Żelazna Sotnia – heroje Zakerozonii? sobota, List 17 2007 

Bieszczady, jesień 1946 r. Żołnierze wojsk ochrony pogranicza NKWD maszerują w szarozielonych gimnastiorkach szerokim karpackim płajem. Mijają oddział stawiający czerwono – zielony słup graniczny, z nabazgranym czarnymi bukwami na białej tablicy napisem „SSSR”.

Wąsaty sierżant – wiarus, podtrzymując pas od przewieszonejprzez ramię pepeszy zgaduje do podstarzałego porucznika:

Towarzyszu poruczniku! Byłem tu w ‘41. – mówi po ukraińsku, z rosyjskim akcentem, a może wojskową manierą – Granica była dalej!

I co z tego- pyta znudzony porucznik.

Sierżant wzrusza ramionami.

Tam są bracia Ukraińcy. To nasza Ziemia!

Powiedziano, granica, znaczy się granica! – odpowiada rzeczowo, po sowiecku starszyj lejtnant.

Niedawna premiera filmu „1612 – Kronika Smuty” sprowokowała mnie do przybliżenia czytelnikowi innego historycznego filmu ukazującego wycinek polskiej historii widzianej oczyma wschodniego sąsiada. Jako że ta historia jest o wiele świeższa i bolesna, filmOlesia Janczuka „Żelazna sotnia” (ukr. „Залізна сотня „(ang. „The Company of Heroes”) z 2003 r. powinien szczególnie zaciekawić polskich widzów.

Film rozpoczyna krótka, „zajawka” przedstawiająca bitwę partyzantów UPA z Wehrmachtem. Po tym krótkim wstępie niewtajemniczonych w „wiry walki” widzówuświadamiają napisy po ukraińsku i po angielsku. Dowiedzieć możemy się m.in. że „na początku XX w. Ukraina została podzielona pomiędzy Rosję Radziecką i Polskę. (…) W 1943 r. Stalin oddał Polsce Zakerzonję , część odwiecznych ukraińskich ziem z prawie milionem ukraińskich mieszkańców. Dla obrony Kraju przed represjami w celu odrodzenia państwa, Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów stworzyła podziemną organizację i siły zbrojne. Wśród nich była sotnia Ukraińskiej Powstańczej Armii pod dowództwem Mychajła Dudy „Hromenki”.

Janczuk składa bowiem hołd „bohaterom” Zakerzonii[i], słynnej sotni UPA pod dowództwem „Hromenki” (właściwie Mychajło Duda). Warto dodać, że film zrealizowano na motywach książki Jurija Borca (Paszkowskiego) „UPA – w wirach walki” który zresztą był również głównym producentem filmu, przy wsparciu finansowym Ministerstwa Obrony Ukrainy i Administracji Państwowej oraz Rady Obwodowej w Iwanofrankowsku.

Zanim oglądnąłem ten film zapytałem sam siebie, czego możemy spodziewać się po ukraińskim filmie o Ukraińskiej Powstańczej Armii? Zrozumienia drugiej ze stron? Pokazania zbrodni po stronie ukraińskiej? Dozy obiektywizmu? No w końcu film nakręcono w 2003 r. 12 lat po uzyskaniu przez Ukrainę niepodległości, w innych warunkach niż polski „Ogniomistrz Kaleń”…


Nic z tych rzeczy. Reżyser opowiada ukraińską wersję tamtych wydarzeń. Opowiada ze swadą, barwnie, momentami żewnie, ale jak ślepy na jedno oko bandurzysta nie widzi tego, do czego doprowadził ukraiński nacjonalizm po drugiej stronie. Dla jednych to może być główna wada filmu, ale w końcu to film o Ukraińcach i dla Ukraińców. To ich historię opowiada „Czumak” za pośrednictwem reżysera, tu Polacy i Sowieci są tłem dla dzielnych partyzantów spod znaku żelaznej podkowy.

Reżyser nie uniknął wpadek charakterystycznych dla siermiężnej, wschodniosłowiańskiej kinematografii. I tak sceny miłosne, które swoim patosem i uderzającą w ekran „burzą uczuć” bohaterów przypominają najlepsze sowieckie dramaty produkcyjne.

Główne postaci w filmie Janczuka są jak archetypowi kozaccy atamani. Buławny „Czumak” , schwytany przez lackie oddziały, niczym Iwan Pidkowaucieka brawurowo z łódki przepływającej graniczny San – nurkując i cudem unikając kaźni. Jest młody chłopiec z sokołem, symbolem wolnej ukraińskiej duszy, nieokiełznanej kozackiej „woli”, są czarnobrewe „mołodyce” i „diyuczyny”, których uroda rozkwita i gaśnie w wojennej zawierusze. Są bohaterscy swiaszczennycy, stawiający czoła bezbożnym okupantom.

Są i zdradzieccy Turcy – Bisurmani, w latach 40-tych to Sowieci. O dolo kozacka! To w większości Ukraińcy spod Charkowa i Połtawy! Jak dawni poturczeńcy woleli „bisurmańskie” wygody niż nierówną walkę z wszystkimi o wszystko… Zresztą „Czumak” tłumaczy Miszy spod Żytomierza, który pyta:

Czemu Polacy palą wasze wsie?

Nasze wsie, Misza, nasze wsie! – tłumaczy jak mądry ataman młodemu janczarowi -Wasza Żytomierszczyzna podlega Moskwie, a te ziemie – wskazał na pola – Warszawie.

Warszawa to lacka stolica. Są więc i Lachy…

Ukazani jako głowni winowajcy wszystkiego zła Polacy to głownie walczące z UPA i dokonujące wysiedleń ludowe Wojsko Polskie. Kieruje nim, nota bene nieźle sportretowany,tow. Świerczewski. Główne odium nienawiści widza skupia polska banda, siejąca terror wśród dobrych ukraińskich wieśniaków. W przerwach od krwawej siejby banda zajmuje się głównie biesiadowaniem i śpiewaniem łamaną, szeleszczącą polszczyzną piosenek, z pijackim refrenem „ale o mojej biedzie powiedzieć nie mogę”.

Przywódcą bandy, a zarazem główną negatywną postacią filmu jest blondwłosy watażka, amator dobrej wypitki i zdobywanych siłą ukraińskich kobiet. Czarny charakter oczywiście epatuje czarnym humorem, w jednej z pierwszych scen, kiedy przyprowadzają do niego grekokatolickiego księdza Szewczuka, ten najpierw wyzywa go od schizmatyków, a gdy przerażony swiaszczennyk szepce:

Jestem obrządku wschodniego.

Znam jeden wschodni obrządek – odpowiada Lach, polerując brzytwę o pas – obrzezanie.

Wtórujemu śmiech innych Lachów, którzy zaraz ochoczo przystępują do wykonywania „obrządku” i pewnie „obrzezaliby” biednego księdza, gdyby nie bohaterska odsiecz upowców.

Sowieccy reżyserzy nie powstydziliby się tak zręcznej propagandowej agitki!

Zwłaszcza, że w tym filmie jest niewątpliwe piękno, surowe bieszczadzkie krajobrazy i świat dawnych mieszkańców tamtych ziem, ukazany jednostronnie i powierzchownie, ale dość przekonywująco. Szerokie panoramy zaśnieżonych połonin, wartkich górskich strumieni, a wśród nich podpalone przez polskie wojsko, polskojęzyczne bandy i enkawudzistów ukraińskie chaty.

Za serce chwyta scena wielkanocnej liturgii na połoninie, kiedy świąteczne „Chrystos Woskres – Woistinu Woskres” brzmią jak pełen nadziei okrzyk zapowiadający zmartwychwstanie Samostijnej Ukrainy. Scenę ślubu w cerkwi kończy rozdzierająca serce pieśń państwa młodych i weselnego orszaku „Myła moja, szczo to bude z namy…” , która rozbrzmiewa po górach i dolinach, odbijająca się głuchym echem od blaszanych kopuł drewnianej cerkiewki, pozwalając zrozumieć tęsknotę za dawno już przebrzmiałym światem.

Cóż piękne, ale czy prawdziwe? Autor nie wspomina słowem o masakrze Polaków w Baligrodzie, rajdach na Birczę o zbrodniach dywizji SS „Hałyczyna” (Galizien) w okolicach Rymanowa Zdroju. Ich kości i krew użyźniły nieurodzajną górską ziemię, a Polska, za którą i przez którą zginęli o nich zapomniała….

 Poniżej trailer(?) filmu:

===============================

Jurij Borec’ (Paszkowski), ps. koonspiracyjny „Czumak” urodzony 26 marca 1892 r. we wsiŁubno koło Dynowa w obecnym woj. podkarpackim. Jak 30 innych mieszkańców jego rodzinnej wsi„Czumak” wstąpił do Ukraińskiej Powstańczej Armii[ii]. Brał udział m.in. w napadzie upowców na koszary Wojska Polskiego w Birczy w nocy z 6 na 7 stycznia 1946 r. [iii] w trakcie którego został ranny w obie nogi. Był hospitalizowany w słynnym podziemnym szpitalu upowskim pod Chrzyszczatą w Bieszczadach (okolice Woli Michowej i Smolnika, gm. Cisna). W końcu lata 1947 r., kiedy wojna UPA w Zakierzonni straciła jakikolwiek sens (z powodu wysiedlenia ukraińskich mieszkańców w ramach akcji „Wisła”) buławny (sierżant) „Czumak”, już jako członek sotni dowodzonej przez porucznik UPA Mychajło Dudę „Hromenkę” , walcząc z wojskami polskimi i czechosłowackimi przedarł się do amerykańskiej strefy okupacyjnej w południowych Niemczech („Hromenko” to też skądinąd, podobnie jak „Taras Czuprynka” przykład pięknej współpracy ukraińsko – niemieckiej, były żołnierz niemieckiego batalionu „Roland”[iv]).W 1949 roku „Czumak” przeniósł się z Monachium do Australii, gdzie do swojej śmierci 12 grudnia 2006 r. był aktywnym członkiem ukraińskich banderowskich środowisk emigracyjnych i kombatanckich. Opisał swoje wspomnienia z czasów walk UPA z Polakami na Zekierzonii i dzieje słynnego rajdu sotni „Hromenki” w książkach „UPA w wirze walki” („УПА у вирі боротьби”),, Rajd bez broni” („Рейд без зброї”),, Z najpiękniejszymi” „З найкращими”,, Szlakiem rycerzy idei i czynu”( „Шляхами лицарів ідеї і чину”),„Za Ukrainę za jej wolność” („За Україну, за її волю” ). Jego staraniem w Penrith, zachodniej dzielnicy Sydney ulice otrzymały nazwy ukraińskich bohaterów narodowych, oczywiście z punktu widzenia banderowskiej emigracji , takich jak: Bandera Ave., Mazepa Ave.

Film można obejrzeć na serwisie youtube pod adresami(uwaga na reklamę pensjonatu „Bajka” w Kosowie na Huculszczyźnie, dla „prawdziwych Kozaków” 🙂

http://www.youtube.com/watch?v=DXNKrHdWs0c


[i] Zakerzonia, Zakerzonnja (ukr. Закерзоння) –przyjęta przez nacjonalistyczne podziemie ukraińskie, a obecnie również używana oficjalnie przez historyków ukraińskich, nazwa terenów leżących na zachód od tzw. Linii Curzona

[ii] http://nacija.org.ua/index.php?option=com_content&task=view&id=878&Itemid=9

[iii] http://www.pokrova.org.ua/dokument001291.html

[iv] http://pl.wikipedia.org/wiki/Mychajło_Duda

Reklamy

męczennicy hiszpańscy albo kłopoty postkatolickiego zakonnika czwartek, Paźdź 25 2007 

Już wkrótce Benedykt XVI uhonoruje 500 hiszpańskich duchownych tytułem błogosławionych.To wielki błąd – uważa Hilari Raguer, zakonnik i historyk z Katalonii. Księża i mnisi w czasie wojny domowej nie umierali za wiarę, ale za swe poparcie dla Franco. Hiszpański episkopat do dziś nie potępił czasów dyktatury.

zakonnik(?) Hilari Raguer

Hiszpański, pardon to byłby za duży komplement, kataloński zakonnik, na zdjęciu w tradycyjnym habicie, zapomina widać co znaczyło być katolikiem w czasach wojny domowej.

Sam w dalszej części wywiadu, na pytanie dziennikarza lewicowej La Vanguardia, Co ojciec pamięta z wojny domowej? przyznaje:

Pamiętam bombardowania. Odmawialiśmy różaniec i czekaliśmy na Franco. Baliśmy się, że zostaniemy rozstrzelani przez patrole anarchistów za to, że jesteśmy katolikami.

Więc w końcu jak?

Czy męczennicy hiszpańscy umierali z okrzykiem Viva Franco Rey? A może funkcjonariuszem Falangi był również niejaki El Christo de la Vega, mieszkaniec komorki partyjnej fszystów, zakamuflowanej jako kościół El Christo de la Vega w Toledo, w bezpośrednim sąsiedztwie oblężonej przez siły postępu faszystowskiej fortecy Alcazar de Toledo?

Z kościoła El Christo de la Vega (…) przynieśli sławną, drewnianą figurę Chrystusa i wymachując ją jak lalką próbowali ściagnąć ostrzał z północnych okien fortecy. Kiedy się to nie udało zaczęli krzyczeć „to jest El Christo de la Vega. Spalimy go. Jesli jesteście prawdziwymi katolikami, przyjdźcie tu nas powstrzymać” Nie było żadnej odpowiedzi z Alcazaru. Figura zodstała porabana siekierami, ajej kaewałki zostały wyrzucone na górę odpadków naprzeciwko okien Alcazaru. Cecil D. Eby „Siege of the Alcazar” s. 61, cyt. za Warren H. Carroll Ostatnia Krucjata. Hiszpania 1936, s. 85

Więc to tak faszysto Chrystusie! Odkryliśmy Cię! Cały czas popierałeś tego faszystę Franco więc musimy Cię porąbać na kawałki a potem spalić. Jakie to postępowe!

W latach 30-tych XX w. w Hiszpanii miała miejsce rewolucja. Nie jak chcą inni – faszystowska rebelia przeciwko kryształowo czystej i jaśnie oświeconej Republice, ale rewolucja, przeprowadzona przez anarchistów i marskistów ściśle wg wzorców sowieckich i z poparciem przywiezionych „w plecaku” doradców od wujka Joe. Rewolucjoniści i ich ideologiczni (i biologiczni jak Zapaterro) potomkowie prowadzili ją i prowadzą dzisiaj przeciwko nierozerwalnej triadzie Dios-Patria-Rey. To Chrystus, nie generał Franco był głownym wrogiem rewolucjonistów.To katolicyzm, nie faszyzm stanowił główną siłę nacjonalistów w walce z czerwonymi. To za Chrystusa Króla poszły na śmierć zgwałcone okrutnie zakonnice, zabici, z oszczędności kolbami karabinów młodzi seminarzyści, to za jego Krzyż ginęli w płonących kościołach, publicznych egzekucjach i cichych strzałach w tył głowy księża i biskupi.

12 września 1936 r. aresztowano 19-letniego Francisco Castello Aleu, beatyfikowanego w 2001 r. przez papieża Jana Pawła II, zstrzelonego przez obrońców republiki na cmentarzu. Swoim prześladowcom powiedział:

„Jeżeli jest zbrodnią być katolikiem, przyznaję się z radością do jej popełnienia, bo nie ma większej radości na świecie, niż zginąć za Chrystusa. Gdybym miał tysiąc żyć, oddałbym je wszystkie bez wahania za taką sprawę” (cyt. za Warren H. Carrol ibidem s. 138)

Owszem byli i renegaci, wśród nich lewicowy kler – wtedy jeszcze nie chodził w brzydkich garniturach i niemodnych krawatach jak o. Raguel i postępowi katolicy. Renegatem był kanonik Enrique Vasquez Camarasa, który odprawił jedyną w czasie oblężenia Alcazaru Mszę Świętą dla oblężonych. Renegatem, nie boję się tego słowa, jest ten historyk w brzydkim garniturze wyświęcony na katolickiego kapłana. Dla nich wybór był prosty, postęp nie może iść w parze z Christo Rey. Z jakimś Jezusem – kumplem i proletariuszem – tak, za Królem, nigdy!

Dzisiejsi potomkowie i epigoni dawnych milicjantów chcą zamazać przeszłość Starej Hiszpanii. W ich mniemaniu Hiszpania powstała wraz z prokalmowaniem I Republiki, wcześniej to tylko horda katolickich protofrankistów i prafaszystów otaczających dziwnym kultem stare drewniane posągi i kamienne ołatrze, zawodzący otępiale pieśni, nieświadomi ich zwodniczych i zabobonnych treści.

Dzisiejszym epigonom Largo Caballero i Bonawentury Durrutiego nie wystarcza własna „beatyfikacja” „szlachetnych rycerzy postępu walczących z faszystwoską hydrą” – bo czymże innym jak parodią katolickiej beatyfikacji jest projektowana ustawa? Usiłują jeszcze pohukiwać na Kościół, szermując przy tym hasłem rozdziału Kościoła od państwa.

Wytykając hierarchom  niedawną krytykę legalizacji parodii sakramentu małzeństwa w wykonaniu pewnej kategorii chorych osób, widać zapominają, że zasada rozdziału czerwonego tronu (a raczej koryta) od Świętego Ołtarza działa w obie strony.

Nie wystarczy im to że Franco nie żyje. Trzeba zniszczyć wszystkie pamiątki po tym krwawym faszyście , w ramach Ustawy o Pamięci Historycznej. Tak wybiórcza pamięć zapewne jest w stanie odpamiętać płomienne „Non passaran” Dolores Ibárruri Gómez „A pasionari” , nie będzie pamiętać z jakim rewolucyjnym zapałem podżegała do palenia kościołów i fizycznej eliminacji duchowieństwa. Ręka niszcząca katolicką Hyspanidad zawszemogła liczyć na poparcie setek tysięcy pożytecznych idiotów nie tylko żołnierzy Brygad Międzynarodowych ale i pisarzy, „intelektualistów”, „ludzi kultury”.

Pożyteczny idiota to zawód odpowiedzialny i wiecznie żywy. Z doświadczenia wiadomo, że dyskusja z lewicowym „intelektualistą” przeważnie kończy się porażką jego zapyziałego interlokutora. Bynajmniej nie z uwagi na trafność sądów, błyskotliwość języka czy piorunująca siłę argumentów lewicowca. Po prostu – on wie lepiej.
Lepiej wie o tym, że męczennicy katolicccy w Hiszpanii swoją śmiercią dawali świadectwo przynależności do Falangi i carlistów czy też szerzej do antyrepublikańskiej rebelii a nie ostateczne i głebokie świadectwo miłości i poświęcenia.

Chciałbym wierzyć, że zacietrzewienie Zapaterro w burzeniu resztek Hyspanidad zakońćzy się restauracją Jednej, Wielkiej, Wolnej Hiszpanii.Niestety, nie w czasach kiedy elektorat partii mieniacych się spadkobiercami frankizmu zmieścić można z powodzeniem w średniej wielkości kościele, a przywódca partii „prawicowej” jako burmistrz stolicy w ostetntacyjny sposób, pariodując sakrament małżeństwa, udziela „ślubu” dwojgu chorym ludziom tej samej płci.

Za pośrednictwem renagata – msgr Camarasa „Niebiański Król odwiedził bohaterów Alcazau”, jak głosił usunięty w latach 80-tych napis w podziemiach twierdzy. Za pośrednictwem renagata z Katalonii dowiadujemy się, że Jezus Chrystus to tak naprawdę Francisco Franco!

Przyznam się że podobnej herezji jak również dziwnego i bezgranicznego uwielbienia dla gen. Franco nie spodziewalem się po katolickim duchownym, nie mówiąc już o lewicowej prasie,

Trawestując znany w pewnych kręgach okrzyk: A my swoje: Viva Christo Rey!

Koniec Kresów poniedziałek, Wrz 17 2007 

pocałunek pokoju
W dniu 17 września 1939 r. w granice Rzeczpospolitej Polskiej pzostającej w stanie wojny z Rzeszą Niemiecką wkroczyła Armia Czerwona.

Kończący się 17 września to nie tylko symboliczna data przypieczętowania paktu Ribbentropp- Mołotow, nie tylko de facto koniec II RP ale przede wszystkim poczatek targedii Kresów, początek ich końca.

P.s. ogłoszenie dla porządku (i tak czytających jak na lekarstwo więc może trafi w próżnię, ale kultura wymaga: Bardzo dawno nie było mnie n tym blogu z wielu przyczyn. Powiedzmy że jeszcze nie powracamdefinitywnie, ale „się przymierzam”.Napewno po 15 października będę regularnie pisał.

przed wyrokiem TK w sprawie lustracji piątek, Maj 11 2007 

W oczekiwaniu na wyrok TK w spraiwe lustracji w oderwaniu od żałosnego spektaklu jaki zafundowal Trybunał i strony w przedmiocie rozpatrywania wniosków o wyłączenie sędziów ze składu orzekającego podkreslić wypada, że po raz koljeny tzw autorytety probują wykazać, że lustracja jest szkodliwa i nieporrzebna z jednego prostego powodu.

Zdaniem Salonu bycie donosicielem było powodem życiowego dramatu nie dla ofiary konfidenta ale dla samego donosiciela.. Wyznawcy św. Spokoja pomstują zatem że lustracja to zamach na demokrację, że jest sprzeczna z zasadą demokratycznego państwa prawa etc etc.

Na przykładzie szacownego prof. Grzybowskiego , swoją drogą bardzo miłego na egzaminach w katedrze Prawa konstytucyjnego UJ, nasi rodzimi illuminati pokazują, że przecież nie mógł chłop nic złego ludowi pracującemu miast i wsi zrobić, skoro „Firma” zarejestrowała go w 1989 r. Drugi z sędziów podlegających wyłączeniu – sędzia Adam Jamróz został wyrejestrowany w 1978 r. przez wywiad PRL, bo „odmówił współpracy z powodów moralnych” – nikt nie dociekał przy tym, czy drugi iudex inhabilis wcześniej przysłużył się wywiadowi Ludowej Ojczyzny czy też nie. Jeśli odmówił współpracy to na pewno już na wstępie i od razu wziął gorącą kąpiel by zmyć brud pozostały po rozmowie ze smutnymi panami.

Idąc tym tokiem myślenia jeśli szmalcownik Hyzio rozpoczął współpracę z gestapo dopiero 1 maja 1945 r. to działał w warunkach kontratypu łutu szczęścia z opóźnienia, a zatem nie przypiszemy mu zbrodni kolaboracji, bo szczęśliwie tydzień później wojna się skończyła, a z uwagi na ów łut szczęścia Hyzio nie może mieć sobie nic do zarzucenia.

Po cichu liczę na to, że dzięki temu zamieszaniu powstanie ustawa otwierająca pełny dostęp do archiwów „Firmy” , najlepiej bezpłatnie i w Internecie. Naród i tak wybierze przyszłość oraz styl i rządy politycznego konkubiantu Olka i Bolka, ale o ileż będzie ciekawiej w tym naszym grajdole!

Według wszystkich znaków na niebie i ziemi TK uwzgędni (przynajmniej w części) połączone wnioski

I/ grupy posłów (w wiekszości z Klubu SLD) w sprawie zgodności:

– całości ustawy z dnia 18 października 2006 roku o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów, w brzmieniu ustalonym ustawą z dnia 14 lutego 2007 roku o zmianie ustawy o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów i ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z art. 1, art. 2, art. 5, art. 9, art. 10, art. 14, art. 20, art. 21, art. 22, art. 30, art. 31 ust. 3, art. 32, art. 42 ust.1, art. 42 ust. 3, art. 45 ust. 1, art. 47, art. 51 ust. 2 i 4, art. 53 ust. 7, art. 54, art. 61, art. 64, art. 65, art. 70 ust. 5, art. 73, art. 98, art. 99, art. 178 Konstytucji RP oraz z art. 6, art. 7, art. 8, art. 10 oraz art. 14 Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności w związku z Rezolucją Nr 1096 (1996) Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy dotyczącej środków demontażu dziedzictwa po byłych totalitarnych ustrojach komunistycznych przyjętej w dniu 27 czerwca 1996 roku;

II/ Rzecznika praw Obywatelskich

w sprawie zgodności:

1) art. 4 ustawy z dnia 18 października 2006 roku o ujawnianiu informacji o dokumentach organów bezpieczeństwa państwa z lat 1944-1990 oraz treści tych dokumentów, w zakresie w jakim uznaje osoby, które nie wykonują władzy publicznej za osoby pełniące funkcje publiczne z art. 2 Konstytucji RP oraz art. 47 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP;

2) art. 52a pkt 5 ustawy z dnia 18 grudnia 1998 roku o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu z art. 2 oraz art. 51 ust. 4 Konstytucji RP;

3) art. 4 pkt 52 powołanej w pkt 1 ustawy z art. 2 Konstytucji RP;

4) art. 21e ust. 1, art. 21h oraz art. 57 ust. 1 i 2 w związku z art. 4 pkt 52 powołanej w pkt 1 ustawy z art. 54 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz art. 10 Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności;

5) art. 21e ust. 1, art. 21h oraz art. 57 ust. 1 i 2 w związku z art. 4 pkt 44 lit. a powołanej w pkt 1 ustawy z art. 73 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP;

6) art. 57 ust. 1 i 2 powołanej w pkt 1 ustawy z art. 65 ust. 1 w związku z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP oraz art. 57 ust. 3 powołanej w pkt 1 ustawy z art. 180 ust. 2 Konstytucji RP;

7) art. 30 ust. 2 ustawy powołanej w pkt 2 z art. 47 oraz art. 51 ust. 3 i 4 Konstytucji RP.

Bohdan Czerwak gra z ogniem sobota, Maj 5 2007 

(od tłumacza – poniżej na razie robocza i niepoprawiona wersja artykułu Bohdana Czerwaka *- szefa kijowkiej OUN ale i kiedyś wysokiego rangą urzędnika ukraińskiej administarcji rządowej , zamieszczam w kontekście ostatniego bicia się w piersi i narodowej pokuty z okazji Akcji „Wisła”, autor artykułu komentuje skandaliczny jego zdaniem projekt budowy pomnika ofiar UPA w Warszawie, o dziwo dostaje się nawet tradycyjnie grającym rolę pożytecznych idiotów dziennikarzom „GazWybowi” , epigonom Jacka Kuronia, wybitnego specjalisty od wybielania band Bandery i Melnyka, na zdjeciu po lewej – pomnik ofiar UPA, ktorego projekt tak obraził autora tekstu)

 

Bohdan CZERWAK : „Gra z ogniem”

Do niedawna uważało się, że pytania o miejsce i rolę OUN i UPA we współczesnym życiu naszego kraju należy wyłacznei do kompetencji państwa ukrainskiego, a w szczególnoścvi jego rządu. Od niedawna wszystko uległo zmianie. Niepodziewanie temat OUN i UPA stał się „problemem” dla …Polski

Pod koniec lutego br. znane i opiniotwórcze polskie czasopismo „Gazeta Wyborcza” opublikowało artykuł „Czy w stolicy stanie pomnik ku czci pomordowanym przez UPA”?

(chodzi o artykuł „W stolicy stanie makabryczny pomnik ofiar UPA?”przyp. tłumacza)

Tytuł nie tylko daje do myśłenia ale również prowokuje.

Na początku krótkie streszczenie. W artykule ogłasza się, że niektórzy przedstawiciele polskiej inteligencji domagają się postawienia w centrum Warszawy monumentu ku czci ofiar tak zwanej „wołyńskiej tragedii” (w oryg. так званої Волинської трагедії) z lat 1943-1944. Gazeta opublikowała również fotografię przyszłego pomnika: pięciometrowe drzewo z brązu ze skrzydłami zamiast gałęzi, do którego pnia przybito trupy dzieci. Według autora artykułu właśnie taki pomnik wywoła „oburzenie” wśród ludzi i może stac się odpowiednią reakcją na żądania Światowego Kongresu Ukraińców, który domaga się od władz w Warszawie przeproszenia i odszkodaowań za akcję „Wisła” .

Można wyróżnić trzy aspekty problemu zarysowane w artykule znanej polskiej gazety.

Jak zaznacza jego autor, główną ideą postawienia pomnika jest uczczenie pamięci polskich ofiar „rzezi wołyńskich” z lat 1943-1944. To nie nowy problem dla Ukraińców. Nie tak dawno był on tematem szerokiej dyskusji w naszym kraju w związku z obchodami w 2003 r. 60-tej rocznicy ukraińsko – polskich walk na Wołyniu w czasie II wojny światowej. Przypominam, że wówczas polska strona domagała się od Ukrainy przeproszenia za śmierć swoich ludzi, którzy zginęli w wyniku świadomych działań nacjonalistów ukraińskich, w szczególności OUN i UPA. W odpowiedzi ukraińscy historycy oraz przedstawiciele organizacji patriotycznych dali przekonywujące dowody na to, że OUN i UPA broniły swoją ziemię przed polskimi okupantami, więc państwo Ukraińskie nie może i nie ma potrzeby prosić o wybaczenie.

W rezultacie głowy dwóch państw, wówczas byli nimi Leonid Kuczma i Aleksander Kwaśniewski podpisali wspólne oświadczenie Prezydenta Ukrainy i Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej „O uczczeniu 60-tej rocznicy tragicznych wydarzeń na Wołyniu”. W dokumencie zaznacza siew szczególności, że „pochylając głowy przed ofiarami zbrodni i wszystkich tragicznych wydarzeń które miały miejsce we wspólnej historii wyrażamy przekonanie, że wzajemne przebaczenie będzie pierwszym krokiem do pełnego pojednania młodego pokolenia Ukraińców i Polaków uwolnionego od uprzedzeń tragicznej przeszłości.” Jednocześńie prezydenci obu krajów zwrócili się do swoich rodaków by ci „zacieśnili te związki, które nas łączą”

Oczywiście, wspominany artykuł oraz zamiar niektórych polskich sił politycznych by postawić w Warszawie pomnik „ofiarom UPA” dają podstawę do uważania, że polska strona zgrzeszyła (w oryginale „лукавила”) kiedy ręką swojego prezydenta podpisywała cytowane wyżej oświadczenie oraz, że ma zamiar cofnąć koło historii. Z tego poglądu można tylko wyrazić żal oraz zapewnić Polaków, że Ukraińcom tak w 1943 r. Jak i w 2003 r. A także i dzisiaj wystarcza argumentów, by dowieść „swojej prawdy”. Ale dla kogo jest to dzisiaj wygodne? Niech wiec przede wszystkim polska strona da odpowiedź na to pytanie?

Jak stwierdza polska gazeta, wzniesienie pomnika to odpowiedź na ukraińską inicjatywę godnego uczczenia w następnym roku 60- tej rocznicy masowych deportacji ukraińskich mieszkańców z ich etnicznych ziem – Łemkowszczyzny, Chełmszczyzny, Podlasia i Posania. (c.d.n.)

źródło: http://www.ukrnationalism.org.ua/publications/?n=1129———————————————————————–

* Bohdan Czerwak – ur. 1964 w Drohobyczu, ukraiński polityk nacjonalistyczny i publicysta, z wykształcenia nauczyciel języka i literatury ukraińskiej, członek kierownictwa (provodu) Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, szef Kijowskiej Miejskiej OUN, w 2001 r. redaktor naczelny tygodnika „Ukraińskie Słowo”, pełnił wiele funkcji w rządzie Wiktora Juszczenki, a po pomarańczowej rewolucji został dyrektorem Departamentu Państwowej Polityki Informacyjnej i Integracji Europejskiej w Państwowym Komitecie Radiowo-Telewizyjnym Ukrainy, autor książek: „Naprzód Ukraińcy!”, „Olena Teliha – życie i twórczość” oraz monografii „ Bitwa o Wołyń” reklamowanej jako ukraiński pogląd zna problem obchodów 60- te rocznicy tak zwanej tragedii wołyńskiej (do nabycia pod adresem http://www.knyha.com/ukr/catalog/10423/), żonaty, ojciec dójki dzieci (cyt. za wikiepdią)

święty Pius V – papież i wyznawca sobota, Maj 5 2007 

saint pius v Dziś wg kalendarza klasycznego Kościół wspomina św. Piusa V papieża i wyznawcę (wg kalendarza posoborowego wspomnienie świętego wypada 30.04.). Pius V przeszedł do historii jako tytan kontreformacji – wieloletni inkwizytor, poświęcił swój pontyfikat zadaniom reformy Kościoła w duchu Soboru Trydenckiego i walce z herezją.

Staraniem wielkiego świętego wydane zostały odnowione, główne księgi liturgiczne rytu rzymskiego: mszał (Missale Romanum, 1570) i brewiarz (Breviarium Romanum, 1568) oraz pierwszy katechizm katolicki (Catechismus Romanus, 1566).

Bullą (konstytucją apostolską ) z dnia 14 lipca 1570 r. Quo Primum Tempore papież ustanowił
Wieczny Kanon Mszy św. kanonizując tym samym Mszę św. w rycie rzymskim zwaną odtąd Mszą Świętą Wszechczasów , Mszą św. trydencką lub mszą w klasycznym rycie rzymskim .

W bulli tej czytamy m.in. że Żaden biskup, administrator, kanonik, kapelan lub inny ksiądz diecezjalny, lub zakonnik jakiegokolwiek zgromadzenia, jakkolwiek nie byłby tytułowany, nie może być zobowiązany do odprawiania Mszy św. w inny sposób, niż przez Nas polecono. Podobnie nakazujemy i oznajmiamy, iż nikt nie może być nakłaniany bądź zmuszany do zmieniania tego Mszału; a niniejsza Konstytucja nigdy nie może być unieważniona lub zmieniona, ale na zawsze pozostanie ważna, i będzie mieć moc prawną, pomimo wcześniejszych konstytucji lub edyktów zgromadzeń prowincjalnych bądź synodalnych, i pomimo zwyczajów ww. kościołów, ustanowionych bardzo dawnym lub odwiecznym nakazem, zachowując tylko zwyczaje mające ponad 200 lat.

Mimo takiego brzmienia ww. bulli Msza św. Piusa V  została wyrugowana z liturgii kościoła w 1970 r. w związku z wprowadzeniem Novus Ordo Missae papieża Pawła VI.

W okresie pontyfikatu Piusa W 1567 ogłosił św. Tomasza z Akwinu Doktorem Kościoła oraz nakazał w 1570 publikację dzieł wszystkich teologa (17 tomów). przeprowadzono trzy lokalne synody w państwach włoskich, m.in. w Neapolu i Mediolanie.W 1567 Pius V ogłosił św. Tomasza z Akwinu Doktorem Kościoła oraz nakazał w 1570 publikację dzieł wszystkich teologa (17 tomów).

W 1570 Pius V ekskomunikował królową Anglii Elżbietę I.

Był spiritus movens Ligi Świętej przeciwko Turcji, która 7 października 1571 r. odniosła pod Lepanto zwycięstwo nad siłami sułtana Selima. Na pamiątkę tego wydarzenia papież ustanowił dzień bitwy dniem Matki Boskiej Zwycięskiej.

Chrystus neo-becny w dyskursie politycznym. środa, Kwi 11 2007 

Jak informuje ulotka rewolucyjna – dziennik „Metro”:

Ot, i mamy kolejny już spis pomysłów polityków, którymi ma się kierować każda polska rodzina dla jej i państwa dobra. Dokument, do którego dotarło „Metro”, a który LPR nazwała Kartą Praw Polskich Rodzin, jest już w Sejmie i jutro zajmie się nim komisja rodziny i praw kobiet. Już wiadomo, że najgoręcej posłowie będą debatować nad słowami papieża Jana Pawła II”.

Ten faszystowsko – klerykalny dokument ma wg redaktorów zawierać takie przerażające treści:

• Rodzina powinna być oparta na małżeństwie kobiety i mężczyzny;

• jej misją jest przekazywanie życia i wychowywanie potomstwa;

• związki pozamałżeńskie nie mogą być stawiane na równi z zawartymi małżeństwami „we właściwy sposób”;

• rodzice mają prawo do wychowywania seksualnego w domu, a nie w szkole;

• w realizacji celu rodzinie może zaszkodzić sterylizacja, aborcja i antykoncepcja;

• rodzina nie powinna godzić się także na zapłodnienie in vitro i badania naukowe na ludzkim płodzie.

Straszne, prawda?

„Można bagatelizować, że to tylko pomysły” – ostrzegają czujni redaktorzy – „ zresztą co do których wątpliwości mają nawet koalicjanci”.

Na potwierdzenie tych słow redaktorzy sięgają po opinie ekspertów. Nic dziwnego, każdy „profesjonał” tak robi! To że ekspertami od spraw wiary u szechterystów są księża moderniści juz przerabialiśmy. W końcu Kościół musi być nowoczesny. Reszta to godny ogardy zaścianek i „przedwojnna pobożność” oraz „Jan Paweł II o horyzontach godnych „wiejskiego proboszcza” jak pisał wybitny teolog o. Obirek.

W tym kontekście wyważona acz pozytywan w treści jest wpowiedź ks. Bonieckiego z „Tygodnika Powszechnego”:
Dobrze, że włączają się politycy w sprawy rodziny, interesują się jej rozwojem, bo ta niestety podlega destrukcji. Uchwalenie polskiej karty praw rodziny traktuję jako włączenie się w ideę uchwaloną przez Watykan. Nie jest to nic złego i dobrze, że zauważana jest nauka Jana Pawła II. Unikałbym jednak wpisywania tego wszystkiego do konstytucji. Forma uchwały w zupełności wystarczy”.

Tymczasem „Ks. Dariusz Kowalczyk, prowincjał zakonu jezuitów” (tożsamy z ojcem Dariuszem Kowalczykiem prowincjałem Prowincji Polski Pólnocnej Towarzystwa Jzeusowego – przypis Krzyzowiec) ubolewa:

Karta Praw Rodziny to dokument watykański i jest uznawany przez wszystkich katolików. Wprowadzenie własnej Karty przez Polskę może mieć tylko wymiar symboliczny. Bo faktycznie, źle się dzieje z rodziną, ale nie podoba mi się, że zwłaszcza w polskim prawodawstwie w obronie trwałości rodziny od razu politycy chcą się odwoływać się do Jezusa i słów Jana Pawła II. 

Do kogo więc winniśmy się my, katolicy odwoływać w dyskursie polityczym, w preambule do Konstytucji R.P. i tzw. „konstytucji ełropejskiej”? Pewnie do „cywilizacji antycznej i oświecenia” ?

„Szukac i znajdować Boga we wszystkim” taka dewiza przyświeca stronie internetowej kierownej przez o. Dariusza prowincji.

Jezus nazywał siebie Drogą Prawdą i Życiem . Czy jest również Drogą Prawdą  Życiem dla „prezbitera” drogi neokatechumenalnej o. Dariusza? Czy może jest nim inny „absolu

t”? Ojciec Dariusz dakleruje, że „Lubi neokatechumenat„. Czy „lubi” Jezusa, czy chce jego marginalizacji?

Redaktorom „Metra” fanom neo i o. Dariuszowi polecam zmówienie od czasu do czasu litanii do pewnego świetego -symbolu przedwojennej pobożności, której tak bardzo nienawidzą. Co ciewkawe ów symbol był także jezuitą a jego prochy znajdują się w kościele oo. jezuitów w Warszawie.

Pópule meus, quid feci tibi? Aut in quo contristávi te? Respónde mihi środa, Kwi 11 2007 

crucifictio

Póstea sciens Iesus quia ómnia consummáta sunt, ut consummarétur Scriptúra, dixit:
+ Sitio.
C. Vas ergo erat pósitum acéto plenum. Illi autem spóngiam plenam acéto, hyssópo circumponéntes, obtulérunt ori eius. Cum ergo accepísset Iesus acétum, dixit:
+ Consummátum est.
Et inclináto cápite trádidit spíritum.

Maria Kaczyńska – studium pewnej partii poniedziałek, Mar 19 2007 

Notowania Marii Kaczyńskiej idą w górę! Idą konsekentnie ku zdumieniu „ałtorytetuf” z lewej strony które zdążyły już wyszydzić Panią Prezydent za brak urody (na marginesie – pp. Środa, Waniek i Sierakowska też do urodziwych nie należą, ale de gustibus…) rzekome nie udzielanie się w życiu publicznym i brak medialnej ogłady, tak ukochanej u Wielkiej Matki Jolanty.

maria kaczynska

Cenię sobie Panią Przezydent za jej grację i urok osobisty (z zastrzeżeniem że „de gustibus ..” oczywiście). Cenię sobie jej polityczny instynkt i wpływ na męża, po kórym wnioskuje, że wbrew pozorom w Parze Przeydenckiej to Pani Prezydentowa gra pierwsze skrzypce.
Zastanawia mnie tylko, że notowania Pani Przeydnt idą w górę nie tylko u mnie, ale o zgorzo, u onych „ałtorytetuf” , o których mowa wyżej. Okazuje się bowiem że dla Salonu Pani Prezydentowa jest bardziej swoja (czytaj postępowa) niżby się wydawało.

Najpierw były komentarze wujów „dobra rada” zza Odry – Pani Prezydentowa jest „gut” bo z męża eurosceptyka zrobiła „ostrożnego euroentuzjastę”. W ogóle to Pani Prezydentowej nikt nie docenia, ale jeszcze chyba pokarze wszystkim że jest graczem prawie niezależnym.

No i przyszedł 8 marca, są wiązanki goździków i prezenty, jest spotkanie w Pałacu Preszydenckim, na które para Przedencka zaprasza czołowe postępowe dziennikarki na czele z oberredaktorką Osiecką. Pani Prezydentowa podpisuje w ich obecności apel do parlamentarzystów, by nie zmieniali ustawy zasadniczej tak, by w konsekwencji wprowadzić całkowity zakaz aborcji.. (cytuję za (der) Dziennikiem). Potem rozpętała się burza – o. T. Rydzyk wyraził zaskoczenie – bo swoja okazała się „cudza”, GazWyb – toże, ale w innym tonie, bo okazało się że „swoja”. Potem Pan Prezydnet był oburzony, że obrażono Pania Prezydentową, media postępowe łaczyły się w tym oburzeniu.

CZy można być konserwatystą i katolikiem tylko trochę? Widać można, pod warunkiem że się jest „chadekiem”. To modne określenie zrobiło karierę. Jest bardzo chwytliwe – zrobiło karierę o wiele większą niż takie wyrażenia jak „powiem prawie całą prawdę”, „kocham cię trochę”, „wierzę ci ale tylko częsciowo”. Być chadekiem to znaczy pokazywać się w kościele, głośno mówić o tym, że się jest katolikiem ale na każdym kroku podkreślać swoją postępowość i odcinać się od „przedwojennej pobożności” „Ciemnogrodu” i klerykalizmu.

Chadek może powiedzieć -” tak -jestem katolikiem, ale chcę by kobieta miała prawo wyboru co robi ze swoim ciałem” , ” Europa nie jest klubem chrześcijan. Jeżeli jest jakimś klubem, to klubem wartości podstawowych”, „wierzę gorąco, ale nie chcę narzucać się z krzyżem w miejscu publicznym, żeby nie obrazić uczuć religijnych innowierców i ateuszy. Chadek podchodzi do Kościoła w sposób instrumentalny, traktuje Go jak element a nie punkt orientacyjny w swojej ideologicznej układance.

Pani Maria Kaczyńska i w ogóle rodzina Pana Prezydnta to piękny przykład na to, czym jest w istocie środowisko skupione wokół braci Kaczyńskich.

Z jednej strony niby prawicowe – chętnie opowiadające się za obniżeniem podatków, uwolnieniem przedsiębiorców z kajdan fiskusa, walczace o ochronę życia występujące przeciwko promocji zboczeń i opowiadające się za przywróceniem kary smierci.

Z drugiej strony to środowisko lewicujące – obok promocji przedsiębiorczości – tzw. wrażliwość społeczna, rozdęte przywileje branżowe i dyktatura związków zawodowych.

Wreszcie Przezydent , który niby jest za karą śmierci i przeciwko pełzającej tęczowej rewolucji – ale nikomu nie zamierza narzucać swoich poglądów.

Konserwatysta, który opowiada się przeciwko wpisaniu ochrony życia do Konstytucji R.P. ?
Chyba jednak rację miał o. T. Rydzyk mówiąc o politycznej schizofrenii braci Kaczyńskich. Zresztą – zakłądając, że PiS jest chdecki mamy wreszcie pewność, że nic nie dzieje się przez przypadek i że posłowie Górski i Zawisza to tylko konserwartywan wisienka na torcie.

Patrząc na środowisko PiS zupełnie z boku, nie trudno odnieść wrażenia, że przypomina ono podwórkową ekipę Stefka Burczymuchy. Stefek to taka postać z bajki dla dzieci, który chwali się wszem i wobec jaki nie jest dzielny, ile to nie może ale w gruncie rzeczy to pokojowo usposobiona do świata poczciwina.

PiS rozpoczyna zawsze od wysokiego C – zlikwidujemy, rozliczymy, obniżymy, ułatwimy, zaostrzymy etc. Ktoś kto rzuca takie hasła winiem mieć nie tylko spójny i logiczny program ale nadto kadrę potrzebną do jego realizacji. Tymczasem nasze Stefki nakrzyczą się, zaczną robotę a potem zachowują się z gracją godną słonia w skłądzie porcelany.Finalny efekt jest tylko żałosnym odbiciem początkowego planu, konstrukcja jest chwiejna i rozwali się w drobny mak przy byle wietrze.

Przykład – reforma wymiaru sprawiedliwości i korporacji prawniczych. Czy nie lepiej było zagrać w większą gracją i nie prowadzić ofensywy na wszystkich frontach? Czy nie lepiej było przygotować całościowy plan naprawy trzeciej władzy a potem konsekwentnie go realizować bez wojny szarapanej i „podśmiechujek” ze szczyla – ministra na korytarzach sądowych, w zaciszach kancelarii w zadymionych pokojach sędziowskich i prokuratorskich?

Drodzy rządzący! Tak naprawdę cały ten Układ to tylko krzykliwa myszka udająca tygrysa. Proponuję więc lekturę ostatnich wersów przywołanego na wstępie wiersza Marii Konopnickiej.

Idzie ojciec, służba cała,
Patrzą… a tu myszka mała
Polna myszka siedzi sobie
I ząbkami serek skrobie!..

taca na meczet -grzech przeciwko 1 przykazaniu poniedziałek, Mar 12 2007 

Katolicki proboszcz z Kolonii w Niemczech zamierza przeznaczyć datki zebrane podczas najbliższej mszy na budowę meczetu.

To jasne, że im pomożemy – oświadczył Frank Meurer, odnosząc się do zapowiadanej budowy wielkiego meczetu. Podkreślił, że plany te poparły władze jego parafii św. Teodora.

Pomysł budowy meczetu w dzielnicy Ehrenfeld poparły też miejscowe władze polityczne. W budynku ma się mieścić m.in. siedziba organizacji Turków muzułmańskich Ditib.

Imamowie z Ditibu to bardzo wykształceni, rozsądni, mili i współczujący ludzie, którzy fantastycznie pracują z młodzieżą. Wiele się do nich uczymy, i na odwrót – zapewnił proboszcz, który chciałby zebrane datki przeznaczyć na wyposażenie meczetu, np. na zasłony.

« Poprzednia stronaNastępna strona »