonspiracyjny „Czumak” urodzony 26 marca 1892 r. we wsiŁubno koło Dynowa w obecnym woj. podkarpackim. Jak 30 innych mieszkańców jego rodzinnej wsi„Czumak” wstąpił do Ukraińskiej Powstańczej Armii[ii]. Brał udział m.in. w napadzie upowców na koszary Wojska Polskiego w Birczy w nocy z 6 na 7 stycznia 1946 r. [iii] w trakcie którego został ranny w obie nogi. Był hospitalizowany w słynnym podziemnym szpitalu upowskim pod Chrzyszczatą w Bieszczadach (okolice Woli Michowej i Smolnika, gm. Cisna). W końcu lata 1947 r., kiedy wojna UPA w Zakierzonni straciła jakikolwiek sens (z powodu wysiedlenia ukraińskich mieszkańców w ramach akcji „Wisła”) buławny (sierżant) „Czumak”, już jako członek sotni dowodzonej przez porucznik UPA Mychajło Dudę „Hromenkę” , walcząc z wojskami polskimi i czechosłowackimi przedarł się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w południowych Niemczech („Hromenko” to też skądinąd, podobnie jak „Taras Czuprynka” przykład pięknej współpracy ukraińsko – niemieckiej, były żołnierz niemieckiego batalionu „Roland”[iv]).W 1949 roku „Czumak” przeniósł się z Monachium do Australii, gdzie do swojej śmierci 12 grudnia 2006 r. był aktywnym członkiem ukraińskich banderowskich środowisk emigracyjnych i kombatanckich. Opisał swoje wspomnienia z czasów walk UPA z Polakami na Zekierzonii i dzieje słynnego rajdu sotni „Hromenki” w książkach „UPA w wirze walki” („УПА у вирі боротьби”),, Rajd bez broni” („Рейд без зброї”),, Z najpiękniejszymi” „З найкращими”,, Szlakiem rycerzy idei i czynu”( „Шляхами лицарів ідеї і чину”),„Za Ukrainę za jej wolność” („За Україну, за її волю” ). Jego staraniem w Penrith, zachodniej dzielnicy Sydney ulice otrzymały nazwy ukraińskich bohaterów narodowych, oczywiście z punktu widzenia banderowskiej emigracji , takich jak: Bandera Ave., Mazepa Ave.

Film można obejrzeć na serwisie youtube pod adresami(uwaga na reklamę pensjonatu „Bajka” w Kosowie na Huculszczyźnie, dla „prawdziwych Kozaków” 🙂

http://www.youtube.com/watch?v=DXNKrHdWs0c


[i] Zakerzonia, Zakerzonnja (ukr. Закерзоння) –przyjęta przez nacjonalistyczne podziemie ukraińskie, a obecnie również używana oficjalnie przez historyków ukraińskich, nazwa terenów leżących na zachód od tzw. Linii Curzona

[ii] http://nacija.org.ua/index.php?option=com_content&task=view&id=878&Itemid=9

[iii] http://www.pokrova.org.ua/dokument001291.html

[iv] http://pl.wikipedia.org/wiki/Mychajło_Duda

Koniec Kresów poniedziałek, Wrz 17 2007 

pocałunek pokoju
W dniu 17 września 1939 r. w granice Rzeczpospolitej Polskiej pzostającej w stanie wojny z Rzeszą Niemiecką wkroczyła Armia Czerwona.

Kończący się 17 września to nie tylko symboliczna data przypieczętowania paktu Ribbentropp- Mołotow, nie tylko de facto koniec II RP ale przede wszystkim poczatek targedii Kresów, początek ich końca.

P.s. ogłoszenie dla porządku (i tak czytających jak na lekarstwo więc może trafi w próżnię, ale kultura wymaga: Bardzo dawno nie było mnie n tym blogu z wielu przyczyn. Powiedzmy że jeszcze nie powracamdefinitywnie, ale „się przymierzam”.Napewno po 15 października będę regularnie pisał.

Bohdan Czerwak gra z ogniem sobota, Maj 5 2007 

(od tłumacza – poniżej na razie robocza i niepoprawiona wersja artykułu Bohdana Czerwaka *- szefa kijowkiej OUN ale i kiedyś wysokiego rangą urzędnika ukraińskiej administarcji rządowej , zamieszczam w kontekście ostatniego bicia się w piersi i narodowej pokuty z okazji Akcji „Wisła”, autor artykułu komentuje skandaliczny jego zdaniem projekt budowy pomnika ofiar UPA w Warszawie, o dziwo dostaje się nawet tradycyjnie grającym rolę pożytecznych idiotów dziennikarzom „GazWybowi” , epigonom Jacka Kuronia, wybitnego specjalisty od wybielania band Bandery i Melnyka, na zdjeciu po lewej – pomnik ofiar UPA, ktorego projekt tak obraził autora tekstu)

 

Bohdan CZERWAK : „Gra z ogniem”

Do niedawna uważało się, że pytania o miejsce i rolę OUN i UPA we współczesnym życiu naszego kraju należy wyłacznei do kompetencji państwa ukrainskiego, a w szczególnoścvi jego rządu. Od niedawna wszystko uległo zmianie. Niepodziewanie temat OUN i UPA stał się „problemem” dla …Polski

Pod koniec lutego br. znane i opiniotwórcze polskie czasopismo „Gazeta Wyborcza” opublikowało artykuł „Czy w stolicy stanie pomnik ku czci pomordowanym przez UPA”?

(chodzi o artykuł „W stolicy stanie makabryczny pomnik ofiar UPA?”przyp. tłumacza)

Tytuł nie tylko daje do myśłenia ale również prowokuje.

Na początku krótkie streszczenie. W artykule ogłasza się, że niektórzy przedstawiciele polskiej inteligencji domagają się postawienia w centrum Warszawy monumentu ku czci ofiar tak zwanej „wołyńskiej tragedii” (w oryg. так званої Волинської трагедії) z lat 1943-1944. Gazeta opublikowała również fotografię przyszłego pomnika: pięciometrowe drzewo z brązu ze skrzydłami zamiast gałęzi, do którego pnia przybito trupy dzieci. Według autora artykułu właśnie taki pomnik wywoła „oburzenie” wśród ludzi i może stac się odpowiednią reakcją na żądania Światowego Kongresu Ukraińców, który domaga się od władz w Warszawie przeproszenia i odszkodaowań za akcję „Wisła” .

Można wyróżnić trzy aspekty problemu zarysowane w artykule znanej polskiej gazety.

Jak zaznacza jego autor, główną ideą postawienia pomnika jest uczczenie pamięci polskich ofiar „rzezi wołyńskich” z lat 1943-1944. To nie nowy problem dla Ukraińców. Nie tak dawno był on tematem szerokiej dyskusji w naszym kraju w związku z obchodami w 2003 r. 60-tej rocznicy ukraińsko – polskich walk na Wołyniu w czasie II wojny światowej. Przypominam, że wówczas polska strona domagała się od Ukrainy przeproszenia za śmierć swoich ludzi, którzy zginęli w wyniku świadomych działań nacjonalistów ukraińskich, w szczególności OUN i UPA. W odpowiedzi ukraińscy historycy oraz przedstawiciele organizacji patriotycznych dali przekonywujące dowody na to, że OUN i UPA broniły swoją ziemię przed polskimi okupantami, więc państwo Ukraińskie nie może i nie ma potrzeby prosić o wybaczenie.

W rezultacie głowy dwóch państw, wówczas byli nimi Leonid Kuczma i Aleksander Kwaśniewski podpisali wspólne oświadczenie Prezydenta Ukrainy i Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej „O uczczeniu 60-tej rocznicy tragicznych wydarzeń na Wołyniu”. W dokumencie zaznacza siew szczególności, że „pochylając głowy przed ofiarami zbrodni i wszystkich tragicznych wydarzeń które miały miejsce we wspólnej historii wyrażamy przekonanie, że wzajemne przebaczenie będzie pierwszym krokiem do pełnego pojednania młodego pokolenia Ukraińców i Polaków uwolnionego od uprzedzeń tragicznej przeszłości.” Jednocześńie prezydenci obu krajów zwrócili się do swoich rodaków by ci „zacieśnili te związki, które nas łączą”

Oczywiście, wspominany artykuł oraz zamiar niektórych polskich sił politycznych by postawić w Warszawie pomnik „ofiarom UPA” dają podstawę do uważania, że polska strona zgrzeszyła (w oryginale „лукавила”) kiedy ręką swojego prezydenta podpisywała cytowane wyżej oświadczenie oraz, że ma zamiar cofnąć koło historii. Z tego poglądu można tylko wyrazić żal oraz zapewnić Polaków, że Ukraińcom tak w 1943 r. Jak i w 2003 r. A także i dzisiaj wystarcza argumentów, by dowieść „swojej prawdy”. Ale dla kogo jest to dzisiaj wygodne? Niech wiec przede wszystkim polska strona da odpowiedź na to pytanie?

Jak stwierdza polska gazeta, wzniesienie pomnika to odpowiedź na ukraińską inicjatywę godnego uczczenia w następnym roku 60- tej rocznicy masowych deportacji ukraińskich mieszkańców z ich etnicznych ziem – Łemkowszczyzny, Chełmszczyzny, Podlasia i Posania. (c.d.n.)

źródło: http://www.ukrnationalism.org.ua/publications/?n=1129———————————————————————–

* Bohdan Czerwak – ur. 1964 w Drohobyczu, ukraiński polityk nacjonalistyczny i publicysta, z wykształcenia nauczyciel języka i literatury ukraińskiej, członek kierownictwa (provodu) Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, szef Kijowskiej Miejskiej OUN, w 2001 r. redaktor naczelny tygodnika „Ukraińskie Słowo”, pełnił wiele funkcji w rządzie Wiktora Juszczenki, a po pomarańczowej rewolucji został dyrektorem Departamentu Państwowej Polityki Informacyjnej i Integracji Europejskiej w Państwowym Komitecie Radiowo-Telewizyjnym Ukrainy, autor książek: „Naprzód Ukraińcy!”, „Olena Teliha – życie i twórczość” oraz monografii „ Bitwa o Wołyń” reklamowanej jako ukraiński pogląd zna problem obchodów 60- te rocznicy tak zwanej tragedii wołyńskiej (do nabycia pod adresem http://www.knyha.com/ukr/catalog/10423/), żonaty, ojciec dójki dzieci (cyt. za wikiepdią)